Parkiet PLUS

Podatek od aktywów przeobraził polski sektor bankowy

Przez pięć lat kredytodawcy zapłacili 18,7 mld zł podatku bankowego. Do katastrofy w branży nie doszło, ale jej rentowność mocno zmalała, a nowa danina w dużej części została przerzucona na klientów.
Foto: Bloomberg

Od wprowadzenia w Polsce tzw. podatku bankowego mija właśnie pięć lat. Pierwsza należność z tytułu podatku od aktywów instytucji finansowych, bo taka jest oficjalna nazwa tej daniny płaconej co miesiąc przez banki, zakłady ubezpieczeń i firmy pożyczkowe, dotyczyła lutego 2016 r. Jaki wpływ miało to obciążenie na sytuację kredytodawców?

Kredyty wypierane przez obligacje

Dodatkowy podatek dla banków – bo już wcześniej branża płaciła regularny CIT sięgający rocznie 4–5 mld zł – był jednym z kluczowych pomysłów PiS, które objęło władzę jesienią 2015 r. i szybko uchwaliło ustawę, licząc na pozyskanie finansowania nowych programów socjalnych. Podstawą naliczania tego podatku są aktywa banków pomniejszone o kwotę wolną (4 mld zł) oraz fundusze własne i obligacje skarbowe, a stawka to 0,44 proc. brutto w skali roku. Podatek jednak nie stanowi kosztu uzyskania przychodu, dlatego obciążenie netto wynosi 0,54 proc. Bilans używany do obliczenia podstawy opodatkowania aktualizowany jest co miesiąc, co powoduje, że podatek bankowy obciąża także nową „produkcję" kredytów. W 2019 r. łączne wpływy do fiskusa z tytułu tej daniny wyniosły 4,69 mld zł, z czego banki zapłaciły 4,07 mld zł (85 proc.).

Najbardziej namacalny wpływ podatku, który objawił się najszybciej, dotyczył oczywiście zyskowności. W pierwszym roku obowiązywania tej daniny zysk netto sektora po korektach o zdarzenia jednorazowe był o jedną piątą niższy, niż gdyby podatku nie było (więcej na ten temat w ramce poniżej). W kolejnych latach było podobnie, np. w 2019 r. branża wypracowała 13,8 mld zł zysku netto i zapłaciła 4,1 mld zł podatku od aktywów. Gdyby nie to obciążenie, zysk sięgnąłby rekordowych 17,9 mld zł, a wskaźnik zwrotu z kapitałów (ROE) wyniósłby prawie 9 proc., a nie 6,9 proc.

Podatek odcisnął też swoje piętno na strukturze bilansów banków, choć to widoczne jest z opóźnieniem. Poza tym na wzmocnienie niektórych trendów w zakresie bilansów wpłynęły również inne czynniki, jak np. rosnąca nadpłynność banków czy rosnące składki na BFG. Najbardziej znamienne jest zmniejszanie się udziału kredytów brutto (udzielonych podmiotom sektora niefinansowego) w polskim PKB. O ile jeszcze na początku 2015 r. udział ten wynosił 52–53 proc., o tyle od 2016 r. stopniowo zaczął maleć i w połowie 2019 r. wyniósł 50,9 proc., a na koniec września 2020 r. 49,9 proc. Szczególnie dotyczyło to kredytów dla firm, a przede wszystkim inwestycyjnych. Mimo to jednocześnie zwiększały się aktywa sektora bankowego w relacji do PKB – od początku 2015 r. do jesieni 2020 r. wskaźnik ten urósł z 90,5 proc. do 100,9 proc. (po raz pierwszy w historii aktywa sektora bankowego przekroczyły wartość polskiej gospodarki). Widać więc, że zmieniała się struktura aktywów banków.

Najbardziej wyraźnie widać to pod względem wartości obligacji skarbowych w portfelach banków. O ile jeszcze na początku 2015 r. sektor miał 150 mld zł tych papierów, co stanowiło 9,5 proc. jego aktywów, o tyle od wprowadzenia podatku z początkiem 2016 r. skarbówek zaczęło przybywać dużo szybciej, niż rosły aktywa, i teraz banki mają ich 425 mld zł. Na koniec 2016 r. wskaźnik ten podskoczył już do 13,7 proc., a teraz wynosi ponad 18 proc. Mając sporą płynność, banki lokowały ją w papierach skarbowych, które obniżały podstawę opodatkowania podatkiem od aktywów. Państwo dzięki tej daninie nie tylko zapewniło sobie duże, regularne i trudne do pominięcia wpływy fiskalne, ale jednocześnie zbudowało sobie duży popyt na własny dług. Niestety, dla gospodarki powodowało to zmniejszanie finansowania kredytami. Tempo wzrostu kredytów zaczęło hamować, głównie dotyczy to firm, przez co udział kredytów brutto (udzielonych sektorowi niefinansowemu) zmalał z 58 proc. na początku 2015 r. do 56 proc. w połowie 2019 r. Teraz to już tylko 49 proc., do czego przyczyniła się przede wszystkim pandemia. W obliczu wielkich programów rządowych wspierających płynność firm wzrosła także płynność banków, które lokowały ją w obligacje skarbowe (a także papiery gwarantowane przez Skarb Państwa, czego nie uwzględnia przytoczony wskaźnik skarbówek w posiadaniu banków w relacji do ich aktywów), jednocześnie zmalał popyt na finansowanie z banków (wartość kredytów dla firm wręcz spadła).

