Z Hanną Gronkiewicz-Waltz rozmawia Przemysław Szubański

Czy rezygnacja z fixingu oznacza, że NBP pozostawi banki same sobie i będą one musiały korzystać wyłącznie z rynku walutowego?Dokładnie tak. Będziemy ewentualnie interweniować, kiedy uznamy to za stosowne, albo kiedy sami będziemy chcieli być uczestnikiem rynku. Nie będzie już żadnego odkupywania czy też sprzedawania walut na życzenie banków. Jest to możliwe dzięki nowemu prawu dewizowemu - poprzednie nakładało na nas ten obowiązek.Idziemy w kierunku normalności, ponieważ nie ma już fixingu w większości państw gospodarki rynkowej, choć warto przypomnieć, że często funkcjonował tam dłużej niż u nas. W Polsce zostanie zlikwidowany po czterech latach.

dokończenie str. 6

Jak wyglądają przygotowania do obniżki stóp rezerw obowiązkowych? Na jakim etapie są negocjacje z Ministerstwem Finansów?W tych negocjacjach muszą uczestniczyć trzy strony. O konwersji zadecyduje minister finansów, ale potrzebna jest również aprobata banków. Uzyskujemy od nich mieszane informacje na temat chęci zakupu obligacji za cenę obniżenia rezerw obowiązkowych. O ile na początku ciężar rozmów był przesunięty w stronę naszych uregulowań z ministrem finansów, to teraz będziemy prosili o wypowiedź banki. Jeżeli nie zgodzą się one na rozwiązania, o których nie chciałabym jeszcze mówić, gdyż są w fazie doprecyzowywania, to obniżka rezerw nie będzie w ogóle możliwa. Mamy wciąż nadpłynność. Na szczęście nie ma już takiego napływu rezerw, jak w 1998 r., ale w drugiej połowie br., wraz z prywatyzacjami, zaczną się one znów zwiększać. Są też inne przyczyny - fundusze PHARE oraz pożyczki, w tym na restrukturyzację górnictwa czy terenów wiejskich. Jeśli banki nie zaakceptują warunków - możliwych do przyjęcia także przez nas - to obniżka rezerw stanie pod znakiem zapytania.Banki nie są w zasadzie zainteresowane nabyciem papierów wartościowych, na które miałby być zamieniony dług państwa w NBP, przy tak niskim proponowanym oprocentowaniu. Gotowe byłyby natomiast przyjąć nawet mniejszą redukcję stóp rezerw, ale przy oprocentowaniu rynkowym. Czy taka możliwość wchodzi w grę?Jak na razie - nie. W rozmowach z ministrem finansów padła propozycja oprocentowania w wysokości połowy inflacji. Możliwy jest zapewne jakiś dalszy kompromis, ale jak na razie - również podczas spotkań Rady Polityki Pieniężnej - ewentualność mniejszej obniżki stóp rezerw przy jednoczesnym wprowadzeniu stóp rynkowych dla papierów wartościowych nie była dyskutowana. W najbliższym czasie NBP prześle Związkowi Banków Polskich do rozpatrzenia propozycje przeprowadzenia operacji obniżenia stóp rezerw.Od początku roku mamy do czynienia z niepewną sytuacją makroekonomiczną - spowolnieniem wzrostu gospodarczego, później jego przyspieszeniem, choć to drugie bywa kwestionowane. Czy - Pani zdaniem - nie będzie możliwa lub wręcz konieczna jeszcze jedna korekta prognozy makroekonomicznej na ten rok?Myślę, że nie. W dokonanej w tym roku korekcie najważniejszy był dla nas cel inflacyjny. Wydaje mi się, że wzrost cen zawrze się w przedziale 6,6-7,8%. Wzrost gospodarczy wyniesie ok. 4% i nic - oprócz pesymistycznych wizji, nie popartych faktami - nie wskazuje, żeby miało być inaczej. Nie chcę oczywiście dyskutować o dziesiątych częściach punktu procentowego - czy to będzie 3,8% czy 4,2%.Sądzę, że po I kwartale br. PKB wzrósł o ok. 1,5%. Minister finansów uważa, że o 2%. Należy jednak pamiętać, w stosunku do czego jest to liczone. Porównujemy do I kwartału 1998 r., kiedy PKB zwiększył się o 6,7%. Niski - jak na razie - tegoroczny wynik został więc osiągnięty w stosunku do "najszybszego" kwartału 1998 r.Ważne jest też, że udało nam się zmniejszyć tempo wzrostu PKB bez wypadku. Gdyby nadal utrzymywało się ono na poprzednim poziomie, nierównowaga bilansu handlowego mogłaby wpędzić nas w kłopoty. Nie mogę się zatem zgodzić z opiniami o sytuacji kryzysowej, bo takiej nie ma. n- Dziękuję za rozmowę.

.