O ile trwająca blokada cieśniny Ormuz jest poważnym wyzwaniem oraz problemem dla rynku i wielu gospodarek, o tyle coraz więcej czynników wskazuje na to, że nie jest to droga w jedną stronę, do katastrofy. Obecne pozycjonowanie rynku wskazuje na oczekiwanie istotnego, lecz krótkoterminowego zaburzenia łańcuchów dostaw. Może to zahamować wzrosty, ale nie odwróci trendu.
Uwagę trzeba też zwrócić na sam Iran. Suche liczby i fakty wskazują, że zdolność do ostrzału rejonu Zatoki Perskiej maleje z dnia na dzień. Gospodarka Iranu już przed konfliktem balansowała na skraju kryzysu humanitarnego; niezależnie od liczby gróźb i obietnic składanych w mediach społecznościowych, Islamska Republika nie ma bufora ekonomicznego, który pozwoliłby jej na długotrwałą walkę.
Wielu uczestników rynku oraz znaczna część opinii publicznej zdaje się nie rozumieć, że polityka redukcji emisji prowadzona przez UE, z różnym skutkiem, nie jest inicjatywą światopoglądową, lecz częścią polityki obronnej. Europa nie posiada zasobów geologicznych, by zaspokoić choćby część swoich potrzeb, a niemal wszystkie regiony świata, z których Europa mogłaby pozyskiwać paliwa kopalne, wykorzystują tę zależność przeciwko niej przy pierwszej okazji. Europa mogła całkowicie porzucić suwerenną politykę wewnętrzną i zagraniczną na rzecz interesów Rosji i Bliskiego Wschodu albo ograniczyć zużycie. Wybrano to drugie i osiągnięto częściowy sukces.
Gospodarka Europy ma energochłonność niemal o 30% mniejszą niż gospodarka USA i blisko o połowę mniejszą niż gospodarka Chin. To właśnie Chiny są największym przegranym obecnych napięć, nie Europa czy USA. USA natomiast dostały przypomnienie, że projekcja ich siły zaczyna się i kończy na pasach startowych baz Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii.
Państwo Środka importowało z Bliskiego Wschodu ponad połowę całej swojej ropy. Dziś oznacza to, że to przemysł ChRL staje przed widmem kryzysu energetycznego/rentowności, przynajmniej do momentu udrożnienia cieśniny. Natomiast jeśli reżim irański w ten lub inny sposób upadnie, to biorąc pod uwagę „specjalną operację” w Wenezueli na początku stycznia, Chiny mogą stanąć przed perspektywą bezpieczeństwa energetycznego zależnego w całości od Rosji oraz jej infrastruktury, regularnie "demontowanej" przez ukraińskie drony.