Zdaniem Goldman Sachs
Polskie spółki giełdowe mogą w IV kwartale zgarnąć premię za niski poziom utechnicznienia kraju - takie wnioski wynikają z analizy wrażliwości rynków nowych na "problem roku 2000" sporządzonej przez Goldman Sachs.
Choć rozwinięte rynki kapitałowe są w większym stopniu przygotowane do tego komputerowego problemu niż rynki nowe, to dla tych ostatnich może on okazać się mniej groźny, ponieważ są one znacznie mniej uzależnione od komputerów - twierdzi zespół analityków Goldman Sachs.W miarę zbliżania się końca roku, z powodu obaw przed zakłóceniami w funkcjonowaniu systemów komputerowych, bankowi specjaliści kształtujący strategie inwestycyjne radzą unikać rynków nowych. Już teraz powoduje to obniżanie notowań akcji i wzrost marż na obligacjach. Zdaniem Goldman Sachs, oceny ryzyka z tego tytułu są jednak przesadzone, ich "znormalizowanie" przyniesie więc "znaczne okazje do zakupów". - Hossa taka będzie znaczna, ale krótkotrwała - powiedział PARKIETOWI współautor tej analizy Kan Hargis.W Goldman Sachs opracowano wskaźnik uzależnienia gospodarki narodowej od infrastruktury technicznej. O ile można było się spodziewać, że pierwsze miejsce (ze wskaźnikiem 4,00) zajmą Stany Zjednoczone, o tyle cały ranking jest nieco zaskakujący. Na kolejnych miejscach uplasowały się: Norwegia (3,69), Finlandia (3,55), Szwecja (3,42) i Australia (3,27). Szwajcaria zajęła 8. miejsce, Niemcy - 12., Irlandia 13., Wielka Brytania - 14., a Francja - 19. Z krajów środkowej Europy Czechy znalazły się na miejscu 26. (0,70), Węgry na 27. (0,56), a Polska na 37. Obliczony dla naszego kraju wskaźnik "utechnicznienia" (0,28) ma taką samą wartość, jak dla Meksyku i Urugwaju.O ile USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii przyznano najwyższą ocenę za stopień przygotowania systemów komputerowych (4), o tyle Niemcy i Węgry znalazły się na drugim miejscu (3). Polska, Czechy i m.in. RPA - na trzecim (2). Obliczony przez Goldman Sachs wskaźnik ryzyka wynosi dla USA 1,00. Na drugim miejscu znalazła się Japonia (0,9), na trzecim Niemcy (0,8), a na szóstym Wielka Brytania (0,5). Dla Czech wynosi on 0,35, dla Węgier - 0,19 a dla Polski - 0,14.
Paradoks "problemu roku 2000" polega na tym, że największe ryzyko z tego tytułu występuje w krajach G7, które jednocześnie są najbardziej przygotowane na jego nadejście. W Polsce ryzyko to jest znacznie niższe, ale będzie ona oceniana przez inwestorów głównie przez pryzmat całego makroregionu nowych rynków europejskich, bliskowschodnich i afrykańskich - (Kent Hargis dla PARKIETU)
M.K.