Co lepsze aktywa
Afera drobiowa w Belgii zwróciła uwagę analityków na przemysł mięsny. Uznano, że zagrożenia nie ma, a nasze spółki mają szansę zwiększenia swojej produkcji i udziału w rynku (zwłaszcza w Rosji). Odprysk afery trafił również w siedlecki Drosed. Ma problemy ze sprzedażą jednego ze swoich wyrobów - "Pasztetu Belgijskiego".Ostatnio robiłem z żoną zakupy w jednym z supermarketów. Zdjąłem z półki puszkę tego pasztetu i włożyłem do koszyka. "Czyś ty zwariował?" powiedziała i szybko odłożyła go na półkę. Starzy czytelnicy PARKIETU mogą pamiętać, że moja małżonka jest wyjątkowo wyedukowana w rynku i doskonale wie, produkty jakich spółek należy preferować. Zastanawiam się, jaka jest reakcja innych konsumentów, skoro tak zareagowała moja żona.Sprzedaż "Pasztetu Belgijskiego" stanowi mały udział w przychodach. Przedstawiciele spółki szybko wyjaśnili, że jest to przypadkowa zbieżność nazwy. Okazało się jednak, że odprysk afery drobiowej trafił na podatny grunt. I szybko wykiełkował. Teraz mamy własną aferę drobiową - w Siedlcach.Drosed jest spółką zarządzaną przez trzech głównych akcjonariuszy - dwóch z nich zasiada w radzie nadzorczej, trzeci - w zarządzie. Dodatkowo, żona jednego z nich jest dyrektorem handlowym, a córka jest jej "prawą ręką". Zięć był prezesem spółki zależnej, jednak nazajutrz po tym, gdy wniesiono o rozwód, złożono również wniosek o likwidację tej spółki. Wcześniej jej znaczne straty i brak płynności nikomu nie przeszkadzały. Nepotyzm schodzi w dół drabiny służbowej.Wszystko pięknie funkcjonowało do chwili, gdy akcji nie zaczął kupować Zdzisław Sawicki - znany siedlecki przedsiębiorca. Zasłynął wygraną sprawą przed NSA, którą opisywała prasa. Izba Skarbowa musiała mu zwrócić 1 mln zł. Z nadsyłanych komunikatów wynika również, że posiada znaczne udziały w Krośnie oraz w Sokołowie.Jego główną "wadą" jest to, że mieszka w Siedlcach. A nie jest to wielkie miasto. Osoba "stamtąd" może wiedzieć dużo na temat spółki, jej otoczenia i kontraktów. Może ją skutecznie kontrolować. Znacznie skuteczniej niż członkowie rady nadzorczej, którzy raz na kwartał przyjeżdżają na kilka godzin na posiedzenie.W tej sytuacji nie powinno nikogo dziwić, że zażądał miejsca w nowej radzie nadzorczej. Związani ze spółką jej dotychczasowi akcjonariusze w tej radzie go nie chcieli. Dziwi mnie, że BIG Bank Gdański, który ma 25 proc. akcji Drosedu nie zdecydował się na poparcie tej kandydatury. Duży bank, dbając o swoją reputację, powinien działać przy otwartej kurtynie i dbać o akcjonariuszy mniejszościowych. Zwłaszcza, że ewentualna, dodatkowa kontrola ze strony dużego przedsiębiorcy powinna być również w jego interesie. Innym wytłumaczeniem jest to, że zasiadający w radzie przedstawiciele banku mają coś do ukrycia. Ale o tym boję się nawet pomyśleć.Na WZA złożono wniosek o wybór rady nadzorczej w grupach. I zastosowano modny ostatnio wariant obronny. Grupie Drosed-BIG BG przypadały trzy głosy, grupie Zdzisława Sawickiego - jeden. Wybrano czteroosobową radę nadzorczą, a Kodeks handlowy stanowi, że w radzie zasiadać powinno minimum 5 osób. Uznano, że skoro nowa rada nie może funkcjonować - będzie funkcjonować stara.Kiedy opracowywano statut Drosedu uchwalono, że do zatwierdzenia sprawozdania zarządu wymagane są 3/4 głosów. W tej sytuacji nie powinno nikogo dziwić, że inwestorzy, którzy nie wprowadzili swojego przedstawiciela do rady nadzorczej, głosowali za odrzuceniem tego sprawozdania. Zmiana statutu czy nowa emisja również wymagają 3/4 głosów i - jeżeli układ sił się nie zmieni - będą problemy z ich akceptacją.Teraz rozpoczną się sprawy sądowe. O ustanowienie kuratora dla spółki, gdyż - zdaniem przedstawicieli Zdzisława Sawickiego - kadencja rady upłynęła z chwilą odbycia WZA, na którym miała zostać wybrana nowa rada - niezależnie od tego czy nową radę wybrano, czy nie. Oznaczać by to miało, że nie ma rady nadzorczej, a ta nie mogła wybrać prezesa na kolejną kadencję. Przedstawiciele Drosedu uważają, że prezesa zdążła jeszcze wybrać stara rada i wniosek jest bezzasadny.Interesująca jest jednak kolejność nadsyłania komunikatów. Jako pierwszy przysłano ten o wyborze nowej rady, jako drugi ten o wyborze zarządu. Zawsze będzie się jednak można tłumaczyć pomyłką osoby obsługującej system Emitent. Sprawa trafiła do sądu - czeka nas kolejna dobra lekcja Kodeksu handlowego.
ARTUR SIERANT