Ile kosztują reformy?
Gdyby składka na kasy chorych została podniesiona - tak jak chcą środowiska lekarskie - z 7,5% do 11%, to budżetowi zabrakłoby w tym roku przeszło 9 mld zł (deficyt wzrósłby o 75%). Co więcej, samorządowcy ostrzegają, że także nowe powiaty potrzebują większych dotacji, niż zaplanowano w ustawie budżetowej. W tym i następnym roku poznamy odpowiedź na pytanie, czy koszty wielkich reform nie zadławią finansów publicznych.Za podwyższenie składki na kasy chorych do 11% (gdyby rząd ugiął się pod naciskiem żądań i protestów) wszyscy zapłacilibyśmy na przykład podniesieniem podstawowej stawki VAT z 22% do 25%. Oczywiście, można sobie wyobrazić, że zamiast podnosić podatki, rząd zmniejszy wydatki, pytanie tylko w jakich dziedzinach?Czysto teoretyczne jest rozważanie, że rząd zaakceptowałby wyższą składkę na kasy chorych i zarazem zgodził się na podwyższenie deficytu budżetowego z 13 mld zł do 22 mld. Właśnie dlatego, że wicepremier Leszek Balcerowicz odrzuca możliwość nowelizacji ustawy budżetowej, polegającej na przekraczaniu wyznaczonej granicy deficytu (2,15% PKB), rośnie prawdopodobieństwo nowelizacji, polegającej na zwiększaniu ciężarów fiskalnych.Czarny scenariuszMinisterstwo Gospodarki poważnie traktuje groźbę rozregulowania finansów publicznych w najbliższych latach. W "Koncepcji średniookresowego rozwoju gospodarczego kraju do 2002" w ostrzegawczym wariancie przebiegu zdarzeń luka w całych finansach publicznych (czyli w budżecie centralnym oraz w budżetach celowych i samorządowych) w 2002 r. została obliczona na 3% PKB, podczas gdy w zeszłym roku nie przekroczyła prawdopodobnie 2,7% PKB. - W tym i w 2000 r. okaże się, czy budżet poradzi sobie z napięciami finansowymi związanymi z reformami - twierdzi wiceminister gospodarki Jerzy Eysymontt.Na najbliższe 2-3 lata przypadnie apogeum kilku kosztownych reform. Oprócz zmian w służbie zdrowia i administracji, przeżywamy (lub przeżyjemy) także przebudowę systemu emerytalnego, edukacyjnego, górnictwa, hutnictwa, przemysłu obronnego. Wiadomo na przykład, że koszt reformy ubezpieczeń społecznych to 1-2% PKB rocznie, że do 2002 r. na zmiany w górnictwie wydamy 6,4 mld zł, a w hutnictwie - 8,7 mld zł.W wersji ostrzegawczej przygotowanej przez analityków z Ministerstwa Gospodarki ciężar reform pociąga w dół całą gospodarkę. Mamy tu wizję wymuszania wysokich płac realnych, powolnego wzrostu wydajności pracy i inwestycji, średniorocznej inflacji w 2002 r. na poziomie niewiele niższym od planowanego na ten rok (8% wobec 8,5%), wreszcie tempa zwiększania się PKB zaledwie o 2-3%.Wojna na cyfryMinisterstwo Finansów ostro reaguje na postulaty podniesienia składki na kasy chorych. Jak można przypuszczać, w gmachu na Świętokrzyskiej niepokój budzi perspektywa kolejnego finansowego ustępstwa na rzecz tych, którzy twierdzą, że "reformy muszą kosztować". Nie tak dawno rząd niefrasobliwie podniósł koszty reformowania przemysłu wydobywczego, gwarantując wysokie odprawy górnikom. Rewizja kolejnego programu reform, polegająca na dokładaniu pieniędzy, mogłaby zapoczątkować lawinę żądań ze strony środowisk objętych następnymi restrukturyzacjami.Resort finansów przypomina, że w kwotach realnych budżet służby zdrowia będzie w tym roku o 5,3% zasobniejszy niż w 1998 r. Ta sfera dostanie 25,8 mld zł, podczas gdy oświata - 19 mld, bezpieczeństwo publiczne - 6,4 mld, a wymiar sprawiedliwości - 3,7 mld zł.Poprawę sytuacji zakładów służby zdrowia Ministerstwo Finansów widzi nie w powiększaniu ich udziału w budżecie państwa, a w likwidacji przerostów zatrudnienia, nieracjonalnego systemu refundacji leków i praktyk łamania dyscypliny finansowej przez szefów placówek lecznictwa. Minister finansów w sporze o wysokość nakładów na ochronę zdrowia będzie zapewne posługiwał się dwoma liczbami - tylko do końca listopada 1998 r. łamanie dyscypliny budżetowej przyniosło nieracjonalne wydatki w wysokości 6,1 mld zł, szara strefa usług medycznych zaś jest szacowana na 3% PKB.
JACE