W zasadzie można już zapomnieć o deficycie na rachunku bieżącym za styczeń. Jego wysokość była zgodna z ostatnimi, negatywnymi oczekiwaniami rynkowymi i wydaje się, że w takiej sytuacji jego wpływ na rynek będzie neutralny. Analizowanie tej wielkości po raz kolejny mija się z celem. Niemniej należy pamiętać, że jest to trzecia z rzędu, raczej negatywna, informacja z otoczenia makroekonomicznego, po słabej dynamice wzrostu produkcji w styczniu oraz podwyżce stóp procentowych, i nie należy tego ignorować. Nie sądzę, by ciąg tych stosunkowo złych informacji mógł spowodować załamanie się trendu wzrostowego na rynku akcji, ale z pewnością działa osłabiająco na "zapędy popytowe" inwestorów, szczególnie zagranicznych. Myślę, że rynek będzie z niepokojem oczekiwał kolejnych danych dotyczących sytuacji polskiej gospodarki w lutym, które będą się ukazywać w połowie marca. Na razie argumentem uspokajającym posiadaczy akcji jest fakt nieprzewidywalności i wyjątkowości stycznia, szczególnie w kontekście zaburzeń na tle problemu roku 2000. Przy danych za luty argument ten straci znacznie na wartości i oby nie musiał być wykorzystywany. Najbliższe dwa tygodnie mogą być zatem nerwowe, co jeszcze nie oznacza, że będą przeważać tendencje spadkowe.