Subiektywna ocena sytuacji
Inwestorzy poczuli się zdradzeni przez Fed. Dlaczego? Po prostu z jego decyzji można wysnućjeden wniosek: Fed będzie patrzył na sytuację w gospodarce i nie będzie za wszelką cenę broniłrynku akcji. Uważam to za duży błąd. Powstaje sprzężenie zwrotne, które ciężko będzie przerwać ? spadająca giełda ciągnie w dół gospodarkę. Ponieważ giełda to zwierzę trudne do okiełznania,obawiam się, że nawet taki kowboj jak Alan Greenspan może nie dać sobie rady.
Rynek amerykańskiMożna powiedzieć, że w minionym tygodniu obserwowaliśmy to, co ?Washington Times? nazwał: ?mad Dow disease? (choroba szalonego indeksu DJIA). Jedna literka zmieniona, a taka duża różnica. Fed zrobił prawie to, czego chciał rynek ? obniżył stopy o 50 pkt. i zasygnalizował, że będzie obserwował sytuację w gotowości do dalszych cięć. To sugerowało, że jest brane pod uwagę (jeśli będzie trzeba) obniżenie stóp między posiedzeniami.Następne posiedzenie jest dopiero za 8 tygodni (15.05). Oczywiście, dla niektórych inwestorów było to rozczarowanie, jeśli czekali na 75 pkt. Obawiam się jednak, że 75 pkt. też pomogłoby na bardzo krótko. Sytuację pogorszyły dodatkowo dane wskazujące na rosnącą inflację.Rynek nie mógł sięzdecydowaćPo decyzji rynek dłuższy czas nie mógł się zdecydować, jak reagować i w końcu poszedł w spiralę wyprzedaży. Nie pomogła ani obniżka, ani nadzieje na następną w bliskim terminie. To pokazuje, jaki jest stan rynku i psychiki inwestorów.Można powiedzieć, że inwestorzy poczuli się zdradzeni przez Fed. Dlaczego? Po prostu z tej decyzji można wysnuć jeden wniosek: Fed będzie patrzył na sytuację w gospodarce i nie będzie za wszelką cenę bronił rynku akcji. Uważam to za duży błąd. Powstaje sprzężenie zwrotne, które ciężko będzie przerwać ? spadająca giełda ciągnie w dół gospodarkę. Ponieważ giełda to zwierzę trudne do okiełznania, obawiam się, że nawet taki kowboj jak Alan Greenspan może nie dać sobie rady.Prawie 75% Amerykanów uważa, że USA wchodzą w recesję (wg sondażu ?Newsweeka?). Przy takich nastrojach i zdecydowanym zmniejszeniu pochodzącego ze wzrostu cen akcji ?efektu bogactwa?, przeciętny Amerykanin wydaje dużo mniej niż poprzednio. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że Amerykanie są chyba najbardziej zadłużonym narodem świata z ujemną stopą oszczędności. Rodziny amerykańskie są zadłużone na 7,6 biliona dolarów. Z funduszy amerykańskich inwestujących w akcje szerokim strumieniem odpływają pieniądze. W tygodniu kończącym się 21.03 wypłynęło 6,2 mld dolarów (największy tygodniowy odpływ od 52 tygodni). Wiara w akcje powoli znika. To są bardzo niebezpieczne zjawiska prowadzące do dłuższej bessy.Ciekawa reakcjaw TokioDosyć ciekawie zareagował rynek japoński po obniżce stóp w USA i wymuszeniu przez Bank Japonii zerowej stopy na swoim rynku. Wzrost Nikkei o ponad 7% nie był rzeczą normalną i głośno komentowano to jako akcję zależnych od rządu funduszy emerytalnych.Nie wykluczyłbym również, że było jakieś ciche porozumienie Japonia ? USA. Niewiele wcześniej premier Japonii odwiedził USA i obiecał, że zrobi wszystko, żeby wyciągnąć Japonię z recesji. Na rynku panowała opinia, że jeśli Nikkei będzie dalej spadał, to banki będą wyprzedawały amerykańskie papiery wartościowe. Podejrzewam, że A. Greenspan bojąc się reakcji Wall Street na obniżkę stóp zapewnił sobie taki ruch rządu Japonii, który miał osłodzić gorzką pigułkę. Jeśli taki rzeczywiście był zamysł, to nie powiódł się. Rynek w ogóle nie tego zauważył.Spadki ostatnich dwóch tygodni nie wyglądają na koniec bessy choćby dlatego, że czołowi analitycy Wall Street przewidują olbrzymie wzrosty indeksów w tym roku (S&P 500 40%, DJIA 33%, Nasdaq 80%). Przy tak ?byczym? nastawieniu analityków do końca jeszcze daleko. Jeśli A.J. Cohen dwa tygodnie temu zalecała zwiększenie ilości akcji w portfelu