REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Gospodarka - Kraj

Alfred Adamiec: W długim terminie grozi nam scenariusz grecki

#PROSTOzPARKIETU. Alfred Adamiec: prywatyzacja pomysłem na sfinansowanie „piątki Kaczyńskiego”

Alfred Adamiec, zarządzający aktywami w Niezależnym Domu Maklerskim

Foto: parkiet.com

Jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni jest tzw. piątka Kaczyńskiego. Jak pan ją ocenia?

Bezdyskusyjnie podoba mi się jeden punkt. Chodzi o odtworzenie połączeń komunikacyjnych. Właściwie można tylko zapytać, dlaczego teraz, a nie wcześniej. Dotykamy tutaj bowiem kwestii wykluczenia albo mocnego ograniczenia dla sporej grupy ludzi dostępu do pracy, szkoły itd.

A co z pozostałymi punktami?

Program 500+, który ma być rozszerzony na każde dziecko, będzie oczywiście ważnym wsparciem dla najbiedniejszych rodzin. Pytanie tylko, dlaczego te pieniądze trafią też do tej bogatszej grupy osób. One naprawdę tych pieniędzy nie potrzebują. Warto byłoby więc się zastanowić, jak strumień pieniędzy skierować tam, gdzie faktycznie jest to konieczne.

To idźmy dalej... „trzynastka" dla emerytów.

Normalnie trzynastkę wypłaca się w firmach, które osiągają zysk. Czy Polska wypracowała jakiś zysk? Nie, w ubiegłym roku mieliśmy deficyt, mniejszy, ale jednak deficyt. Trzynastka na kredyt zakrawa na szaleństwo. Oczywiście takie modele funkcjonują, jednak jest to szalenie ryzykowne. Oczywiście ewentualną pomoc w ramach tego punktu programu też trzeba byłoby ukierunkować, tak aby pieniądze trafiały do najbiedniejszej grupy emerytów. Działalność socjalna nie może być analogiczna do tego, co robił Ben Bernanke, który „rozrzucał pieniądze". Program musi być kierunkowy, logiczny i spójny. Byłby on tańszy i bardziej efektywny.

Kolejny pomysł, czyli zerowa stawka PIT dla młodych ludzi.

To na razie oczywiście jest hasło, ale zdecydowanie wolałbym, aby ten program funkcjonował inaczej. Jestem za tym, aby stawka PIT powoli rosła, załóżmy nawet od 26. roku życia, żeby nie było bardzo dużego przeskoku po przekroczeniu tego wieku. To bowiem rodzi ryzyko różnego rodzaju nadużyć i kombinowania.

Jeszcze jest obniżenie kosztów pracy.

Oczywiście obniżanie kosztów pracy jest jak najbardziej słusznym kierunkiem, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wszystko zależy więc od tego, jakie faktycznie formy przyjmą poszczególne postulaty.

Pozostaje najważniejsze pytanie... czy nas na to stać?

Ostatnie wyliczenia Ludwika Koteckiego, które mówiły, że wydatki będą o 70 mld zł większe od kwoty z reguły wydatkowej, są zastraszające. Trzeba będzie na to zapracować. To bez wątpienia będzie obciążenie dla kolejnych pokoleń.

W poprzedniej kampanii wyborczej też mieliśmy różnego rodzaju pomysły, które zostały sfinansowane m.in. z podatku bankowego czy też uszczelnienia VAT.

Zgadza się, ale faktem jest, że tych rezerw jest coraz mniej. W ubiegłym roku mieliśmy szybki wzrost gospodarczy, jednak dane GUS pokazują jednocześnie, że przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 50 osób miały zysk netto o 5 proc. niższy od tego z wcześniejszego roku. Straty firm zwiększyły się z kolei o 33 proc. Gospodarka szybciej się rozwijała, ale dane te pokazują jednocześnie, że coś jest nie tak ze strukturą, skoro firmy generują niższe wyniki. Moim zdaniem te rozbieżności będą się pogłębiały. To rodzi oczywiście problem w finansowaniu kolejnych pomysłów.

To jakie możliwości pozostają?

