Uchwałę zarządu Energi w tej sprawie (datowaną na 20 listopada) pokazał w jednym z mediów społecznościowych Bogdan Borusewicz z Platformy Obywatelskiej, zasiadający w fotelu wicemarszałka Senatu. Wywołało to burzę, zwłaszcza w połączeniu z wpisem polityka sugerującym unikanie w ten sposób wysokich składek ZUS, nawet w wysokości 30-krotności średniej pensji. Taka ustawa procedowana jest właśnie w izbie wyższej parlamentu.
Adam Kasprzyk, rzecznik Energi, zaprzecza, by próbowała w ten sposób zmniejszyć obciążenia z tytułu płatności na system emerytalny. – Zarówno teraz, jak i w myśl projektu nowej ustawy, od kontraktów menedżerskich odprowadzane są i będą składki ZUS na takich samych zasadach jak przy etatach – deklaruje Kasprzyk.
Dodaje, że celem uchwały zarządu jest ujednolicenie formy zatrudnienia dla wyższej kadry menedżerskiej, tj. właśnie dyrektorów i ich zastępców. Kierownicy pozostają na etacie.
Kasprzyk nie ujawnia kwoty potencjalnych oszczędności. Wskazuje, że wynikają one z istotnego zmniejszenia pensji.
Z naszych informacji wynika, że w niektórych przypadkach chodzi o ścięcie wynagrodzeń nawet o połowę. Cięcie kosztów ma być także efektem zlikwidowania dodatków do pensji, np. z okazji dnia energetyka, ograniczenia floty aut dla menedżerów i opieki zdrowotnej w ramach prywatnych pakietów. Przypomnijmy, że Energa jest w trakcie likwidowania kilkudziesięciu spółek córek. Z tego tytułu kadra kierownicza też powinna być mniejsza.
Burza wywołana nową uchwałą zarządu Energi ujawniła jednak, że energetyczne spółki nie stosują jednego standardu zatrudnienia. Przykładowo w PGE i Tauronie umowy o świadczenie usług zarządzania podpisuje się jedynie z członkami zarządów spółek. – Dyrektorzy zatrudnieni są u nas na etat – precyzuje Daniel Iwan z biura prasowego Tauronu. – Generalną zasadą, dotyczącą kadry kierowniczej, jest zatrudnienie na podstawie umowy o pracę – wtóruje Maciej Szczepaniuk, rzecznik grupy PGE. aWK