do 65%, to znaczy, że wszyscy mają dużo akcji i modlą się o hossę. Proporcje gotówka ? akcje musiałyby być zupełnie inne, żeby sygnalizować koniec bessy.Ten tydzień jest bardzo bogaty w dane makro. Najważniejsze to wtorkowe dane (zamówienia na dobra trwałego użytku i indeks nastroju konsumentów). Ponieważ stopy już nie bardzo działają, to złe dane mogą wstrząsnąć rynkiem. Podobnie będzie w piątek. Tam jest cały zestaw, z których najważniejszy jest PMI z Chicago i zweryfikowany indeks nastroju Michigan.Techniczny dramatIndeksy w analizie technicznej wyglądają po prostu dramatycznie. Owszem, w czwartek nastąpiło coś, co wyglądało na klasyczny dzień odwrotu. Indeks dotknął w ciągu dnia kolejnego wsparcia (9100 pkt.) i poszedł w górę o 290 pkt. Jednak po pierwsze następna sesja nie pokazała wcale dużej chęci do kupna akcji, co sugeruje, że czwartkowy odwrót wynikał prawie wyłącznie z realizowania zysku na krótkich pozycjach. Jeśli spojrzy się na wykres DJIA w ciągu ostatnich 6 lat, widać, że bardzo ważna strefa wsparcia (9600?9700) została pokonana bez żadnego problemu i staje się teraz oporem. Ponieważ rynek w dalszym ciągu będzie bombardowany złymi informacjami (ostrzeżenia, wyniki), to nie widzę dużej szansy powrotu nad ten opór. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby ta strefa została pokonana. Gdyby jednak została przełamana, to nie ma żadnych szans na powrót DJIA powyżej 10 200 pkt. (bok diamentu). Uważam jednak, że bez powtórnego testu 9100 pkt. nie obejdzie się.Podobnie jest z Standard&Poor?s 500 ? powrót powyżej 1170 pkt. będzie tak samo trudny, jak 9600?9700 dla DJIA. TRIN podtrzymuje sygnał sprzedaży.Najbardziej bezpiecznie wygląda Nasdaq, który doszedł do linii trendu sześcioletniego (1800 pkt.). Może to być jednak bardzo złudne wsparcie, a jego pokonanie dałoby całkowitą panikę. W piątek indeks doszedł dokładnie do górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego. Opór jest na 2050 pkt. Ten indeks ma szansę, o ile utrzyma się obowiązujący na razie pogląd, że spółki TMT są relatywnie za bardzo przecenione, a tradycyjnej gospodarki za mało. Mielibyśmy wtedy dwa rynki: spadający DJIA i rosnący Nasdaq.Mamy więc klasyczną bessę. Według mnie, nie obliczoną na dni czy tygodnie, ale przynajmniej na miesiące. W bessie przewidzieć ruchy rynku jest bardzo trudno. W każdej chwili mogą wystąpić zarówno duże spadki, jak i duże odreagowania. Jeśli się widzi, jakie są nastroje na rynku i co wynika z analizy technicznej, to nie można być optymistą. Każdy dzień może być wstępem do krachu.Rynek polskiTen tydzień był bardzo dobry dla naszego rynku jeśli porówna się go z tym, co działo się na świecie. Praktycznie nie było reakcji na światową przecenę akcji. Byliśmy oazą spokoju, której mieszkańcy ze zdziwieniem patrzyli na to, co się dzieje na innych giełdach.Polak potrafiPolak potrafi. Dlaczego? Przede wszystkim rynek nie spadał nie tyle ze względu na duży popyt, ile dlatego, że była bardzo mała podaż. Zagraniczni inwestorzy nie sprzedawali, być może dlatego, że nie mają wielu akcji, a być może dlatego, że mocno rozreklamowana jest hossa w drugim kwartale, a akcje już swoje przeszły. Nasze fundusze miały koniec kwartału (windows dressing) i koniec miesiąca, kiedy dostają większość gotówki. W tym tygodniu będzie posiedzenie RPP, która może obniżyć stopy procentowe.Ciekawa jest sytuacja na dwóch kluczowych spółkach (Elektrim i TP SA). W obu przypadkach wydawało się, że rynek dostał informacje, które powinny spowodować wzrosty. Jednak jeśli dokładnie się zastanowić, to wcale nie są dobre informacje.W Elektrimie Vivendi może zmienić zarząd już w tym tygodniu. Ten zarząd może podjąć działania, które mimo protestów udziałowców dadzą pełną kontrolę Francuzów nad PTC i nie będzie o co walczyć. NWZA 20.04 będzie mogło już tylko podjąć kroki