Mimo trudnego otoczenia makro i widma nadciągającej recesji największy w Polsce bukmacher nie notuje spadku aktywności graczy.

– Nasza usługa jest odporna na kryzysy, biznes jest dość defensywny w takich czasach, a przy dobrej koniunkturze szybko rośnie – mówi Mateusz Juroszek, prezes i główny akcjonariusz STS Holdingu.

Sprzyjający kalendarz

W I kwartale br. wartość przyjętych zakładów wyniosła 1,08 mld zł, o 4 proc. mniej niż rok wcześniej, za to wskaźnik NGR (wartość zawartych zakładów pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier) wzrósł o 15 proc., do rekordowego poziomu 158 mln zł. Według wstępnych szacunków w II kwartale wartość przyjętych zakładów wzrosła kwartał do kwartału o blisko 4 proc., do ponad 1,11 mld zł. To też więcej niż w II kwartale ub.r., gdy rozgrywane były mistrzostwa Euro.

Prezes Juroszek podtrzymuje, że w 2022 r. NGR powinien wzrosnąć o 15–20 proc. wobec 565 mln zł w 2021 r.

– II połowa roku jest bardzo mocna pod względem kalendarza imprez. Wyniki sportowe mogą być czasem lepsze, czasem gorsze, ale nauczony doświadczeniem mogę powiedzieć, że taka duża impreza jak mundial jest zazwyczaj dla bukmacherów dobra – mówi Juroszek. – Oczywiście, mamy wysoką inflację, zawirowania związane z Polskim Ładem itd. Skupiamy się na zarządzaniu kosztami, mamy bowiem bardzo dużo pracowników w działach technologicznych, drożeje energia itd. Z drugiej strony nie mamy żadnego długu, co dziś jest niezwykle ważnym czynnikiem. Ten rok i kolejny pokażą, co to znaczy dobrze zarządzana firma na zdrowych fundamentach, a które biznesy były pompowane tanim pieniądzem, który się skończył. Co do bezpośredniej konkurencji, poza nami zarabiają nieliczni i są to o wiele mniejsze zyski, a większość notuje straty – dodaje.

STS Holding zadebiutował w grudniu, inwestorzy płacili 23 zł za akcję. W maju kurs otarł się o 12 zł. Sam Juroszek właśnie kupił niemal 75 tys. papierów po 13,5 zł. – Broker przekazał mi, że jest inwestor zainteresowany sprzedażą większego pakietu, więc skorzystałem. Nie wiem, jakie miał motywacje, nie widzę w tym logiki, bo STS jest w znacznie lepszym miejscu niż w czasie IPO, płaci i będzie płacić dywidendy, a wycena rynkowa jest po prostu skandalicznie niska, bez odzwierciedlenia w naszym biznesie – mówi prezes.

Okazje dopiero nadejdą

W IPO sprzedawane były tylko istniejące akcje, Juroszkowie pozyskali 1,1 mld zł. Czy wykorzystują spadki na giełdach do zakupów? – Analizujemy różne możliwości inwestycyjne. Na razie jest tak, że ciekawe spółki niepubliczne wciąż wyceniają się jak w 2021 r. Jeśli chodzi o spółki publiczne, nie wiem, czy to najlepszy moment, bo jesienią możemy mieć jeszcze głębsze przeceny, jeśli w Niemczech będzie recesja, a przecież tamtejsza gospodarka jest uzależniona od rosyjskiego gazu. Dopiero wtedy mogą się pojawić okazje. Dziś pewnie ciekawszym kierunkiem są Stany, bo tamtejsza gospodarka nie jest tak zależna od surowców i prawdopodobnie Fed będzie działał bardziej dynamicznie niż EBC. Dziś najmocniej skupiamy się na zarządzaniu biznesami w Polsce, bo mimo wszelkich przeciwności chcemy tu się rozwijać.