Polska waluta rozpoczęła tydzień z niewielką stratą. Swoją wartość zmniejszyło również euro. Zarówno w Polsce, jak i na świecie czekamy na dane makroekonomiczne.

W pierwszych transakcjach za USD płacono 3,967 zł, za euro zaś 3,704 zł, odpowiadało to 11% powyżej starego parytetu, a więc mniej więcej piątkowemu zamknięciu. Dość szybko przeważyła podaż polskiej waluty i dotarliśmy do 10,6%. Dolar drożał do 3,987 zł, wspólna waluta do 3,716 zł. Potem doszło do odreagowania i kilkanaście minut po 10.00 powtórnie byliśmy w okolicach 11% (3,975 i 3,699). I tym razem jednak nie było stabilizacji. Złoty znowu zaczął tracić. Około 11.00 przekroczyliśmy poziom 10,6% powyżej parytetu, który w ostatnich dniach stanowił poziom wsparcia. Nieznacznie jednak, zatrzymaliśmy się bowiem na 10,55%. Dolara ceniono wtedy na 3,993 zł, walutę europejską zaś na 3,71 zł. Potem przez kilka godzin kurs złotego względem USD nie zmieniał się znacząco, polska waluta umacniała się natomiast wobec euro. Około 13.00 dotarliśmy do 10,7% (euro kosztowało wtedy 3,70 zł) i mniej więcej na tym poziomie dotrwaliśmy do późnego popołudnia. Pod koniec notowań znowu zobaczyliśmy 10,55%. Dolar kosztował 3,996 zł, wspólna waluta 3,712 zł.Obroty na rynku nie były zbyt duże, inwestorzy czekają na dane makroekonomiczne.Negatywny wpływ na złotego wywarły przede wszystkim zamieszczone w prasie wypowiedzi Bogusława Grabowskiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, oraz złe informacje ze Stanów Zjednoczonych (głównie spadek na Nasdaq). Grabowski jest kolejną osobą, która podważa możliwość uzyskania w 2001 roku 18 mld zł z prywatyzacji (taka kwota zapisana jest w budżecie). Będzie to oznaczało konieczność większej emisji papierów skarbowych, co oczywiście niekorzystnie wpłynie (właściwie to już wpływa) na rynek obligacji. Rynek walutowy też reaguje na takie informacje, bo pogarszają one ogólny klimat (zaufania do stabilności finansów publicznych). Zachowanie indeksów amerykańskich giełd zawsze miało wpływ na złotego (przy czym jeszcze kilkanaście miesięcy temu, wpływ ten był znacznie większy). Poniedziałkowa korekta kursu złotego nie jest jednak duża, co może utwierdzać w przekonaniu, że inwestorzy w najbliższym czasie będą czekać na dane makroekonomiczne i przepływy środków przez rynek, powstrzymując się od spektakularnych ruchów. Wydaje się więc, że nie powinno dochodzić na razie do dużych zmian.Na rynku euro również korekta. Pierwszych transakcji dokonywano co prawda po 0,9337 (0,2 centa wyżej niż w piątek na zamknięciu notowań, wspólnej walucie pomogły słabe zamknięcia amerykańskich giełd), ale potem aż do popołudnia przeważała podaż. Około 14.00 osiągnęliśmy 0,9259, czyli poniedziałkowe minimum. Potem rozpoczął się powolny wzrost (w znacznej mierze znowu za sprawą amerykańskich giełd, a dokładnie ich słabego otwarcia). W ostatnich transakcjach za wspólną walutę płacono 0,9293 USD. n