Mały wielki sektor
Konsolidacyjne zamieszanie w spółdzielczym sektorze bankowym znacznie przewyższyło to,co się dzieje wśród banków komercyjnych. Liczba banków spółdzielczych zmniejszyła się w ub.r.o ponad 400, a do kwietnia 2000 r. ubyło kolejnych 17. Banki regionalne i zrzeszające walczą z BGŻo przywództwo w grupie. Niektóre wolą połączyć się z silniejszym.
Lata 1998?1999 przyniosły gwałtowne przyspieszenie konsolidacji spółdzielczego sektora bankowego. Przyczyna była prosta: do końca 1998 roku miał upłynąć termin osiągnięcia minimum kapitałowego w wysokości równowartości 300 tys. euro. Zapowiedź przesunięcia tego terminu na koniec 2000 r. spowolniła konsolidację, ale jej nie zatrzymała.Kurczący się sektorNa początku lat dziewięćdziesiątych liczba banków spółdzielczych przekraczała 1700. Ich działalność nie była praktycznie niczym ograniczana. W efekcie angażowały się one w ryzykowne, przekraczające ich możliwości przedsięwzięcia z dala od swych rejonów działania. Na koniec 1993 r. działały w Polsce 1653 banki spółdzielcze, których przeciętne fundusze własne wynosiły 74,4 tys. zł. Obrazem kiepskiej sytuacji sektora były kolejne zawieszenia i upadłości. Przed utratą oszczędności wielu deponentów ratowały dopiero przejęcia po likwidacji. Na koniec 1997 r. pozostały 1294 banki, na koniec roku ubiegłego było ich już tylko 781, ale przeciętne fundusze własne przekraczały 1,5 mln zł, 20-krotnie więcej niż w 1993 r.Rok 1994 przyniósł przełom w historii spółdzielczego sektora bankowego. Parlament zadecydował o powstaniu trójszczeblowej struktury: BGŻ ? 9 banków regionalnych ? banki spółdzielcze. Walka o konsolidacjęWprowadzona ustawą z 1994 r. trójszczeblowa struktura de facto nigdy nie działała. Tarcia w sektorze doprowadziły do powstania różnych projektów nowelizacji. Obecnie rywalizują dwa.Rządowy zakłada powstanie struktury dwuszczeblowej, bez banku krajowego. Jego głównym założeniem jest wiodąca rola BGŻ, który miałby zrzeszać banki spółdzielcze oraz przejmować i likwidować banki regionalne. Bardzo sporna jest sprawa dalszych losów obligacji restrukturyzacyjnych. BGŻ otrzymał je na zrefundowanie równowartości przekazywanych powstającym bankom regionalnym wkładów niepieniężnych. Banki regionalne zaś otrzymały papiery na powiększenie funduszy własnych oraz restrukturyzację wierzytelności zrzeszonych w nich banków spółdzielczych. Część jednak obligacji pozostała niewykorzystana. Projekt rządowy zakłada ich umorzenie.Projekt poselski zakłada istnienie struktury trójszczeblowej, z bankiem krajowym. Dopuszcza jednak możliwość wyboru wersji dwuszczeblowej. Ewentualny bank krajowy powstałby w oparciu o wydzielony z BGŻ kapitał akcyjny, należący do Skarbu Państwa ? o równowartości 15 mln euro. Wreszcie niewykorzystane obligacje miałyby zrefundować przekazany bankowi krajowemu kapitał.Plany BGŻNie czekając na uprawomocnienie swej wiodącej roli, BGŻ zaczął szukać sojuszników wśród banków spółdzielczych. Na połączenie zdecydowały się najpierw Mazowiecki, potem Dolnośląski Bank Regionalny. Niedawno dołączył do nich Pomorsko-Kujawski Bank Regionalny. Z nieoficjalnych informacji ?Rzeczpospolitej? wynika, że w skład drugiej grupy wchodziłyby GBPZ, BUG oraz banki regionalne: Małopolski, Rzeszowski, Lubelski i Warmińsko-Mazurski. Trzecią grupę tworzy BGŻ ? jak widać skutecznie. Jego prezes coraz bardziej przychyla się do postulatów spółdzielców i wskazuje, jak banki spółdzielcze mogłyby dojść do 76-proc. udziału w banku podczas jego prywatyzacji. Najpierw nastąpiłaby emisja akcji serii C na kwotę ok. 60 mln zł. Potem połączenie BGŻ z bankami regionalnymi, co zwiększyłoby jego fundusze o ok. 390 mln zł. Wreszcie banki spółdzielcze objęłyby obligacje zamienne na akcje na kwotę ok. 230 mln zł. Dokapitalizowanie BGŻ wyniosłoby wtedy ok. 680 mln zł, co pokryłoby jego straty z lat ubiegłych i pozwoliłoby osiągnąć wymagany poziom współczynnika wypłacalności ? 8%. Jednocześnie sektor spółdzielczy osiągnąłby poziom 55?60%. Dalsze zwięknie tych udziałów następowałoby poprzez nabywanie części akcji należących do Skarbu Państwa. M. Machlejd proponuje, by spłatę należności rozłożyć na raty.
PRZEMYSŁAW SZUBAŃSKI