REKLAMA
REKLAMA

Parkiet TV

Schłodzenie przed ostatnim uderzeniem byków?

Za nami piąty odcinek Loży Parkietu. Gośćmi Piotra Zająca będą: Wojciech Białek, autor bloga "K(no)w future", Krzysztof Borowski, prof. SGH i Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.
Foto: parkiet.com

Chciałbym zacząć od czwartkowych wydarzeń na GPW. WIG20 zanurkował o ponad 3 proc., mWIG40 i sWIG80 zanotowały najgorsze sesje od 12 marca, a NCIndex najgorszą w swojej 13-letniej historii. Jak te zniżki interpretujecie w szerszej ramie czasowej? Czy one zagrażają kontynuacji trendu czy to tylko korekta?

Krzysztof Borowski (KB): Taką niepokojacą słabość obserwowałem już od początku tygodnia. Wiele spółek bowiem zaczęło wybijać się dołem, a nie górą, do czego w ostatnich miesiącach zdążyliśmy się przyzwyczaić. Czwartkowa wyprzedaż była konsekwencją ostatniej euforii. Doszło do tego, że ludzie przestali szanować swoje pieniądze i kupowali papiery nawet przy +25 proc. Fundamenty w ogóle takich ruchów nie uzasadniały, ale też nikt o fundamenty się nie pytał. Co szło w górę było kupowane. To był swoisty amok inwestorów. Czwartek był dla nich zimnym prysznicem. Trudno mi przesądzić, czy to już koniec trendu wzrostowego. Jedna sesja to za mało, by to jednoznacznie stwierdzić. Niemniej na wielu spółkach już od kilku dni pojawiały się czarne korpusy dziennych świec, co nie wróży niczego dobrego. Ponadto coraz więcej spółek z WIG20 zaczyna słabo wyglądać. Jest więc sporo znaków zapytania, a do tego wszystkiego wróciły niepokoje związane z pandemią.

Piątkowy poranek pokazał chęć do odreagowania i na dużych i małych spółkach. Niemniej na parkiecie na pewno zwiększyła się niepewność. Czeka nas jeszcze uderzenie podaży?

Łukasz Wardyn (ŁK): Czwartkowe zachowanie rynku i wcześniejsza fala chciwości to ewidentne sygnały, że koniec zwyżek jest bliżej niż dalej. Te ostatnie spadki zbiegły się w czasie z budowanie głowy z ramionami na wykresie Nasdaqu i na S&P500. Wydaje mi się, że powodów, by wystraszyć inwestorów jest sporo. O ile cała sytuacja zaczyna być niepokojąco, to wydaje mi się, że czwartek nie kończy trendu. To może być nawet dla niego zdrowe schłodzenie przed tym ostatnim uderzeniem byków.

Czwartkowa sesja była wyjątkowa pod względem skali zmian ostatnich miesięcy. Czy to wpisuje się w jakiś cykl lub analogie statystyczne?

Wojciech Białek (WB): To wpisuje mi się w jeden scenariusz. Otóż NCIndex wzrósł od marcowego dołka ponad trzykrotnie. Jeśli popatrzyć na główne indeksy polskiego rynku akcji, to okazuje się, że w przeszłości taki wzrost zdarzył się tylko raz. Takiej sztuki dokonał WIG między lutym a lipcem 1993 r., czyli podczas pierwszej i największej jak dotąd hossy na GPW. Po tym wzroście nastąpiła wtedy 30-proc. Korekta wywołana upadkiem rządu Hanny Suchockiej. Teraz wprawdzie żaden rząd nie upadł, ale skojarzenie mi się nasuwa. Oczywiście po tak dużym wzroście wcześniej, to co się stało w czwartek jest, przynajmniej na razie, tylko korektą.

Skoro to jednak krótkoterminowa korekta, to czy możemy faktycznie liczyć na długoterminowy rynek byka na GPW? Nie mówię o kilku miesiącach, mówię o roku, dwóch, co najmniej. Dawno nie mieliśmy takiej koniunktury, a ostatnio wróciły obroty, wrócili inwestorzy, są stopy zwrotu, fora giełdowe tętnią życiem. Czy to zapowiedź prawdziwej hossy?

ŁW: Nie wyobrażam sobie hossy na GPW w oderwaniu od rynków globalnych. Na taką niezależność bym nie liczył. Jest oczywiście więcej gotówki na polskim rynku kapitałowym, która uciekła z rynku nieruchomości i lokat, ale mimo wszystko kluczowe są przepływy globalne. Na razie trwa faza spekulacyjnej fantazji i jej potencjał jest w mojej opinii ograniczony.

Ale czynniki globalne też trochę sprzyjają rynkom wschodzącychm. Mam na myśli słabsze dolara i mocniejsze surowce. Nie wiadomo oczywiście czy to trwała zmiana na tych rynkach, ale na ten moment przynajmniej znacząca.

KB: Jeśli chodzi o WIG20, to on bez zagranicy w fazę hossy nie wejdzie. Jedyna szansa jest więc taka, że kapitał z Wall Street zacznie szerszym strumieniem płynąć w kierunku rynków wschodzących, w tym na warszawskim. Zagranica jest nam jednak zupełnie niepotrzebna, by zrobić sobie hosse na NewConnect czy na mniejszych spółkach z mWIG40 i sWIG80, co obecnie z resztą widzimy. Trudno byłoby utrzymać taką dywergencję iędzy blue chips i mniejszymi podmiotami, ale pamiętajmy, że mamy, oprócz ostatniego popytu wewntęrznego indywidualnych inwestorów, program PPK. Jeśli w portfelach funduszy nimi zarządzających będą przeważać spółki z mWIG i sWIG to taka hossa jest realna. Oczywiście globalna koniunktura też będzie tutaj istotna, bo gdyby doszło do globalnego pogorszenie nastrojów to będzie to czynniki hamujący nie tylko blue chips, ale pośrednio też maluchy. To jest system naczyń połączonych.

