Michael Bloomberg rezygnuje z kierowania agencją

Jest bogaty, ma na koncie mnóstwo sukcesów jako menedżer. Ale to najwyraźniej nie wystarczało założycielowi i obecnemu szefowi znanej na całym świecie, wyspecjalizowanej w serwisach finansowych i giełdowych agencji informacyjnej Bloomberg. 59-letni Michael Rubens Bloomberg niespodziewanie ogłosił, że opuszcza fotel prezesa i będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach na burmistrza Nowego Jorku.Do tej pory niepodzielnie rządził jedynie w reprezentacyjnej siedzibie swojej firmy, znajdującej się przy Park Avenue. Jednak ? jak twierdzi niemiecki ?Handelsblatt? ? już przed kilkoma miesiącami w jednym z wywiadów wspominał, że dotychczasowe zajęcie zaczyna go nudzić. Teraz marzy mu się gabinet w City Hall na południowym krańcu Manhattanu, skąd mógłby rządzić całym Nowym Jorkiem.Najwyraźniej pozazdrościł innemu przedstawicielowi amerykańskiej branży finansowej, byłemu szefowi banku inwestycyjnego Goldman Sachs Jonowi Corzine, który został niedawno senatorem. Pieniędzy Michaelowi Bloombergowi na pewno nie brakuje. W rankingu 400 najbogatszych Amerykanów za 2000 r., opracowanym przez czasopismo ?Forbes?, z majątkiem szacowanym na 4 mld dolarów uplasował się na 61. miejscu (tuż za nim znaleźli się m.in. były niezależny kandydat na prezydenta Ross Perot oraz Scott McNealy, prezes Sun Microsystems). Przyznał niedawno, że na kampanię jest w stanie wyłożyć 10 mln dolarów.Z pieniędzmi Michael Bloomberg miał do czynienia praktycznie od dziecka (jego ojciec był księgowym), choć jego rodzina nie należała do bogatych. W latach szkolnych był zapalonym skautem. Ukończył z wysokimi notami najpierw uniwersytet im. Johna Hopkinsa, a następnie Harvard Business School. W 1966 r. rozpoczął pracę w banku inwestycyjnym Salomon Brothers. Musiał być chyba dobry, skoro po 15 latach, gdy odchodził, zainkasował okrągłe 10 mln dolarów odprawy.Pieniądze te posłużyły mu do realizacji planu, nad którym pracował już od dawna. Dzięki wsparciu ze strony Merrill Lyncha założył agencję informacyjną swojego imienia, której głównym celem było dostarczanie serwisów finansowo-giełdowych. Obecnie zatrudnia ona ponad 7 tys. osób pracujących w 79 biurach na całym świecie, ma 150 tys. stałych abonentów oraz 10 stacji telewizyjnych i radiowych. Przed czterema laty eksperci wyceniali imperium Bloomberga na miliard dolarów.Do skromnych osób raczej nie należy. Podkreśla często, że jest najlepszym przykładem spełnienia amerykańskiego mitu o biednym człowieku, który osiągnął sukces. Od rozwodu (w 1993 r., ma dwoje dzieci) jest stałym bywalcem wszelkich party. Nie szczędzi pieniędzy na ekscentryczne pomysły. Np. w ub. roku zaprosił 6 tys. gości na bożonarodzeniowe przyjęcie zorganizowane w salach Museum of Natural History. Uwielbia latać własnym helikopterem (ma też prywatny samolot).O politycznych planach M. Bloomberg wspominał już wcześniej. Twierdzi, że głównymi hasłami jego kampanii powinny być: dyscyplina budżetowa, ponadpartyjność (co ciekawe, przed kilkoma miesiącami porzucił obóz demokratów na rzecz republikanów) oraz ratusz otwarty dla wszystkich. ? Z przekonania jestem socjalliberałem, ale zdecydowanym konserwatystą jeśli chodzi o kwestie podatkowe ? powiedział w jednym z wywiadów.Nie wszyscy wierzą w nowe możliwości Michaela Bloomberga. ? W Nowym Jorku, który jest światową stolicy kapitalizmu, pieniądze nie są najważniejszą kartą przetargową w walce o fotel burmistrza ? przyznał niezależny doradca polityczny, Norman Adler. ?Na rozstrzygnięciach gospodarczych może się i zna, ale co on wie o problemach szkolnictwa czy walki z przestępczością? ? pytała niedawno w komentarzu redakcyjnym lokalna gazeta ?Crain?s?. On sam się tym nie przejmuje. ? Udowodniłem, że potrafię kierować wielkimi projektami, i to jest mój największy plus ? stwierdził.

W.K., ?Handelsblatt?