Bez krawata

Czyli o pożytkach płynących z upadku porządku jałtańskiego albo o tym jak wejście do systemu euroatlantyckiego może napędzić koniunkturę i dlaczego warto wydawać pieniądze budżetowo--podatnicze na wojsko, a szerzej mówiąc na sektor zbrojeniowy.Do tej pory dotowano działania głównie ratunkowe: a to bezrobocie, a to świńskie tusze, a to skutki powodzi. W tej chwili można wydać forsę - w tym także moją - na coś zasadniczo zmieniającego strukturę naszej armii, a co za tym idzie przemysłu zbrojeniowego, którego problemy w cień usunął Lepper.Protesty zbrojeniówki teraz można załatwić we właściwy sposób, przestawiając ją na właściwe tory. Mniej ważne jest, czy będzie to offset, czy oryginalne rozwiązania krajowe. Jest szansa przeskoczenia do nowej rzeczywistości. Ta rzeczywistość zaczyna się od innych mundurów (może wreszcie skończy się epoka "moro", które nawet z Van Dama zrobiłoby Szwejka), końcówek do szybkiego tankowania samolotów na lotniskach, a kończy na elementach awioniki i skomplikowanej elektronice. To wysokie "c". W niższych rejestrach są m.in. tak prozaiczne kwestie, jak przebudowa koszar i nowe mundury oraz powszechna nauka angielskiego - a nie jest to zwykły angielski, lecz bardzo specyficzny, militarny "język w języku". Wszystko to oznacza setki i tysiące miejsc pracy. Tworzonych nie po to, by je tworzyć, lecz składających się na nową jakościowo strukturę, a zarazem kreujących strumień nowego popytu.Problem w gruncie rzeczy polega na zmianie sposobu myślenia - inwestycje w tym obszarze należy przestać traktować wyłącznie w kategoriach kosztów budżetu. To przecież wkład w przyszłą jakość sektora produkcyjnego - zbrojeniówka jest najskuteczniejszą pompą ssącą wszelkich innowacji. Jako zakuty cywil życzę sobie, aby moje podatki zainwestowano - podkreślam: zainwestowano - w rozwój sektora militarnego i żeby broniła mnie nowoczesna armia, dowodzona przez wykształconych dowódców. Chcę tego, bo się boję i nie wierzę w to, że bezpieczeństwo w Europie jest dane na zawsze.Wróćmy do wspomnianych wcześniej niższych rejestrów. W Szczecinie powstaje sztab trójnarodowego (Polacy, Duńczycy, Niemcy) korpusu. Na wieść o tym ceny nieruchomości poszły natychmiast w górę. Rzeczywistość pokazała, iż jest to trend właściwy - Duńczycy dla swoich rozpoczęli budowę osiedla domków jednorodzinnych, a Niemcy i Polacy gorączkowo poszukują mieszkań. W przebudowę starych, poniemieckich koszar uczestniczące w przedsięwzięciu strony wyłożyły po 15 milionów złotych, a na budowie pracuje ponad 300 osób. Nawet prezydent Jurczyk przestał mówić o obronie polskości Szczecina i łaskawszym okiem patrzy na wraże kiedyś mundury...Specjaliści wojskowi od rozpoznania twierdzą, że przeobrażenia dotknęły również tak istotnego dla każdego miasta (a portowego, jakim jest Szczecin, w szczególności) sektora lokalnej ekonomii, jakim są usługi erotyczne. Ich poziom podobno gwałtownie rośnie, choć nigdy bardzo niski nie był; dla członków korpusu, przed akcesją, specjalny rabat.I tylko łza się w oku kręci: te niegdysiejsze kołobrzeskie festiwale, te chabry z poligonu, ci sierżanci - spejaliści od czasoprzestrzeni: "sprzątacie stąd aż do południa", to bratstwo orużia... Ech...

KRZYSZTOF MIKA