Przemysł

Adam Piotrowski, prezes VIGO System: Budujemy drugi duży i zyskowny biznes

#prostozparkietu | Vigo System liczy, że półprzewodniki powtórzą sukces detektorów

Adam Piotrowski, prezes VIGO System

Foto: parkiet.com

Weszła w życie umowa z dr. Włodzimierzem Strupińskim, zwanym ojcem polskiego grafenu. Współpraca nie będzie jednak dotyczyć grafenu, tylko innego obszaru, w którym specjalizuje się pan Strupiński – półprzewodników. Co chcecie razem osiągnąć? 

Adam Piotrowski, prezes VIGO System: Dr Strupiński jest ekspertem od wszelkiego rodzaju półprzewodników, powstawania materiałów, które od dawna są podstawą nowoczesnej gospodarki, procesorów, telefonów. Teraz mówimy o sensorach, laserach, detektorach, elementach systemu LIDAR dla samochodów autonomicznych. W te rynki chcemy uderzyć, wykorzystując kompetencje dr. Strupińskiego i bardzo biznesowe podejście – dość nietypowe jak na naukowca.

Widzimy duży potencjał. Inwestujemy w linie produkcyjne i laboratorium.

Kiedy ruszy produkcja?

Złożyliśmy zamówienie na urządzenia za 20 mln zł, zainstalujemy je w połowie przyszłego roku i już wtedy będziemy współpracować z pierwszymi klientami nad produktami demonstracyjnymi. Realnych przychodów spodziewamy się już w 2020 r.

Jaką skalę może mieć ten biznes, mierząc przychodami?

Rynek jest gigantyczny. Największe spółki telekomunikacyjne produkujące telefony korzystają z tego i mają kłopot z podażą, a za liderami, jak Apple czy Samsung, idą inne firmy – producenci słuchawek, zabawek, samochodów, którzy też, choć w mniejszej skali, potrzebują takich materiałów. My, instalując pierwszą linię, a potem kolejne, chcemy zapewnić podaż i uzyskać w przewidywalnej przyszłości przychody porównywalne z tym, co mamy w tej chwili.

A jakie są marże na tym rynku? Czy takie jak na czujnikach, na których osiągacie 35–40 proc.?

Tak przewidujemy. To standard rynkowy – trzeba wiedzy i inwestycji, żeby uruchomić produkcję takich materiałów.

Dr Strupiński będzie pracownikiem Vigo, ale ma też zapewniony udział w zyskach – płatnych gotówką lub akcjami Vigo. Czy wiadomo, ile akcji będzie mógł objąć partner?

Pan Strupiński wnosi wiedzę, produkt i kontakty na całym świecie. Liczymy nie tylko na sukces finansowy przy półprzewodnikach, ale także na to, że nasze inne – dziś wykorzystywane niszowo – wyroby zaistnieją szerzej na świecie.

Mówimy o udziale w zysku z produkcji półprzewodników, więc to perspektywa kilku lat.

Vigo to spółka z wieloletnią strategią. Jej fundamentem jest budowa fabryki w podwarszawskim Ożarowie – jaki jest harmonogram?

Jako jeden z zaledwie trzech dostarczycieli takich technologii musimy planować długofalowo, komunikować klientom, jakie będziemy mieć ceny, jaką przepustowość. To buduje rynek i pozwala uruchamiać projekty rozwojowe.

Budowa idzie zgodnie z planem mimo kłopotów w budownictwie, w listopadzie powinniśmy otrzymać pozwolenie na użytkowanie i rozpoczniemy instalację maszyn.

Jak fabryka zwiększy moce?

Przewidujemy, że przeprowadzka i instalacje zajmą cały I kwartał, uruchomienia produkcji spodziewamy się na przełomie marca i kwietnia 2019 r.

Docelowo chcemy zwiększyć produkcję z kilku tysięcy do 100 tys. – detektorów czy całych komponentów. Skala będzie rosła stopniowo, w zależności od potrzeb rynku.

Zwiększenie skali przełoży się na obniżenie ceny jednostkowej, co otworzy nam nowe rynki. Świat zmierza ku autonomiczności wszystkiego – diagnozy medycznej, badania powietrza itd. Widzimy klientów zainteresowanych sensorami w dużej skali.

Strategia zakłada wydatki inwestycyjne rzędu 80 mln zł, fabryka pochłonie około 40 mln zł. Plan przewiduje, że około 50 mln zł będzie pochodziło z długu – na razie go nie widać w bilansie.

Zwiększenia zadłużenia spodziewałbym się w IV kwartale. Mamy umowy z bankami, będziemy się opierać na kredytach, nie przewidujemy emisji obligacji – ani akcji.

93 proc. przychodów uzyskujecie z eksportu, głównie ze sprzedaży do UE. Czy interesują was inne obszary?

Tak, nasz przedstawiciel jest teraz z wizytą na Dalekim Wschodzie. W Chinach jest teraz niesamowity nacisk na ochronę środowiska i bezpieczeństwo transportu. W tych dwóch obszarach widzimy potencjał – mamy pierwsze kontrakty na kontrolę jakości powietrza, skażeń na obszarach przemysłowych.

Czy w tym roku uda się osiągnąć zapisany w strategii próg 40 mln zł przychodów?

Po I półroczu przychody wynosiły 18,5 mln zł, według wstępnych szacunków w III kwartale sprzedaż wzrosła o 38 proc., do 9,3 mln zł. Widać jak duża pracę wykonuje cała załoga Vigo. Spodziewamy się, że IV kwartał będzie zdecydowanie lepszy rok do roku. Zbieramy zamówienia – cel 40 mln zł jest ambitny i liczymy, że go osiągniemy.

Inwestujecie też w inkubator nowych technologii. Jak przebiega to przedsięwzięcie?

Chcemy w ten sposób wspierać naszych przyszłych klientów i kooperantów, którzy będą pomagać nam budować rynek na nasze wyroby.

Z powodzeniem realizujemy inwestycję w warszawską spółkę Fluence, wywodzącą się z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Chemii Fizycznej PAN – to świetny przykład zespołu nastawionego bardzo biznesowo na osiągnięcie dobrego produktu w oparciu o dobre podstawy teoretyczne.

Rozmawiamy z podmiotami, które są naszymi klientami, także zagranicznymi, w które będziemy mogli zainwestować w ramach inkubatora.

Kiedy wrócicie do wypłacania dywidendy?

Prowadzimy teraz intensywne inwestycje, ale po 2020 r. będziemy chcieli wrócić do wypłacania dywidend i wynagrodzić akcjonariuszom ten okres zawieszenia.

Przy kolejnej fazie inwestycji będziemy się posiłkować różnymi mechanizmami – tak, by akcjonariusze byli zadowoleni.


Wideo komentarz