Panie Wojciechu, pan na początku roku sformułował prognozy, że WIG na wiosnę będzie na szczycie, a dolar po 3 zł. Koronawirus zmienił układ sił, ale ostatnio tendencje napawają optymizmem. Czy te prognozy są u pana aktualne, tylko przesuwa je pan w czasie?

WB: Niestety te prognozy są nieaktualne, bo WIG20 spadł za mocno. Nawet jeśli ta cykliczna hossa osiągnie standardowe rozmiary to nie zdoła wyznaczyć nowych rekordów historycznych. I podobnie jest ze złotym. On się oczywiście wyraźnie umocnił od ostatniego dołka, ale wcześniej koronawirus wyraźnie go umocnił i oddalił od nakreślonego przeze mnie pół roku temu celu. Co do hossy... wydaje mi się, że mamy jeszcze sporo czasu do kontynuacji obecnych trendów. Na podstawie cyklu Kitchina oczekuje, że szczyt tej hossy będzie na początku przyszłego roku.

To zawężając teraz horyzont czasowy, chciałbym zapytać panów o oczekiwana na sierpień. Wielu inwestorów zastanawia się pewnie co robić? Stać z boku? Zmniejszyć, a może zwiększyć pozycje? Macie jakieś rady?

WB: Od dołka marcowego minęło 19 tygodni. Dlatego lada moment spodziewam się dołka cyklu 20-tygodniowego i wznowienia wzrostów. Czyli na początku sierpnia skończą się obecne strachy i wróci optymizm.

ŁW: Ja oczekuje wzrostu zmienności na głównych indeksach. Jeżeli zwrócimy uwagę na S&P500 i Nasdaq, tam kształtują się wspomniane przeze mnie formacje głowy z ramionami. Z perspektywy wykresu nie ma już wiele miejsca na spokój, tylko powinno dojść do większego ruchu. Przy tym rozgrzaniu rynku, jeśli formacja zostanie zanegowana, to spodziewam się dużego uderzenia popytowego. Z drugiej strony, jeśli formacja jednak zadziała, to przy tych wszystkich strachach które obecnie są na rynku, a jest ich wiele, też może dojść do silnego wyjścia w dół. Mówiąc więc krótko – w sierpniu na pewno nie będzie na rynkach nudno. Myślę, że cała ta rzesza nowych inwestorów, o których rozmawialiśmy i którzy mają mocno spekulacyjne czy wręcz hazardowe nastawienie, będą te ruchy podbijać.

Panie profesorze – puenta należy do pana. Wiem, że wybiera pan się na urlop, więc zastanawiam się, czy zabiera pan ze sobą laptopa i będzie trzymał rękę na rynkowym pulsie?

KB: Kto tu już posmakował rynku, temu trudno się z niego wycofać... Co do sierpnia, ja się zgadzam z panem Łukaszem. Rynek jest w takim momencie, że możliwości i argumentów za wyjściem w górę lub w dół jest bardzo dużo. Myślę, że wiele zależeć może w najbliższych tygodniach od rozwoju sytuacji epidemicznej. Jeśli rząd zacznie znów wprowadzać ograniczenia, to znów będzie to czynnik dzielący nasz rynek na "spółki covidowe", czyli bezpośrednich beneficjentów koronawirusa i te, które będą na obawach o koniunkturę gospodarczo-społeczną traciły. Więc na pewno należy spodziewać się nerwowości na rynku. Gdybym jednak miał obstawić, w jaką stronę pójdzie rynek, to powiedziałbym, że początek sierpnia przyniesie pogłębienie korekta, a następnie dojdzie do odbicia i kolejnej fali wzrostowej. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że nie pojawi się jakiś nowy czynnik ryzyka, albo nie zadziałają wspomniane przez przedmówce formacje RGR.

Jakieś konkluzje na koniec?

KB: Pamiętajmy, że na rynku jest dużo gorącego kapitału, bo banki centralne po prostu zalały nim rynki. I ten kapitał będzie szukał okazji do zarobku. Można pod to grać i mieć cały czas pozycje, ale proszę pamiętać, że trzeba korzystać ze stop lossów. Wyjazd na wakacje bez zlecenia obronnego przy tak dużej zmienności jest dla mnie nie do pomyślenia. Co do obserwacji rynku – ja myślę, że na wielu spółkach wystarczy raz dziennie spojrzeć na świeczki i na tej podstawie podejmować decyzje. Wtedy może nie widać tej całej zmienności, ale z drugiej strony śledzenie każdego tiku jest trochę ogłupiające i przez to traci się szerszą perspektywę. A ta ostatnia jest bardzo ważna. Zawsze lubiłem słuchać opinii osób, które robiły sobie urlop, odrywały się od rynku i po powrocie miały na niego takie świeże spojrzenie. Dzięki temu można odfiltrować ten codzienny chaos śledzenia notowań i zachować zimną krew.

Cała rozmowa dostępna na youtube.com/parkiettv.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA