Trwają co najmniej cztery wystawy prywatnych zbiorów, które warto odwiedzić. Przede wszystkim prywatne muzeum sztuki artystów Szkoły Paryskiej, które w Konstancinie założył developer Marek Roefler (www.villalafleur.com). Do 31 grudnia potrwa tam monograficzna wystawa obrazów Henryka Haydena, cenionego w świecie kubisty, którego obrazy znajdują się w najlepszych paryskich muzeach. Rofler wypożyczył na wystawę dzieła z zagranicznych zbiorów, z krajowej kolekcji Krzysztofa Juzonia, prezentuje też własny bogaty zbiór dzieł artysty.
Do Haydena wrócimy za chwilę. Najpierw niespodzianka! Marek Roefler, rasowy kolekcjoner, prezentuje przy okazji swoją niedawną zdobycz. Rzecz nie ma nic wspólnego z Haydenem, ale jak tu nie pochwalić się taką polską pamiątką. Roefler wytropił na światowym rynku rysunek Amadeo Modiglianiego, który sportretował swojego przyjaciela, urodzonego w Zaleszczykach (!) Leopolda Zborowskiego.
Wystawa w prywatnym muzeum w Konstancinie
Każdy miłośnik sztuki na świecie wie, kim był Zborowski. W legendarnych światowych muzeach, w najlepszych salach, wisi kilka świetnych portretów Zborowskiego, którego uwiecznił Modigliani. Na kasowych filmach o Modiglianim Zborowski jest jednym z czołowych bohaterów. Tylko w swojej ojczyźnie nie doczekał marnej książki o sobie ani albumu, ani filmu, choć mamy podobno najwięcej historyków sztuki w Europie.
Urodził się w 1889 roku, w 1913 roku wyjechał do Paryża, gdzie początkowo handlował książkami. Przesiadywał w legendarnej kawiarni artystów La Rotonde. Tam poznał malarza z Krakowa Mojżesza Kislinga, zwanego księciem Montparnasse'u. Kisling wprowadził go w środowisko malarzy i rzeźbiarzy. Zaczął handlować obrazami np. Picassa, Chagalla, Cezanne'a. Odkrył przede wszystkim i wylansował Modiglianiego oraz Chaima Soutine'a, uznanego potem za geniusza sztuki. Zborowski zmarł w ubóstwie w Paryżu w 1932 roku.
Roefler w Szwajcarii wytropił portret Modiglianego. Rysunek reprodukowany jest w Katalogu Raissonne artysty i opisany w literaturze. Kolekcjoner kupił rysunek poniżej estymacji, która wynosiła 48 tys. franków. Zdaje się, że kolekcjoner nie miał konkurenta w licytacji. Każdy rozpozna dukt charakterystycznej kreski Modiglianiego i wizerunek Zborowskiego znany z setek albumów.
Wracamy do Haydena. Urodził się w 1883 roku Warszawie. Z woli ojca studiował najpierw na Politechnice Warszawskiej (pierwotnie Instytut Politechniczny). Ojciec przestał go finansować, gdy przeniósł się do nowo założonej Szkoły Sztuk Pięknych (przyszła ASP). We Francji zrobił błyskotliwą karierę. Przyjaźnił się np. z pisarzem Samuelem Beckettem. W dwujęzycznym katalogu-albumie wydanym przez Roeflera do wystawy czytamy m.in. tekst Becketta.
Roefler otworzył muzeum w 2010 roku. Specjalnie wyremontował w tym celu zabytkowy dom. Jest kolekcjonerem-wizjonerem, sam tropi dzieła, przeszukuje Internet, czyta branżową prasę. Po 1989 roku zbierał po świecie dzieła polskich malarzy-emigrantów od razu z myślą o organizowaniu im wystaw. Były monograficzne wystawy Alicji Halickiej i Szymona Mondzaina. Teraz oglądamy najlepsze (!) obrazy Haydena z różnych okresów jego bogatej twórczości, pochodzą one w dużej mierze ze zbioru Roeflera. Kuratorem zbiorów jest historyk sztuki Artur Winiarski. Zbiory można oglądać po telefonicznym umówieniu się.
W Warszawie warto odwiedzić Galerię Fundacji Profile (www.fundacjaprofile.pl), gdzie trwa monograficzna wystawa legendarnej kolekcji artysty Józefa Robakowskiego. To całkiem inny pomysł na zbieranie. Godny uwagi, bo dostępny dla każdego. Robakowski jako pionier już w latach 60. zbierał m.in. dzieła artystów rosyjskiej awangardy, które można było zdobyć za grosze lub w drodze okazyjnej wymiany, ponieważ w izolowanej od świata komunistycznej Polsce nie było wolnego rynku.