odwetowe, ale w interesach takich rzeczy się nie robi ? szkoda czasu i pieniędzy. Walki o akcje może więc nie być.Jeśli chodzi o TP SA to rozpoczęcie negocjacji na linii FT ? SP jest dobrą informacją, ale... Jeśli FT będzie dyskutowało o cenie, to może niekoniecznie zależy mu, żeby na rynku te akcje były drogie? Poza tym zbliża się oferta publiczna. Być może z tych powodów akcje tych spółek są bardzo słabe. Dochodzi jeszcze KGHM bardzo wysoko ceniony przez analityków, chociaż ja nie wiem dlaczego. Przy osłabieniu rozwoju gospodarek światowych cena miedzi będzie szła w dół, a wyceny aktywów telekomunikacyjnych KGHM też będą obniżane.Groźby i prośbyWydarzeniem tego tygodnia będzie posiedzenie RPP. Ze wszystkich stron płyną groźby i prośby o obniżenie stóp. W Polsce chyba już tylko to szacowne grono ma jakieś wątpliwości.Czy się ugną? Mają niby powody (nierealny budżet, możliwość wzrostu inflacji), żeby stóp nie obniżyć, ale presja jest tak duża, że mogą nie wytrzymać. Jeśli chodzi o inflację, to już Fed pokazał, co trzeba robić, kiedy zagrożony jest rozwój, nie oglądając się na inflację. Wydaje się, że również EBC zmienia zdanie i niedługo stopy obetnie.Blisko nas jest przykład, który pokazuje, że można pogodzić rozwój z inflacją. Węgrzy maja inflację powyżej 10% (u nas około 6%), a stopy procentowe (krótkoterminowe) 11,15% (u nas 18,09%). Czy coś złego dzieje się na Węgrzech? Nie. Czyli można, prawda? Tylko nie trzeba trzymać się kurczowo jednej linii.Czy RPP pod wodzą L. Balcerowicza potrafi zmienić zdanie? Nie wierzę w to. Nawet jeśli stopy zostaną obniżone 28.03, to o 100 pkt., co znowu niczego nie zmieni. Konieczne byłoby uderzenie bardzo mocne (200?300 pkt.). To mogłoby jednak wywołać wyjście inwestorów ze złotego i kryzys walutowy.Złoty dalej trzyma się mocno, mimo dużych niepokojów na świecie. Trochę osłabł, ale niedługo powinien się znowu wzmocnić. Z analizy technicznej wynikałoby, że dopiero przełamanie poziomu 4,17 spowodowałoby duże osłabienie. W ogóle wydaje się, że wykres rysuje formację odwróconej RGR. Gdyby tak było, a prawe ramię miało podobną długość do lewego, to początku bardzo dużego osłabienia złotego można by było oczekiwać w okolicach drugiej połowy maja. To na razie tylko hipoteza.Wróćmy jednak do RPP. Takie czekanie na decyzję może utrzymać rynek we względnej formie pod jednym wszelako warunkiem: spokoju na rynkach światowych. Nie można mieć kosztownych złudzeń, że jeśli na świecie znowu giełdy zaczną spadać, to nasz rynek pozostanie oazą spokoju. Zamazany obrazW analizie technicznej obraz jest bardzo zamazany. Indeks cenowy pokonał wieloletnią linię trendu wzrostowego, ale szybko nad nią wrócił, co trzeba zakwalifikować jedynie jako naruszenie linii trendu. To daje nadzieję. Za to WIG nie tylko nie powrócił nad podobną linię trendu, ale dodatkowo wcale nie ma na to ochoty (w tej chwili 15 300?15 500 pkt.). WIG20, co prawda, wyszedł z kanału trendu spadkowego, co jest bardzo dobrym znakiem, ale nie może sobie dać rady z najbliższym oporem na 1415 pkt., a nawet ze średnią 15-sesyjną, od której konsekwentnie się podczas ostatnich 4 sesji odbijał. Mocnym sygnałem kupna byłoby pokonanie średniej 15-sesyjnej i oporu na 1415 pkt. W przypadku gdyby indeks nie przełamał oporu i wrócił do kanału trendu spadkowego, można by było liczyć na zatrzymanie w okolicach 1200?1250 pkt.Co z tego wynika? Pod warunkiem że rynki światowe uspokoją się (szczerze mówiąc ? wątpię) mamy szansę na ruch do 1500 pkt. Do środy (posiedzenie RPP) może być trochę spokoju i rozgrywanie poszczególnych spółek (tak jak w ostatnim tygodniu). Możemy być świadkami przechodzenia kapitału w przecenione spółki TMT z tradycyjnej gospodarki (naśladownictwo USA). Jednak po posiedzeniu RPP będzie rozczarowanie i wejdziemy znowu do głównego nurtu europejskiego.
Piotr Kuczyński