Subiektywna ocena sytuacji
Tylko czwartkowe odreagowanie było miłym akcentem na amerykańskim rynku w minionym tygodniu, który upłynął pod znakiem ostrzeżeń Kodaka i Apple. Poza tym, sytuacja staje się nieciekawa. U nas także był to kolejny, zły tydzień. Po przecięciu linii trendu na WIG spadki przybrały na sile, nie pozostawiając wątpliwości co do ich natury. Po prostu, to ostatni, najgorszy odcinek bessy trwającej już ponad pół roku.
Indeksy w USA są do tej pory na minusie, jeśli spojrzy się na okres od początku roku (S&P 500 stracił 2,2%, DJIA 7,4%, Nasdaq 9,8%). Jeśli tak dalej pójdzie, mają one szansę zakończyć cały rok na minusie, co nie zdarzyło się od 1994 r. W takiej sytuacji papiery wartościowe o stałym oprocentowaniu stają się coraz bardziej atrakcyjne. Ciągle trzeba również pamiętać, że akcje na Nasdaq mają średnie C/Z rzędu 94. Przewartościowane są więc w sposób wręcz absurdalny. Każda zła wiadomość może sprowadzić spółkę do parteru. Np. Apple dopiero po ostatnim spadku o 50% doszedł do C/Z =15.Wciąż euro i ropaPo interwencji banków na rynku walutowym i uwolnieniu rezerw strategicznych ropy naftowej wydawałoby się, że rynek powinien nieco odetchnąć i zareagować wzrostem choćby z powodu normalnego westchnienia ulgi. Nic takiego się nie stało. Euro jest dalej bardzo słabe, a po nieudanym referendum w Danii jedynie groźba interwencji trzyma tę walutę powyżej niedawnych minimów.Problem z ropą nie ogranicza się tylko do podaży surowca. American Petroleum Institute podaje, że w zapasach ropy w USA znowu ubyło ok. 2 mln baryłek. Analitycy zaś twierdzą, że powinno przybywać 4 mln tygodniowo, by uniknąć braków ropy tej zimy. Następnym, istotnym problemem jest to, że ok. 400 000 baryłek dziennej produkcji finalnej ubędzie na skutek niezbędnego wstrzymania produkcji na czas konserwacji. To wszystko może zahamować spadek cen, a nawet doprowadzić do powtórnego wzrostu. Widać to na wykresie ceny ropy naftowej. Jeśli odbije się od dolnego ograniczenia kanału trendu wzrostowego, to za parę tygodni może sięgnąć ok. 40 USD za baryłkę.Spadają oszczędnościGospodarka amerykańska ma też problem z beztroską konsumentów. Oszczędności gospodarstw maleją, natomiast rośnie dynamika wydatków w porównania z przychodami. Ostatnie dane pokazują to również. Oszczędności są w tej chwili najmniejsze od 41 lat. Społeczeństwo amerykańskie żyje na kredyt, podpierając się złudnym bogactwem wynikającym w dużej mierze z posiadania akcji. Akcji, które są zdecydowanie przewartościowane. Co może się stać i jaki miałoby to wpływ na światową gospodarkę w przypadku znacznego spadku indeksów, można sobie tylko wyobrazić.Ostatnie dane podwyższające PKB do 5,6%, PMI na poziomie 51,4 pkt., zmniejszanie się oszczędności, błąd w liczeniu CPI podnoszący ten wskaźnik o 0,1 pkt. proc. nie ucieszą Fed. Dane te nie pozwalają bowiem stwierdzić, że gospodarka zwalnia w wystarczającym stopniu. Fed zbiera się już dziś. Nikt nie spodziewa się podwyższenia stóp. To rzeczywiście nie jest możliwe, ale wielu czekało z nadzieją na werbalne złagodzenie polityki. Uważam, że nie ma na to szans, a tylko wybory prezydenckie powstrzymają Fed przed następną małą podwyżką.Jeśli spojrzy się na analizę techniczną, to można zauważyć, że niewiele się zmieniło. Rynek jest w punkcie krytycznym i musi się na coś zdecydować. DJIA jest o krok od przebicia dolnego boku diamentu. Jego przebicie to koniec kilkunastoletniej hossy. Widać również, że 10 880 pkt. jest bardzo trudne do przebicia w górę. Z piątkowego zachowania DJIA wynikałoby, że indeks wybije się dołem. Potem mogłaby nastąpić próba powrotu do tego boku diamentu.S&P 500 też broni naruszonych linii długoterminowych trendów i wyraźny spadek daje ten sam sygnał, co na DJIA przebicie 10 600 pkt. Nasdaq trzyma się w dość (jak na ten rynek) wąskim przedziale 3600?3850 pkt. Jeśli, co podejrzewam, wybije się w dół, to powstanie