Decyzje akcjonariuszy w sprawie fuzji Hoechsta z Rhône-Poulenc

W końcu minionego tygodnia odbyły się walne zgromadzenia czołowych europejskich koncernów branży chemicznej i farmaceutycznej - niemieckiego Hoechsta i francuskiego Rhône-Poulenc, podczas których dyskutowano na temat ewentualnego połączenia obu tych firm. O ile we Francji udziałowcy Rhône-Poulenc potrzebowali zaledwie 2,5 godziny, aby w pełni zaaprobować fuzję (za połączeniem było 99,5% uczestników zgromadzenia), to akcjonariusze niemieckiego koncernu spędzili na rozmowach dwa dni, a przebieg dyskusji pokazał ogromne różnice zdań w sprawie przyszłego sojuszu.Walne zgromadzenie akcjonariuszy było ciężkim doświadczeniem dla obecnego dyrektora generalnego Hoechsta Jürgena Dormanna, który zamierza zostać szefem nowego koncernu o nazwie Aventis. Jest on jednym z najbardziej znanych niemieckich biznesmenów, który w ciągu ostatnich pięciu lat zarządzając Hoechstem zmienił go z przeciętnej firmy chemicznej w światowego potentata tej branży. Fuzja z Rhône-Poulenc jest ostatnim, największym kierowanym przez niego przedsięwzięciem.Tymczasem podczas walnego zgromadzenia musiał on przez dwa dni wysłuchiwać wystąpień akcjonariuszy, zwykle 60-70-letnich, którzy rzadko dopuszczali szefa firmy do głosu. Dziennik "Financial Times" wskazuje, że taki przebieg zgromadzeń akcjonariuszy nie jest niczym nowym. Zwykle akcjonariusze traktują je bardziej jako spotkanie towarzyskie, gdzie można dobrze zjeść i liczyć na drobne prezenty, nie koncentrują się zaś na podstawowych zagadnieniach. Podaje się przykład fuzji innych niemieckich koncernów Thyssena i Kruppa, kiedy to akcjonariuszom tych firm również prawie 24 godziny zajęło, aby ostatecznie zgodzić się na połączenie obu firm.Burzliwa dyskusja nad fuzją z Rhône-Poulenc dziwi rynkowych specjalistów zajmujących się branżą chemiczną i farmaceutyczną. Według nich, połączenie z Francuzami jest niezbędne dla Hoechsta, aby sprostał narastającej konkurencji ze strony innych koncernów tej branży, szczególnie ze Stanów Zjednoczonych.

Ł.K.