Do sił natury, nad którymi człowiek nie jest w stanie zapanować, trzeba by także zaliczyć kryzysy gospodarcze. Są jak grypa, wydaje się, że można je przewidzieć, uodpornić się, przeczekać lub zlekceważyć - ale w pewnym momencie okazuje się, że człowiek jest bezsilny. Przykład Brazylii, której udzielono różnorodnego (choć głównie moralnego) wsparcia, nie jest tu jedyny ani ostatni. Potrzeba podejmowania niepopularnych decyzji, gdy jeszcze mogą odnieść skutek, zawsze będzie przegrywać z naturalnym optymizmem, mówiącym, że jakoś to będzie. Potem trzeba by poświęcić zbyt dużo czasu, by ktoś podjął decyzję. A gdy kataklizm nadciągnie, na prewencję jest już za późno. Nadzieje udzielających pomocy, że zapewnienie środków na spłatę długów zagranicznych pozwoli jeszcze jakiś czas przeżyć spokojnie, są ułudą.Spadki w ostatnich dniach uczą pokory wobec rynku. Poza tymi, którzy dali się skusić na szczycie, pozostali mogą rzec, że łatwo przyszło i łatwo przeminęło - teraz znów poczekamy na wzrosty. Ale to iluzja. Nie ma mądrego, który potrafiłby określić, jak długo będzie trwać zamieszanie na rynkach. Tym bardziej że gospodarczo dotknęło dopiero część naszego globu. Teraz niepokojące informacje znów dochodzą z Chin. Upadek dużego funduszu, problemy kolejnego, słabe notowania chińskich spółek - to zapowiedź kolejnego "trzęsienia ziemi", które nie musi nadejść szybko, choć jego nadejście wydaje się wysoce prawdopodobne. A to oznaczać będzie kolejną serię kryzysów na świecie. W tym czasie być może rynki zdążą się uspokoić i będzie okazja do kolejnych zarobków. Być może Brazylia pociągnie kolejne kraje i kupujący teraz, za chwilę będą liczyć straty. Dużo tych "być może", ale rynek w ciągu kilkunastu dni pokazał, iż jest żywiołem, którego wyroków przewidzieć nie sposób.

.