Na rynku polskiej waluty nie działo się nic ciekawego. Niewielkie obroty, mała aktywność inwestorów. Euro odrobiło straty z czwartku.
W pierwszych transakcjach za dolara trzeba było zapłacić 4,15 zł (1,2 grosza mniej niż w czwartek na zamknięciu notowań), za euro zaś 3,692 zł (2 grosze więcej), było to 9,25% powyżej starego parytetu (mniej więcej poziom czwartkowy). Bardzo szybko wystąpił popyt, który zaprowadził nas na 9,8%. USD staniał do 4,11 zł, euro do 3,677 zł. Potem przeważyła z kolei podaż i około 10.00 wylądowaliśmy na 9,4% (4,132 zł, 3,692 zł). Następne godziny przyniosły powolne, ale systematyczne umacnianie polskiej waluty. Po południu osiągnęliśmy 9,7%. W ostatnich transakcjach za dolara płacono 4,123 zł, za walutę europejską 3,683 zł i było to właśnie 9,7% powyżej parytetu.Polskiej walucie pomogły wyniki Nasdaq (który dzień wcześniej wreszcie dość wyraźnie wzrósł). Poza tym podążaliśmy za rynkiem eurodolara.Rano za euro trzeba było zapłacić 0,8914 USD, prawie o centa więcej niż w czwartek na zamknięciu. Potem korekta na 0,8882 (najniższy piątkowy poziom) i w górę tak, że około południa udało się dotrzeć do 0,8966. Ponowna korekta, tym razem jednak mniejsza, i kończyliśmy na 0,8930. Wspólnej walucie pomogły dobre dane o inflacji we Francji (1,4% w lutym, dowiedzieliśmy się o tym o 8.45). O 14.00 poznaliśmy wstępne szacunki dotyczące marcowego CPI w Niemczech. Oczekuje się spadku wskaźnika, rynek nie zareagował jednak zbyt silnie na te informacje.W przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. I będzie to zapewne najważniejsze wydarzenie ostatnich dni marca (chyba że zaskoczą nas amerykańskie giełdy). Analitycy są podzieleni co do możliwej decyzji Rady. Niektórzy uważają, że dojdzie do zmiany stóp, inni, że trzeba będzie na to jeszcze poczekać. Za decyzją o obniżeniu przemawia wyraźnie spadająca inflacja i tym samym rosnące realne stopy procentowe. Poza tym członkowie RPP są pod presją. Obwinia się ich o spowodowanie spowolnienia gospodarczego i wzrostu bezrobocia (wysoki poziom stóp). Z drugiej strony, wcale nie jest pewne, czy spadek inflacji jest zjawiskiem trwałym. Na pierwsze oceny dotyczące kształtowania się cen żywności w ciągu roku trzeba jeszcze poczekać (chodzi głównie o szacunki dotyczące wielkości zbiorów), poza tym popyt wewnętrzny w najbliższych miesiącach może wzrosnąć z powodu wypłaty różnego rodzaju rekompensat. No i najważniejsza kwestia: problemy budżetowe. Na tę sprawę zwracali zresztą uwagę sami członkowie Rady (Bogusław Grabowski wypowiedział się nawet ostatnio, że nie wierzy w osiągnięcie deficytu ekonomicznego na poziomie 1,8%, co będzie oznaczało wzrost popytu wewnętrznego). Może to być bardzo istotny czynnik przemawiający za nieobniżaniem stóp. N