Co mnie zastanawia

Prognozowanie przyszłości ma długą historię. Już około 1800 roku przed naszą erą kapłani babilońscy przepowiadali wydarzenia w oparciu o analizę owczej wątroby. Od tego czasu w metodologii prognozowania nastąpił ogromny postęp. Analiza techniczna, modele ekonometryczne, metoda delficka, sieci neuronowe i wiele innych - to arsenał współczesnych wieszczów. Jedno tylko nie uległo większym zmianom - skuteczność prognoz.Prognozowanie przyszłych wydarzeń jest zagadnieniem o fundamentalnym znaczeniu dla wielu dziedzin ludzkiej działalności i jednocześnie niezwykle trudnym w realizacji. Każdy chciałby znać jeśli już nie cenę akcji X za trzy tygodnie, to przynajmniej kierunek jej zmiany. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby prognoza sięgała wielu lat w przód. Jednak rzeczywistość jest złośliwa i niestety jest tak, że im dłuższy okres prognozy, tym mniejsze szanse jej spełnienia.Ostatnio coraz częściej mamy do czynienia z prognozami wielu istotnych dla nas zjawisk. Pretekstem do ich formułowania były na przykład kryzysy, jakie dotknęły niedawno Rosję, Brazylię, czy niektóre gospodarki azjatyckie i ich wpływ na gospodarkę globalną. W wymiarze bardziej nam bliskim spotykamy się z długofalowymi prognozami w związku z reformą emerytalną. Różne ośrodki prezentują nam symulacyjne wyliczenia dotyczące tego, czy opłaca się nam oszczędzać w II filarze, czy też wręcz przeciwnie. Prognozy te sięgają nawet roku 2020. W związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na prognozy nie zanotowano jednak wzrostu popytu na owcze wątroby.Przykładów ewidentnie chybionych przewidywań można podać mnóstwo. Gorzej jest z prognozami trafionymi. Tu nie ma zbyt spektakularnych osiągnięć, a nieliczne wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Przykłady? Bardzo proszę. Kto jeszcze na początku ubiegłego roku przewidział kryzys w Rosji? Czy sytuacja w tym kraju pogorszyła się dramatycznie z dnia na dzień? Zły stan gospodarki i groźba niewypłacalności była widoczna gołym okiem od dawna. Nie przeszkodziło to jednak wielu szacownym komercyjnym instytucjom finansowym angażować spore kapitały na tym mocno ryzykownym gruncie. Nie mówiąc już o Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym.Nie sięgajmy aż tak daleko i pozostańmy na naszym podwórku. W styczniu ubiegłego roku jeden z pracowników (z tytułem doktora) pewnego polskiego banku aż w dwóch poważnych gazetach opublikował wyniki swoich prognoz dotyczących kursu dolara. Przy zastosowaniu aproksymacji formuły stosowanej przez NBP, uwzględnieniu wpływu prawdopodobnych trendów kursowych na międzynarodowym rynku walutowym, przewidywanych korekt polityki kursowej banku centralnego wraz z okresową weryfikacją wynikającą z danych empirycznych w celu zwiększenia wiarygodności wyników wyszło, że na koniec 1998 r. za dolara trzeba będzie zapłacić 4,14 zł. Jak wiadomo, 31 grudnia 1998 r. kurs dolara na fixingu w NBP wynosił 3,5 zł. Różnica między prognozą a rzeczywistaścią wyniosła więc 15,5% w horyzoncie rocznym. Autor prognozy znalazł się jednak w dobrym towarzystwie, gdyż największy japoński dom maklerski Nomura przewidywał kurs na poziomie 4,1 zł.Nie mam zamiaru drwić sobie z kogokolwiek ani deprecjonować czyichkolwiek kompetencji, tym bardziej że trudu prognozowania doświadczyłem na własnej skórze. Pracując w departamencie badań i prognoz jednego z banków, gdzieś około 1993 r. otrzymałem ambitne zadanie sporządzenia prognozy kursu dolara w 2002 roku. Najwięcej czasu zabrało mi tłumaczenie, że zadanie takie nie ma większego sensu, tym bardziej że wyniki miały posłużyć nie odpowiedzi na jedną z wielu ankiet, jakie w podobnych kwestiach przeprowadzają różne agencje i instytuty, lecz do kalkulacji oprocentowania i ustalenia zabezpieczenia kredytu dewizowego, udzielanego przez mój bank jednemu z klientów. Po trzech godzinach skomplikowanych symulacji, trzech kartkach wstępu i prezentacji założeń pojawiła się pożądana prognoza: kurs dolara w 2002 roku będzie wynosił 43 157 zł (przed denominacją). Wciąż jeszcze ma s się sprawdzić! Ale dla banku nie ma to znaczenia, bo on już nie istnieje.Podobne kalkulacje i symulacje przeprowadzają obecnie fundusze emerytalne. Widać, że realia gwałtownie ostatnio się zmieniły, gdyż wiele z nich dość radykalnie obniża prowizje, jakie zamierzają pobierać od składek klientów. Co o tym myślą klienci, dowiemy się już wkrótce.

ROMAN PRZASNYSKI