Przepisy wchodzącej w życie 22 czerwca ustawy o przeciwdziałaniupraniu brudnych pieniędzy zupełnie nie uwzględniają specyfikitransakcji zawieranych przez giełdowych inwestorów. Albobiura maklerskie będą nagminnie łamać nowe prawo,albo systemowi składania zleceń grozi paraliż.

Dariusz Jarosz

Przyjęta ?ustawa o przeciwdziałaniu wprowadzaniu do obrotu finansowego wartości majątkowych pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł? została już skrytykowana przez przedsiębiorców. Ich zdaniem, stawia ona w jednym szeregu z przestępcami uczciwych biznesmenów, którzy będą musieli udowadniać swoją niewinność. Bardzo dużo zastrzeżeń do nowych przepisów mają przedstawiciele polskiego rynku kapitałowego.? Obawiam się, że od momentu wejścia w życie ustawy wszyscy w domach maklerskich będą musieli łamać prawo, gdyż nikt nie będzie w stanie tak skonstruowanych przepisów realizować ? powiedział Krzysztof Grabowski, prezes Związku Maklerów i Doradców.Dane o każdej transakcji powyżej 10 tys. euro (zarówno w ramach pojedynczej, jak i kilku powiązanych operacji) mają być przekazywane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Jeśli zajdzie podejrzenie prania brudnych pieniędzy, GIIF może wstrzymać transakcję na 48 godzin, jednocześnie zawiadamiając prokuratora. Informacji o transakcjach bez sądowego nakazu będą mogli żądać od Generalnego Inspektora: minister spraw wewnętrznych, szef UOP, organy kontroli skarbowej, prezesi GUC, PUNU, UNFE, NIK, przewodniczący KPWiG i szef WSI. Przepis mówiący, że GIIF w ciągu 12 godzin od potwierdzenia przyjęcia zawiadomienia może nakazać wstrzymanie transakcji na okres nie dłuższy niż 48 godzin jest w przypadku giełdowych transakcji zupełnie oderwany od rynkowych realiów.? Niestety, nikt z nami nie konsultował wprowadzanych regulacji. Prace nad ustawą przebiegały poza naszymi plecami. Ponieważ nie uwzględniono stanowiska praktyków, ustawa jest zupełnie oderwana od realiów pracy biur maklerskich ? uważa Krzysztof Wantoła, prezes Izby Domów Maklerskich.

Krzysztof Wantoła podkreślił, że środowisko przychylnie odnosi się do potrzeby ograniczenia zjawiska prania brudnych pieniędzy, jednak przyjęte rozwiązania z pewnością nie są przyjazne dla biur maklerskich.? Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy dane pieniądze pochodzą z legalnego źródła, czy też nie, a przecież z tym wiąże się odpowiedzialność biura za wstrzymywanie transakcji giełdowych ? powiedział Krzysztof Wantoła.Wiele wątpliwości wzbudza już sama definicja transakcji zawarta w ustawie. Zgodnie z nią każde kupno i sprzedaż papierów wartościowych podlega konieczności rejestracji i informowania GIIF. ? Przepływ pieniędzy do i z biura maklerskiego powinien jak najbardziej podlegać wymogom ustawy. Natomiast informowanie o transakcjach kupna lub sprzedaży papierów, jakie realizuje inwestor bez wyprowadzania środków na zewnątrz biura, nie ma większego sensu ? uważa Krzysztof Grabowski. Jego zdaniem, zupełnym nieporozumieniem jest artykuł mówiący o konieczności rejestracji i sprawdzenia wszystkich danych klienta przy każdej składanej przez niego dyspozycji. Obejmuje on dane dotyczące adresu, imion i nazwisk rodziców, cech dokumentu tożsamości, daty i miejsca urodzenia oraz obywatelstwa. Jak to robić, gdy np. przy zleceniu telefonicznym od inwestora makler wymaga obecnie tylko podania imienia i nazwiska oraz hasła?Interesujący jest także wymóg rejestracji beneficjentów transakcji. Należy ustalić i zapisać ich tożsamość oraz adres. ? Przecież jest to niewykonalne, gdyż obrót giełdowy jest anonimowy i nie jest znana druga strona transakcji ? podkreśla Krzysztof Grabowski. ? Nawet po jej zawarciu biuro maklerskie nie może informować, kto był drugą stroną transakcji, gdyż podlega to tajemnicy zawodowej ? dodaje.Równie kontrowersyjny jest cały rozdział ustawy dotyczący wstrzymywania transakcji, jeśli istnieje podejrzenie, że ma ona związek z popełnieniem przestępstwa. Zdaniem przedstawicieli biur maklerskich, wprowadzone w nim za teoria. Biuro powinno zawiadomić GIIF przed dokonaniem giełdowej transakcji. Obecnie, gdy szybkość składania i realizacji zlecenia na GPW liczona jest w sekundach, jest to praktycznie niemożliwe. Ustawodawca przewidział jednak, że w tego typu przypadkach o transakcji należy poinformować niezwłocznie po jej przeprowadzeniu, dodatkowo podając przyczyny braku wcześniejszego zawiadomienia. Można sobie zatem wyobrazić, że maklerzy będą standardowo składać informację po każdej transakcji i wpisywać do zawiadomienia formułkę usprawiedliwiającą takie działanie koniecznością szybkiego przesłania zlecenia na giełdę.? W praktyce może to oznaczać 20 tys. zawiadomień dziennie plus 20 tys. identycznych w treści wyjaśnień ? stwierdził prezes Grabowski. Jego zdaniem, makler będzie zmuszony do przekazywania informacji praktycznie o każdym zleceniu, gdyż nigdy nie wiadomo, czy zlecenie o wartości np. 1 tys. euro nie będzie elementem większej całości, która w sumie przekroczy 10 tys. euro. nWygląda na to, że nikt nie interesował się, w jaki sposób w praktyce przepisy będą przestrzegane i egzekwowane. Pracownikom biur maklerskich za niedopełnianie obowiązków związanych z rejestracją i zawiadamianiem o transakcji, identyfikacją klienta i wstrzymywaniem transakcji grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Biura maklerskie chcąc sprostać wymogom ustawy zaleją zawiadomieniami GIIF. W gąszczu informacji bardzo trudno będzie mu zidentyfikować prawdziwych przestępców.

DARIUSZ [email protected]