Doświadczeni redaktorzy powiadają, że jeszcze żadnemu tekstowi nożyczki nie zaszkodziły, co znaczy, że każdy tekst można skrócić, z korzyścią dla niego. Jeśli ktoś nie potrafi na jednej stronie standardowego maszynopisu wyjaśnić prostym językiem, o co mu chodzi, to pewnie nie ma nic do powiedzenia albo chce tak w tekście zamotać, żeby wszyscy mieli go za znacznie mądrzejszego niż jest w rzeczywistości. Po co mi ten wstęp na temat celowości oszczędzania słów?Bo dziwi mnie, że w dyskusjach na temat stóp procentowych, jakie przewijają się przez polską prasę ekonomiczną (!), dostrzegam potoki słów i bardzo mało argumentów. Wielostronicowe wyjaśnienia Rady Polityki Pieniężnej też niczego nie wyjaśniają (por. artykuł prof. Wojtyny w ?GW? z 27.03.br.). Pokazywanie palcem na deficyt, inflację, działania rządu..., bez analizy przyczyn tego czy innego procesu mówią niewiele. Notabene, tak to zdenerwowało niedawno jednego z autorów ?Naszego Rynku Kapitałowego?, Krzysztofa Zatorę, że zaproponował wymianę RPP na automat do wyliczania stóp w zależności od inflacji: jedno równanie z jedną niewiadomą ? wystarczyłby prosty wzór matematyczny.Wielu dziennikarzy popiera obecną politykę RPP, kierując się rzadko własną znajomością tematu, polegając za to głównie na opiniach znajomych analityków i finansistów. Nic w tym zdrożnego, gdyż to nie dziennikarz ma być ekspertem; on musi tylko umieć dotrzeć do ekspertów. Byle nie byli to przedstawiciele tylko jednego środowiska, np. eksperci ds. makroekonomii w największych bankach, bo oni mają swoją określoną optykę. To nie znaczy, że mówią bzdury. To znaczy, że trzeba wiedzieć, kto jest kim, jeśli na jego poglądach chce się budować własne zdanie.Sam postępuję podobnie, budując swoje zdanie na podstawie docierających do mnie opinii, ale chyba docieramy do innych kręgów osób, bo w kręgu moich rozmówców wyrażane są często zdania odmienne albo wręcz przeciwne do tamtych. Prof. W. Koziński (?NRK?, 3/2001) wskazał na błędną politykę kursową jako na jedno z ważnych źródeł zwiększającego się deficytu w obrotach handlowych, co niejako ?wymusza? podnoszenie stóp procentowych. Bardzo dokładną i obszerną analizę prawną rządowych projektów ustawy o NBP i prawa bankowego przedstawił niedawno Ryszard Tupin (?Rzeczpospolita? z 26.03.2001 r.).Czy aby na pewno problem odpowiedniej wysokości stóp procentowych jest aż tak zawiły, że zwykły dziennikarz, analityk, makler... nie jest go w stanie pojąć? Korci mnie, żeby na tę sprawę spojrzeć normalnie, zdroworozsądkowo. W końcu kapitał to kapitał, a z rentą od kapitału, kuponem, procentem, spotykamy się na co dzień.Wysokie stopy procentowe sprzyjają wysokim zyskom kapitałodawców, a niskie koszty kapitału zwiększają zyski kapitałobiorców, czyli przedsiębiorstw i firm, które nim obracają i które go ostatecznie pomnażają. Na końcu każdego procesu finansowego jest jednak podmiot gospodarczy. Pytanie o stopy jest więc pytaniem o warunki gospodarowania i o podział tych zysków. Czy więcej zatrzyma przedsiębiorca, czy więcej zabierze ten, kto mu dostarczył kapitał niezbędny dla działalności gospodarczej?Zbyt niskie stopy procentowe sprzyjają marnotrawieniu kapitału, niegospodarności, zatrzymywaniu procesów optymalizacji produkcji i restrukturyzacji przedsiębiorstw. Zbyt wysokie stopy zwiększają zyski kapitałodawców, dostarczycieli kapitału. To z kolei sprzyja pogłębianiu się podziałów (bogaci stają się jeszcze bogatsi mniejszym wysiłkiem), przeszkadza racjonalizowaniu procesów inwestowania, ?rozleniwia? kapitał. W efekcie zbyt wysokie stopy, podobnie jak i zbyt niskie, hamują wzrost gospodarczy, przeszkadzają zdrowej konkurencji i awansowi najbardziej zdolnych i kreatywnych jednostek.W Polsce dodatkowo mamy problem permanentnego braku kapitału w przedsiębiorstwach i spółkach publicznych, a sektor finansowy został prawie w całości sprzedany. Wysokie stopy procentowe sprzyjają więc coraz lepszym wynikom banków (w większości zagranicznych) i coraz gorszym wynikom podmiotów gospodarczych. Gołym okiem widać to na przykładzie wyników spółek giełdowych zwłaszcza w ostatnich latach.Czy żądanie zasadniczej zmiany polityki stóp procentowych jest zatem nieuzasadnione, kiedy realne stopy procentowe ? nawet po ostatnich obniżkach ? przekraczają u nas 10%, a u sąsiadów (Niemcy, Czechy, Węgry, Francja, USA, zresztą w całym cywilizowanym świecie) wynoszą w granicach: 1,5?4%? I komu ta polityka służy? Przecież wstrzymanie rozwoju gospodarczego skutkuje coraz większym deficytem budżetowym, koniecznością coraz większych nakładów na cele socjalne, powiększaniem się obszarów biedy. Zmniejsza się atrakcyjność inwestycyjna naszego kraju, coraz mniej wykształceni i coraz bardziej ogłupiali ludzie nie pomnożą żadnego kapitału, nawet obcych towarów będą kupować coraz mniej. Nawet dla dostarczycieli kapitału jest to polityka krótkowzroczna.Konieczność zasadniczej obniżki realnych stóp procentowych, np. do wysokości porównywalnej z naszymi sąsiadami, jest dla wielu ekonomistów, zwłaszcza związanych z praktyką gospodarczą, oczywista. Jak konkretnie kształtować tę politykę w połączeniu z innymi instrumentami polityki pieniężnej ? to już inny, znacznie bardziej skomplikowany problem.

Paweł Orkiszredaktor naczelny?Naszego Rynku Kapitałowego?