średnioterminowy podwójny szczyt i fala C sprowadzi indeks do 2700 pkt.Jestem zdania, że nie uda się ie lądowanie gospodarki i Fed poniesie porażkę. Uważam, że tylko kwestią niedługiego czasu jest wybicie się DJIA z formacji diamentu i zakończenie kilkunastoletniej hossy. Specjalnie nie piszę o krachu, bo nikt już nie ma odwagi o tym mówić (co też jest niepokojące, bo świadczy o optymiźmie inwestorów). Umówmy się zatem, że to będzie paroletnia bessa.W minionym tygodniu sesja po sesji kursy akcji osuwały się, a inwestorzy próbowali upolować odbicie, zapewniając rynkowi płynność. I dzień po dniu było gorzej. Obroty na fixingu nie były duże. Cała gra przenosiła się na notowania ciągłe, gdzie obroty były dużo większe. Powstaje pytanie: kto sprzedaje, a kto kupuje. Skoro krótkoterminowych inwestorów zagranicznych nie ma już u nas od dawna, to muszą sprzedawać ci stabilni. Jeśli akcje przejmuje polski kapitał, to bez długiej akumulacji i poprawienia (wyraźnego) danych makro nie może być mowy o powrocie hossy. Mogą być tylko odbicia.Różnica zdań wśród dużych Dziwna była sesja piątkowa na fixingu. To, że ceny na fixingu będą wyższe od czwartkowych ciągłych nie było niespodzianką. Nie nastąpił również żaden atak dużych inwestorów. Niektórzy pytali mnie, dlaczego miałby taki atak nastąpić. To proste. Zazwyczaj w takich momentach podaż wykorzystuje okazję, by podgrzać rynek, spowodować wzrosty i wtedy oddawać akcje. Przy wyprzedaniu rynku aż się o to prosi.Przypomnę, że akcje to jedyny towar na świecie, na który jest coraz mniej chętnych w miarę spadku cen. Wszyscy kupują rosnące akcje. Tak więc, jeśli ma się siłę finansową, to chcąc sprzedać papiery, trzeba wpierw wytworzyć na nich wrażenie dużego popytu. Taki manewr nie został zastosowany. Albo więc brak siły finansowej u wielkich tego rynku, albo spadanie cen im nie przeszkadza, albo nawzajem się siebie boją. Bo nie wierzę, żeby nie znali prostej zasady opisanej powyżej. To wszystko znowu źle świadczy o naszym rynku.Zdziwił mnie nieco duży obrót na fixingu z dogrywkami (jak na ostatnie dni). Wiem, że dostanę odpowiedź: akcje zostały podłożone, wzięły słabe ręce. Słabe ręce o takiej sile finansowej, kiedy na rynku panuje strach? Ja nie znam ani jednego z moich kolegów (profesjonalnych inwestorów), który by w piątek złożył zlecenie kupna po cenie z czwartkowego fixingu lub wyższej. Nie, to nie zawodowi spekulanci, ani tzw. ulica wzięli akcje. Inwestorzy określani tym mianem są śmiertelnie przerażeni i ani im w głowie ryzykować. Więc skąd ten obrót? Myślę, że to różnica zdań wśród wielkich tego rynku. To jedyne wytłumaczenie.Tydzień temu pisałem, że uważam sprawę przesunięcia terminu złożenia projektu budżetu za bardzo poważną. Myślę, że to leży przede wszystkim u źródeł przeceny. Stanowczo zbyt często wypowiadający się członek RPP Bogusław Grabowski powiedział nawet, że rząd ma problemy z budżetem (to wiedzą już wszyscy) i, że określa prawdopodobieństwo zwiększenia deficytu fiskalnego na 50%. Co prawda minister finansów zaprzecza, ale rynki wiedzą swoje i rzadko wierzą urzędowym optymistom. Czy potrzeba jeszcze dodatkowych powodów, żeby uciekać z Polski?Wyniki spółek za III kwartał będą gorsze niż wielu inwestorów oczekuje. Ostatnie badani koniunktury pokazują zwolnienie gospodarki w II półroczu. Czy jest to jakieś zaskoczenie w kraju o tak wysokich stopach procentowych?Przedsiębiorstwa tradycyjne będą miały duże kłopoty ze względu na rosnące koszty finansowe i ceny paliw i surowców. Sektor TMT zaś musi inwestować olbrzymie pieniądze w rozwój technik internetowych, a operatorzy GSM i ich właściciele będą musieli przygotować się do olbrzymich wydatków na UMTS. Co prawda ta druga sprawa to dopiero za rok, ale giełda dyskontuje przyszłość.Trzeba też brać pod uwagę olbrzymie zadłużenie polskich firm za granicą (najczęściej nie zabezpieczone przed ryzykiem kursowym). Przy stopach