Amerykański rynek akcji ze stoickim spokojem przyjął wtorkową decyzję Fed o podwyżce głównych stóp procentowych. Skala zmiany nie stanowiła raczej zaskoczenia, wydaje się, iż ta informacja została zdyskontowana już wcześniej (czego wyrazem był, między innymi, spadek rentowności tamtejszych obligacji trzydziestoletnich poniżej 6%). Giełdy europejskie, w tym również warszawska, pozytywnie przyjęły rozwój wydarzeń za oceanem. Optymizm, jaki w związku z tym pojawił się na parkietach, spowodował zwiększone zainteresowanie zakupami akcji i w konsekwencji wyraźny wzrost indeksów. Trudno obecnie wyrokować, jak długo utrzyma się ta korzystna atmosfera. Sądzę, ze indeksy WGPW kreślą obecnie "korektę w korekcie", czyli po krótkim impulsie wzrostowym (być może dynamicznym) rynek ponownie będzie obsuwał się pod własnym ciężarem. Trwalszej poprawy koniunktury nie oczekiwałbym wcześniej niż w październiku. Wszystko zależy jednak od kondycji polskiej gospodarki i wyników finansowych spółek. Dotychczasowe wzrosty były napędzane głównie nadziejami na rychłe ożywienie gospodarcze, jednak, jak się okazuje, pesymiści nie bez podstaw twierdzili, że są to nadzieje dość mocno przesadzone. W czerwcu deficyt obrotów bieżących zbliżył się do niebezpiecznej granicy 6% PKB i nie ma podstaw, by oczekiwać na szybką zmianę tej sytuacji. Jednym z jej warunków jest trwałe obniżenie wartości złotego (co może być trudne ze względu na prywatyzacje), innym - szybszy wzrost gospodarczy w Eurolandzie, głównie w Niemczech (na co nie mamy wpływu). Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę możliwość wystąpienia w Polsce niepokojów społecznych i ich kosztów oraz możliwy w przyszłym roku wzrost deficytu finansów publicznych do 4,8% PKB, to wyłania się raczej niewesoły obraz. Trzeba o nim pamiętać.

.