Planowana fuzja Helsinek z Tallinem
Dużym zaskoczeniem dla zarządów giełd w Wilnie i Rydze okazała się niedawna informacja o fuzji między parkietami w Tallinie (TSE) i Helsinkach (HEX). Dotychczas za obowiązującą wszystkie trzy giełdy z dawnych radzieckich republik bałtyckich uważana była strategia, zakładająca połączenie ich z Noreksem (sojusz Sztokholmu, Kopenhagi, Oslo i Reykjawiku).W tej sytuacji prezes łotewskiej giełdy Gantars Kokorevics zapewnia, że negocjacje z Noreksem będą kontynuowane, ale podkreśla też otwartość na inne propozycje. Problem krajów bałtyckich polega na tym, że konsolidacja europejskich giełd tworzy rynek kupującego, na którym małe parkiety, takie jak bałtyckie, szukają zagranicznych partnerów.Z porozumienia HEX-TSE wynika, że Helsinki zapłacą pewną, nieujawnioną zresztą, kwotę za kontrolny pakiet TSE, która zostanie połączona z fińskim systemem obrotu, ale administrowana będzie oddzielnie. Akcjonariusze TSE mają głosować w tej sprawie 21 marca.Z trzech bałtyckich giełd estońska jest największa i najlepiej rozwinięta, a obroty na niej regularnie przekraczają 70% obrotów w całym regionie. Nie znaczy to jednak, że jest giełdą dużą, bo na koniec stycznia jej kapitalizacja wynosiła 1,8 mld euro, a dzienne obroty wynoszą średnio 1,4 mln euro.Prezes estońskiej giełdy Gert Tilvas jako główne korzyści z fuzji z Helsinkami wymienia płynność i atrakcyjność dla większych inwestorów. Giełda w Tallinie ma też kłopoty z przyciągnięciem emitentów, bowiem tamtejsze spółki nie widzą na niej kapitału wystarczającego do wchłonięcia oferty. Niektóre spółki przyznają, że jeśli będą chciały przeprowadzić IPO, to zrobią to na Neuer Markt lub nawet na Nasdaq.Papiery żadnej z dwóch największych estońskich spółek nie znajdują się w obrocie wyłącznie w Tallinie. Akcje kontrolowanego przez Szwedów Hansapank są już notowane w Helsinkach, a walory Eesti Telecom handlowane są w Londynie w postaci GDR-ów. Jeszcze większe problemy z płynnością mają giełdy w Wilnie i w Rydze, a obroty tam są zbyt małe, by interesowały się nimi fundusze inwestycyjne. Obie te giełdy są tak małe głównie z powodu niewielkiej skali tamtejszych gospodarek. A im giełda mniejsza, tym łatwiej manipulować kursami i stosować insiding.Spółki, szukające środków na rozwój, wolą zatem pozyskiwać je z prywatnie zarządzanych funduszy venture capital lub poprzez strategiczne partnerstwo z zagranicznym inwestorem. Tamtejszym giełdom też zresztą potrzebne są inwestycje, dlatego ofertę HEX wobec TSE uznano za atrakcyjną.Negocjacje Tallina z Noreksem, który proponował luźniejsze powiązania, załamały się, gdyż od estońskiej giełdy oczekiwano, że weźmie na siebie koszty dostosowania swojej infrastruktury do wspólnego systemu Noreksu.Trzy bałtyckie giełdy już od pewnego czasu podejmowały różne kroki w celu utworzenia bardziej zintegrowanego rynku i zwiększenia płynności. Wprowadzono już wzajemne członkostwo, wspólny system obrotu, a od roku istnieje Bałtycka Lista, na której są wszystkie tamtejsze spółki. Oczywiście fuzja HEX-TSE postawi pod znakiem zapytania przyszłość tej bałtyckiej platformy. Chyba że Tallin okaże się tylko pierwszym kąskiem Helsinek.
J.B., ?Financial Times?