procentowych rosnących na całym świecie i spadającym złotym może to się stać dla niektórych spółek kamieniem u szyi, a z całą pewnością zmniejszy zyski.Wobec takich perspektyw i dużej inflacji oraz niepewnej sytuacji na giełdach światowych inwestorzy finansowi wybierają inne instrumenty zapewniające stały i w miarę pewny dochód (jeśli nie bierze się pod uwagę kryzysu walutowego) i omijają giełdę szerokim łukiem.Wyniszczająca falaTeoretycznie pocieszające jest, że mamy do czynienia z ostatnim fragmentem bessy, ale.... Fale C są właśnie falami najbardziej wyniszczającymi kapitał i bardzo kapryśnymi (jeśli chodzi o długość). Owszem, można mówić, że przy zachowaniu równości fali A i C powinno dojść do spadku WIG przynajmniej do 15 600 pkt. (to, jak zapewne pamiętają czytelnicy, mój średnioterminowy cel), ale nie można przecież wykluczyć przedłużenia tej fali i spadku nawet do 13 000 pkt.Gorzej wygląda sprawa, jeśli spojrzy się na WIG20. Wiem, że wielu inwestorów nie akceptuje teorii Elliotta i uważa to narzędzie za przestarzałe. Warto jednak spojrzeć na teorię, która bardzo często się sprawdza.Wynik wg mnie jest taki, że ostatni ruch (listopad 1999 ? kwiecień 2000) to jest przedłużona fala piąta. Jeśli tak, to teoria mówi, że korekta całego ruchu w przypadku wystąpienia przedłużonej fali piątej najczęściej dociera do dołka drugiej podfali tej fali. Byłoby to 1 520 pkt. Jeśli więc poważnie traktować tę teorię, to koniec spadków na WIG20 powinien być między 1450?1520 pkt.To, że mamy bessę i falę C widać już wyraźnie na wykresie WIG, gdzie linia długoterminowego trendu została przełamana, a próby powrotu nie udały się. W sektorze TMT dzieje się bardzo źle, a jego olbrzymi wpływ na indeksy przytłacza całą giełdę. Agora po wybiciu z trójkąta nieubłaganie dąży do wsparcia w strefie 80?82 zł. To nie musi oznaczać, że to już twarde dno, ale może spowodować korektę. ComputerLand też wyszedł dołem z trójkąta zapowiadającego spadek nawet do 70 zł, ale na drodze stanęło krótkoterminowe wsparcie na 105 zł. Przełamanie tego wsparcia byłoby pewnym sygnałem rozpoczęcia drogi właśnie do 70 zł.Elektrim w ostateczny sposób przełamał wsparcie na 45 zł, otworzył po drodze okno bessy i teraz jest w drodze do wsparcia (okno hossy z grudnia 1999 r.) na 35 zł. Nadal podejrzewam, że spółka ma jakiegoś ?trupa w szafie?, o którym ktoś z dużych akcjonariuszy wie. A może chodzi o takie przecenienie akcji, żeby przejąć Elektrim prawie za darmo?Optimus również wyłamał się z trójkąta. I tutaj, tak jak w Agorze, najbardziej prawdopodobne jest dążenie kursu w okolice 80 zł. Zresztą, na więcej ta spółka z powodu ciągłych strat z pewnością nie zasługuje. BRE mocno przepłaciło. Czy będzie broniło kursu? Może to ich kosztować jeszcze więcej. Prokom trzyma się zadziwiająco mocno. Tu nic się nie zmieniło. Trend horyzontalny, a przełamanie krótkoterminowego wsparcia na 190 zł to sygnał do przeceny do 165 zł. Softbank już doszedł do prognozowanego poziomu. 65 zł to całkiem poważne wsparcie i dolne ramię klina. Jeśli jednak to wsparcie zostanie przełamane, to następne jest 60 zł, a chyba nieprzekraczalne to 50 zł.TP SA zamknęła okno hossy i przełamała wsparcie na 24 zł. Teraz ruch powinien sprowadzić kurs do 21,20 zł, gdzie jest ulokowana linia szyi odwróconej formacji RGR, od której zaczął się duży wzrost kursu tej spółki.Wyprzedanie rynku obecnie jest bardzo duże i prowokuje do szukania dołka i krótkoterminowego odbicia (mogłoby być bardzo duże). Jednak w strefie wyprzedania oscylatory mogą przebywać podczas bessy bardzo długo. W tej sytuacji uważam, że błędem jest łapanie tego spadającego noża. Trzeba mu pozwolić wbić się w ziemię. Odbicie, które musi kiedyś przyjść (choć nie potrafię powiedzieć kiedy), będzie bardzo silne i z pewnością pozwoli na zarobek nawet jeśli nie kupi się akcji na samym dole. Łapanie dołka grozi dużymi stratami.
Piotr Kuczyński