Ostatnie sesje są, w moim odczuciu, charakterystyczne dla okresu konsolidacji, i to takiej, z której powinien się urodzić jakiś poważniejszy impuls wzrostowy. Rynek charakteryzuje się dużą zmiennością i z dnia na dzień generuje sprzeczne sygnały, a poza tym w ograniczonym stopniu reaguje na wskazania z giełd zagranicznych. Gdyby się jednak dokładniej przyjrzeć, to okaże się, że ta zmienność naszego rynku jest tylko pozorna. Od dwóch tygodni subindeksy większości sektorów znajdują się w trendach wzrostowych, a ponowne testowanie poziomu 1300 punktów w zeszłym tygodniu to tylko i wyłącznie ?zasługa? Żywca i firm telekomunikacyjnych. Co ważniejsze, na przekór wskazaniom płynącym z Nasdaqa, w trendzie wzrostowym znajdują się również polskie firmy z sektora informatycznego, co sugeruje jednoznacznie, że wyczerpuje się presja podażowa na tych spółkach i że ostatnia akumulacja została dokonana przez tak zwane silne ręce. Przypomina mi to trochę sytuację z października ub.r., kiedy przez długi czas po rozpoczęciu wzrostów dominował na rynku jeszcze duży sceptycyzm (patrz komentarze analityków i dziennikarzy), a hossa została odtrąbiona dopiero w połowie grudnia, a więc na dwa tygodnie przed jej zakończeniem. Z technicznego punktu widzenia o tym, czy obecne ?niezauważalne? wzrosty stanowią zaczątek czegoś trwalszego i większego będzie można powiedziec dopiero po przebiciu ostatnich lokalnych maksimów. Ostrożność nakazywałaby więc powstrzymać się jeszcze z jakimikolwiek działaniami, aczkolwiek skłaniałbym się do uwierzenia we wskazania szerokiego rynku.