Wydaje się, że są dwie opcje. Pierwsza z nich to sięgnięcie po pieniądze zgromadzone w OFE. Nie muszą one być przenoszone bezpośrednio na realizację „piątki Kaczyńskiego", ale mogą np. trafić do Funduszu Rezerwy Demograficznej, który zapchałby dziurę w ZUS. Taki scenariusz oczywiście nie działałby korzystnie na ceny akcji na warszawskiej giełdzie. FRD potrzebuje bowiem gotówki, a nie akcji. Oczywiście można sobie wyobrazić różne mechanizmy spieniężania udziałów, ale tak czy inaczej rodzi to gigantyczną podaż. Z drugiej strony niezwykle ważnym aspektem jest to, jak taki ruch wpłynąłby na program PPK. Jeżeli zdemontujemy system OFE, to jak przekonać ludzi, że kolejny pomysł emerytalny wypali i nikt nikomu nie zabierze pieniędzy?

A to drugie rozwiązanie, o którym pan wspomniał?

Mój pomysł to prywatyzacja. Tzw. sreber rodowych mamy trochę, to może warto wziąć pod uwagę sprzedaż pakietów akcji czy to firm z sektora bankowego, ubezpieczeniowego, czy też z jeszcze innych obszarów. Dzięki temu pojawiłyby się pieniądze na pokrycie różnych obietnic wyborczych. Kolejny element finansowania zapowiedzi politycznych to tymczasowe zwiększenie długu publicznego. To jednak ma sens, kiedy pieniądze idą na inwestycje, które mogą wygenerować potrzebne środki na spłatę tego długu. Kiedy to idzie na konsumpcję, to niestety nie jest to dobre rozwiązanie. W tym kontekście grozi nam w dłuższym okresie scenariusz grecki. Jeśli tego typu obietnice będziemy realizować przez najbliższych osiem–dziesięć lat, to będzie to realistyczny i groźny scenariusz, szczególnie że na świecie też szykują się niekoniecznie sprzyjające czasy.

Szanse na prywatyzację wydają się jednak niewielkie, patrząc na obecne uwarunkowania polityczne. Trzeba więc brać pod uwagę inne rozwiązania, które chyba dla złotego, obligacji czy też giełdy byłyby czarnym scenariuszem.

To prawda. Wielu ekspertów dzisiaj dziwi się w ogóle, że złoty pozostaje tak mocny, chociaż niektórzy też twierdzą, że jest zupełnie inaczej i nasza waluta jest słaba. W ostatnim czasie co prawda dług przyrastał znacznie wolniej, deficyt zmalał, ale warto zwrócić uwagę, że w tym samym czasie Niemcy przez pięć lat mieli nadwyżkę. Ich stać na to, by fiskalnie stymulować gospodarkę. My przy tak szybkim wzroście gospodarczym pozwoliliśmy sobie na deficyt, co jest dziwną sytuacją. Nie jesteśmy praktycznie w ogóle przygotowani na nadejście trudniejszych czasów. Wielu ludzi w ogóle nie zdaje sobie sprawy z ryzyka, jakie nad nami wisi, i nie jest na nie przygotowanych.

Czy to właśnie kolejne obietnice wyborcze i lokalne wydarzenia będą determinowały to co będzie się działo na naszym rynku? Na drugim biegunie mamy wydarzenia o charakterze globalnym czyli m.in. wojnę handlową czy kwestię brexitu?

Oczywiście lokalne czynniki są istotne, ale jeśli nie będzie globalnej ucieczki od ryzyka, to wydaje się, że mogą być one zepchnięte na dalszy plan. Warto jednak zwrócić uwagę, że na świecie też mamy sytuację dosyć niepewną. Dane makroekonomiczne mówią, że wiele obszarów zaczyna gospodarczo hamować. W Stanach Zjednoczonych są oczekiwania, że poprzez politykę Fedu uda się uniknąć większego spowolnienia. Ja jestem wobec tego sceptyczny. Uważam, że cykl koniunkturalny ewidentnie przekroczył szczyt i zaczniemy wchodzić w fazę spowolnienia. Straszak w postaci odwróconej krzywej rentowności rodzi z kolei ryzyko recesji.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA