9 lat chińskich parkietów
Indeksy dwóch chińskich giełd szybko wędrują w tym roku w górę, a ich obroty przerosły już ponaddwukrotnie obroty na parkiecie w Hongkongu. Jednak obywatele komunistycznych Chin nie chcą się przekonać do giełdowych inwestycji i kupować akcji słabych i zadłużonych państwowych przedsiębiorstw.Władze Chin próbują wykorzystać dwie działające od 9 lat giełdy w Szanghaju i specjalnej strefie ekonomicznej Shenzhen pod Hongkongiem dla podreperowania sytuacji gospodarczej kraju. Chcą też skłonić obywateli, by część swych ulokowanych w bankach oszczędności, szacowanych łącznie na 630 mld USD, przeznaczyli na kupno akcji firm państwowych, notowanych na tych parkietach. Oba chińskie parkiety przeszły bez wątpienia poważną ewolucję od czasu, gdy "eksperymentalnie" zostały utworzone przez komunistyczne władze - jednak, w ocenie analityków, ich funkcjonowanie w dalszym ciągu jest w większym stopniu podporządkowane pryncypiom politycznym niż finansowym. Każda z giełd oferuje dwa rodzaje walorów: akcje A - kupowane przez lokalnych inwestorów za miejscową walutę oraz akcje B - pierwotnie przeznaczone dla obcokrajowców, płacących w twardej walucie, ale obecnie również znajdujące się w krajowym obrocie. Chińskie państwowe firmy wypuściły miliony papierów obu rodzajów, jednak - jak pisze amerykański "Newsweek" - środki z tych emisji często zostały wykorzystane nie do uzdrowienia spółek, lecz przejedzone, przepite lub przeznaczone na spekulacje na rynku nieruchomości.Chiński rynek giełdowy odnotował poprzednią hossę w pierwszych czterech miesiącach 1997 r., kiedy nastąpił 60-proc. wzrost w oczekiwaniu na przyłączenie Hongkongu. Ówczesne nerwowe reakcje władz, które ukarały kilka firm brokerskich za manipulacje, doprowadziły do dwuletniego spadku na parkietach. Do tegorocznych wzrostów rząd podchodzi spokojniej i bardziej perspektywicznie, chcąc wykorzystać ich stymulujący wpływ na gospodarkę. W marcu zmieniono konstytucję, uznając prywatną przedsiębiorczość za "ważną część socjalistycznej gospodarki rynkowej". W kwietniu chiński premier odwiedził giełdę nowojorską, a miesiąc później obniżenie stóp procentowych i opłat transakcyjnych dało sygnał, że władze sprzyjają wzrostowi giełdowych obrotów. Czy jednak taki wzrost nastąpi? Analitycy oceniają, że przynoszące straty i zadłużone chińskie państwowe firmy nie są w stanie wygenerować zysków i w związku z tym parkiety, na których są notowane niemal wyłącznie takie spółki (w liczbie ok. 900), nie są bezpiecznym miejscem dla lokowania pieniędzy. Wysokie notowania najczęściej nie mają związku z mizerną kondycją ekonomiczną przedsiębiorstw, giełdowi inwestorzy zaś to w zdecydowanej większości gracze, uprawiający krótkoterminową spekulację. Choć otwartych jest ok. 40 mln rachunków inwestycyjnych - dziennie korzysta z nich dziesięciokrotnie mniej osób.
J.K.