Przez moje okulary
Można do celu zdążać śmiało - może niekoniecznie biegnąc, bo grozi zadyszka, ale w każdym razie energicznie i konsekwentnie. Można próbować osiągnąć go chyłkiem, okrężnymi drogami, jeśli na najkrótszej piętrzą się przeszkody. Można wreszcie - krzycząc głośno "Idziemy, idziemy!!!" - podążać drobnymi kroczkami, zbaczając w bok przy byle okazji, by powąchać kwiatek lub obejrzeć motylka (wszak wiosna to taka piękna pora roku), a nawet cofając się ukradkiem, kiedy nikt nie patrzy...Jak my, Polacy, podążamy naszą drogą do zjednoczonej Europy? Chwilami mam nieodparte wrażenie, że nawet ostatnia z wersji marszu do celu jest tu nieadekwatna. Co gorsza, nasze ślamazarne ruchy są uważnie obserwowane zarówno przez wspólnotowych sędziów, wytykających nam ostatnio dość regularnie guzdralstwo, jak i przez towarzyszy tej wędrówki - mającej zakończyć się dla wszystkich na unijnym progu.Zaledwie przedwczoraj goszczący w Warszawie wysokiej rangi urzędnik Unii Europejskiej, odpowiedzialny za ochronę środowiska naturalnego, ostrzegł, że Polska dotychczas nie przedstawiła programów i propozycji zmian prawa w tej dziedzinie - co może pozbawić nasz kraj pomocy Wspólnoty na ten cel. Bagatela - idzie o drobne 200 mln euro rocznie. Nasz rodzimy resort tej branży ma ponoć obecnie na tapecie aż sto projektów ochrony przyrody - ale Unia dotychczas nie ujrzała żadnego z nich. Ja też ich nie widziałem, lecz spacerując dość regularnie w weekendy z psem po podwarszawskich lasach, co tydzień oglądam praktykę polskiej ochrony środowiska na coraz liczniejszych śródleśnych śmieciowiskach...To tylko jeden z licznych w ostatnich dniach przykładów, świadczących, że stanowczo zbyt powolne jest tempo polskich proeuropejskich przemian. Na niedawnej sesji głównych negocjatorów zdołaliśmy zamknąć już czwarty (ze wszystkich 31) rozdział rokowań - statystykę. Polski negocjator Jan Kułakowski wyraził rozczarowanie tempem i efektami rozmów oraz zadowolenie z własnej twardej postawy - ale unijni dyplomaci także są rozczarowani i dziwią się (jak podano w agencyjnych relacjach z Brukseli), iż Polska "udaje, że nie rozumie, jak wyglądają negocjacje ze Wspólnotą". Zastanawiają się też, czy polski rząd dostatecznie poważnie traktuje swe zobowiązania, dotyczące terminów dostosowywania do europejskich standardów naszego krajowego prawa.Rzecz jasna, łatwo wyprzedzić nas w rokowaniach, dotyczących rybołówstwa, takim morskim potęgom, jak Czechy czy Węgry. Ale - już poważniej - nawet polscy dyplomaci przyznają, że przedstawiciele Komisji Europejskiej i państw Wspólnoty są coraz bardziej zniecierpliwieni niedotrzymywaniem przez Polskę uzgodnionych terminów różnych działań, zwłaszcza legislacyjnych. Optymizm odpowiedzialnych za rokowania polskich urzędników zupełnie nie koresponduje z opiniami ich brukselskich kolegów - a to oni ostatecznie decydują. Nad stosunkami handlowymi Polski z UE znów gromadzą się chmury - sygnalizuje z Brukseli doskonale zorientowany w unijnych realiach dziennikarz PAP, Jacek Safuta. Chodzi m.in. o niedotrzymanie polskich zobowiązań, dotyczących restrukturyzacji hutnictwa, dostosowanie prawa w dziedzinie certyfikacji towarów (to bardzo poważna bariera w sprzedaży polskich produktów), kwestię bezcłowego montażu samochodów (preferencje dla koreańskiego Daewoo), polskie protekcjonistyczne cła na importowane produkty rolne... Do tego doszły w ostatnich dniach ostre ostrzeżenia w sprawie niezbędnych zmian w naszych regułach, dotyczących handlu ziemią: Polak będzie mógł kupić posiadłość we Francji - ale Francuz vice versa.Oczywiście - ja też żądam, by żaden urzędas z Brukseli nie czepiał się polskich góralskich oscypków. Mamy swoją dumę narodową i żaden Europejczyk nie będzie pluł nam w twarz, ni dzieci nam europeizował. Grupa przeciwnych integracji z Unią narodowców - m.in. posłów - zawiązała przed paru dniami PP - Porozumienie Polskie (jako "alternatywę" wobec AWS), a Młodzież Wszechpolska (a jakże, jest taka!) demonstrowała przeciw nadchodzącemu zniewoleniu - pod hasłem "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela". To akurat jest zupełnie normalne, dobrze świadczy o polskim pluralizmie i demokracji. I tylko Bogu dziękować, że premier nieco wcześniej powołał nowego szefa Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (został nim negocjator Jan Kułakowski) - bo teraz mógłby wpaść na pomysł, że najlepiej nadawaliby się na tę funkcję właśnie działacze PP, np. Maciej Giertych, Jan Łopuszański czy Zygmunt Wrzodak. Jednego entuzjastę pełzania do Europy już przecież na tym urzędzie mieliśmy...Może jednak właśnie o to chodzi? Żeby nie złapać króliczka, a tylko gonić go?...-
Jerzy Korejwo