W niedawnym raporcie o stabilności systemu finansowego NBP zwrócił uwagę, że wzmocnieniu uległy powiązania między sektorami rządowym a bankowym. Stało się tak właśnie za sprawą wzrostu ekspozycji banków na obligacje skarbowe lub gwarantowane przez państwo. W połowie 2020 r. ich wartość ponaddwukrotnie przewyższała fundusze własne sektora. NBP podkreśla, że zwiększa to wrażliwość banków na zmiany cen na rynku obligacji. Udział obligacji skarbowych w aktywach polskiego sektora bankowego jest jednym z najwyższych w UE. Bank centralny przyznaje, że wynika to w dużym stopniu z konstrukcji podatku bankowego, ale też braku alternatyw dla skarbówek w zakresie lokowania nadwyżek płynności. Ocenia jednak, że ryzyko dużego spadku cen obligacji skarbowych i negatywnego wpływu na banki jest małe.

Kredytów jest mniej, ale są droższe

– Podatek oceniam negatywnie, został on w dużej części zrekompensowany podniesieniem opłat dla klientów i marż na kredytach. Wbrew szumnym zapowiedziom nie przyczynił się do odrodzenia mniejszych instytucji, w tym banków spółdzielczych i SKOK, które miały skorzystać na tym, że większe spółki są proporcjonalnie bardziej obciążone podatkiem – mówi Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM. Zwraca jednak uwagę, że zjawisko wypierania kredytów przez obligacje skarbowe nie jest jednoznaczne. – Sądzę, że po prostu popyt firm na kredyty spadł w warunkach niepewności gospodarczej i dość mało konsekwentnie prowadzonej polityki gospodarczej kraju. W związku z tym ograniczyły one inwestycje, a co za tym idzie – popyt na kredyty. Podatek bankowy, de facto podatek nałożony na kredyty, sprawił, że ten sposób finansowania stał się po prostu droższy i wiele firm ograniczyło korzystanie z niego – mówi Materna. Część zadłużyła się taniej za granicą, gdzie podatek i stopy są niższe.

Ekspert Millennium DM zwraca uwagę na zmianę wyniku prowizyjnego w sektorze i odsetkowego skorygowanego o wpływ wzrostu wolumenów. – Wyraźnie widać, że część podatku zapłacili klienci. To w zasadzie jest zgodne z zasadami ekonomii, bo dużą część każdego kosztu ponoszonego przez firmę prędzej czy później płaci klient końcowy. Niezależnie od tego, czy to jest wzrost ceny ropy, miedzi, opłaty recyklingowej, podatku od nieruchomości czy bankowego. W krótkim okresie część wzrostu kosztów firmy biorą na siebie, ale w długim muszą to przerzucać na klientów, jednocześnie szukają też oszczędności, bo inaczej nie będą w stanie wykazywać zysków – podkreśla.

Bankom trudniej to zrobić niż innym firmom, bo już miały kredyty, których kosztu nie można zmienić w krótkim okresie. Z kolei podnoszenie marż kredytów przy słabszym popycie jest trudne. – Ale spójrzmy na oprocentowanie lokat w ostatnich pięciu latach czy marże kredytów hipotecznych, na które akurat popyt jest duży. Skutkiem podatku bankowego jest to, że banki udzielają kredytów nieco mniej, ale droższych. Wpływa to oczywiście na wolumen, ale per saldo bankom się pewnie opłaca. Nie sprawdziła się teza, że podatek bankowy wywoła wzrost wolumenów, który miał rzekomo zrekompensować spadek marży. Stało się dokładnie odwrotnie – dodaje Materna.

Nowy podatek pochłonął ponad połowę zysku netto branży w 2020 r.

W całym 2020 r. banki mogą zapłacić łącznie blisko 4,4 mld zł podatku od aktywów, czyli o ponad 6 proc. więcej niż w 2019 r. To oznacza, że w 2020 r. danina ta stanowiła blisko 60 proc. zysku netto, który mógł wynieść około 7,5 mld zł (trudno go jednak precyzyjnie oszacować, bo niewiadomą jest wielkość straty sektora w grudniu, gdy zawiązano warte około 1,8 mld rezerwy na hipoteki frankowe). Dużą wadą przyjętego sposobu naliczania podatku jest to, że banki muszą go płacić niezależnie od wysokości zysku brutto czy operacyjnego – jest on bowiem uzależniony wyłącznie od bilansu. Na początku rozwoju pandemii były obawy, że w 2020 r. sektor może mieć stratę netto, a mimo to musiałby zapłacić i tak ponad 4 mld zł zysku netto. Jeszcze w latach 2017–2019, gdy stopy procentowe były wyższe i branża nie borykała się z podwyższonymi odpisami, a zysk netto wynosił po 13–14 mld zł, podatek od aktywów stanowił „tylko" 25–30 proc. zysku netto. To właśnie skokowy spadek rentowności sektora był pierwszym i najbardziej dotkliwym skutkiem wprowadzenia nowej daniny. Można szacować, że podatek pochłonął w 2016 r., w pierwszym roku obowiązywania, blisko 21 proc. hipotetycznego zysku sektora bez tego podatku. To nieco uproszczony rachunek, bo już w tym pierwszym roku nowego podatku banki zaczęły wprowadzać rozwiązania mające odbudowywać skokowy spadek rentowności (cięcie stawek depozytów, wzrost marż niektórych kredytów, optymalizacja bilansu), zatem realny wpływ (ceteris paribus) na zysk netto branży był nieco większy niż wspomniane 21 proc.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.