Na wystawie oglądamy dzieła gwiazd światowej sztuki, np. Aleksandra Rodczenki, Natalii Gonczarowej, Pawła Fiłonowa. Z niemieckich ekspresjonistów jest np. Franz Marc i Frans Masereel. Reprezentowani są np. Laszlo Moholy Nagy. Z polskich gwiazd są np. Edward Krasiński, Zbigniew Dłubak, Zygmunt Rytka, Aleksander Krzywobłocki, Stefan Themerson, Szymon Syrkus. W bogatym katalogu czytamy, jak to kolekcjoner szedł ulicą i w centrum miasta za grosze kupił dzieło, które stworzył klasyk światowej sztuki Giacomo Balla.
W każdej epoce są artyści niesłusznie zapomniani lub nieodkryci przez rynek, przez to niedoszacowani. To szansa dla kolekcjonerów o wielkiej pasji i kompetencji, mających dusze odkrywców.
Fundacja Profile od lat popularyzuje kolekcjonerstwo. W 2010 roku na wystawie w Wilanowie budziła zachwyt kolekcja Cezarego Pieczyńskiego. Iście bajkowy wymiar ma kolekcja Stefana Okołowicza, który jako pionier zbierał fotografie Witkacego i artystów z jego kręgu. We wczesnych latach 70. nie miały żadnej ceny. Każdy mógł się schylić po te skarby, a zrobił to Okołowicz. Kolekcjonerskie wystawy Fundacji Profile dokumentują katalogi.
W Muzeum w Gliwicach (www.muzeum.gliwice.pl) budzą zachwyt fajanse z Delft, które zgromadził prawnik, prof. Wojciech W. Kowalski. Wcześniej budziły sensację w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wydany katalog stał się już źródłem wiedzy do naukowców, antykwariuszy i kolekcjonerów.
Gabriela Zapolska miała obraz Van Gogha
Z kolei w Muzeum Narodowym w Krakowie (www.muzeum.krakow.pl) oglądamy kolekcję plakatów, którą stworzył fotografik Konrad Pollesch. Liczy 460 dzieł, została w całości zakupiona do zbiorów publicznych. Oglądamy tym razem 60 dzieł Franciszka Starowieyskiego. Paradoksalnie to przykład artysty nie w pełni odkrytego przez rynek. W kalendarzu na ten rok nowojorskie Museum of Modern Art zamieściło plakat Starowieyskiego, który zdobił jego monograficzną wystawę w tym muzeum w 1985 roku. Plakat ten w warszawskiej galerii oficjalnie kosztuje 200 zł. Nie trzeba być bogaczem, żeby zebrać rzeczy wybitne!
Faktem jest, że niewielu mieliśmy kolekcjonerów w naszych dziejach. Niestety, nie pamiętamy o tych nielicznych, którzy wzbogacili naszą kulturę. Na przykład dlaczego w podstawówkach polskie dzieci nie uczą się, że pisarka Gabriela Zapolska była najwybitniejszą kolekcjonerką w naszej historii? Miała w swoim zbiorze dobre dzieła, np. Van Gogha, Pisarra, Gauguina. Jako dziennikarka walczyła o nową sztukę. Z Paryża, gdzie pracowała jako aktorka, z własnej inicjatywy przysyłała pełne pasji korespondencje o nowoczesnym malarstwie.
Przy okazji zebrała kolekcję, którą w celach edukacyjnych zaprezentowała w Krakowie i we Lwowie. Wrogie przyjęcie nowej sztuki sprawiło, że zniechęcona sprzedała swoje obrazy. Na galerii Muzeum Narodowego w Warszawie wiszą bodaj dwa dzieła z jej zbioru, które namalował ceniony artysta Paul Serusier, znany powszechnie jako przyjaciel Gauguina.
Dlaczego tylko Roefler otworzył dom-muzeum?
Zdaje się, że mamy wielu przedsiębiorców, którzy dysponują większymi środkami. Dobrze, że powstał choć jeden taki dom. W tych krajach, gdzie wcześnie rozwinęło się silne mieszczaństwo, tworzenie prywatnych muzeów było ważnym elementem etyki mieszczańskiej. Na przykład na początku XX wieku finansista Otto Primavesi stworzył w Ołomuńcu dom pełen dzieł sztuki. Popierał młodych malarzy. Kupował obrazy u kontrowersyjnego wówczas młodego artysty Gustawa Klimta. Zamówił u niego portret swojej córki Mady, powstało genialne dzieło.
Dziś każda synteza światowej sztuki wymienia nazwisko przedsiębiorcy-mecenasa artystów. Kto by dziś pamiętał o Primavesim, gdyby nie kupował sztuki? Nikt! Primavesi oszukał śmierć, kupił sobie nieśmiertelność. Kupił niedrogo, jak wynika z monografii Klimta. I to była jego najlepsza inwestycja. Powtórzę: w każdej epoce poniewierają się wybitne dzieła niesłusznie niedocenione przez rynek, przez to cenowo dostępne dla każdego.