Prezes Deloitte & Touche Central Europe, były przewodniczący KPW Lesław Paga

Jak Pan wspomina pierwszą sesję giełdową?Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na pierwsze notowanie. Miało ono wymiar symboliczny, i to podwójnie. Po pierwsze, inauguracyjna sesja (tak jak i następne) odbywała się w dawnym gmachu Komitetu Centralnego PZPR, czyli w budynku, który przeszedł historyczną metamorfozę. To notowanie pokazywało, że w historii Polski zaszło coś bardzo ważnego i tym samym stało się symbolem zmieniających się czasów. Po drugie, na tej sesji po raz pierwszy po wojnie miało dojść do konfrontacji wolnorynkowego popytu z podażą akcji i wyznaczenia ich kursów. Nikt nie był pewien, czy to się uda. Kursy zostały jednak wyznaczone i odczuliśmy ogromną ulgę. Zyskaliśmy punkt odbicia, od którego rzeczywiście można było zaczynać normalny handel. Na szczęście obyło się bez falstartu.Gdyby z perspektywy 10 lat przyszło Panu dzisiaj ocenić twórców warszawskiej giełdy, to komu przyznałby Pan Oskary za scenariusz i reżyserię?Jeśli mówimy o tym w kategorii filmu, to uważam, że najważniejsze role odegrali producenci i tutaj Oskar należy się rządowi Tadeusza Mazowieckiego, bo to on miał od początku zapisaną w swym programie odbudowę giełdy papierów wartościowych. Zasłużyli się także Leszek Balcerowicz i Krzysztof Lis ? obaj od początku wierzyli w giełdę o wysokich standardach dopuszczeniowych. Trzeba również wymienić kolejnych ministrów przekształceń własnościowych ? Waldemara Kuczyńskiego i Janusza Lewandowskiego. Scenografię tworzyliśmy w kilkuosobowym zespole. Obok Wiesława Rozłuckiego warto przypomnieć Grzegorza Jędrzejczaka. Na uznanie zasługują także zespoły KPW oraz GPW. Co prawda, nie zawsze za sobą przepadały, ale nie przeszkodziło im to w konsekwentnej współpracy na rzecz giełdy.Więc to iskrzenie pomiędzy KPW a GPW było jednak iskrzeniem twórczym.Myślę, że tak. Nam naprawdę zależało, by te instytucje działały najlepiej w otaczających je warunkach. Każdy z nas podpisywał ważne decyzje własnym nazwiskiem i ponosiliśmy za nie odpowiedzialność.Gdy pełnił Pan funkcję przewodniczącego KPW przylgnęło do Pana określenie ?srogi ojciec maklerów?. Skąd to się wzięło?Jeśli mówią o kimś ojciec, to już nie jest źle. Uchwalaliśmy nowe prawo dla rynku kapitałowego, by było ono przestrzegane. Proszę pamiętać, że okres, w którym powstawała giełda, był czasem przełomu, a w takich czasach zawsze następuje erozja prawa. Dlatego też do jego egzekwowania podchodziliśmy rygorystycznie. Filozofia była taka, że jeśli od początku będziemy tolerować chwasty, to w późniejszym okresie będzie nam bardzo trudno oczyścić rynek. Jestem przekonany, że ta filozofia wygrała. Pojawiały się osoby, również w szeregach maklerów, które chciały oszukiwać. Ale w pewnym momencie chyba zrozumiały, że nie ma dla nich miejsca i że muszą z tego zawodu zrezygnować.Co się stało z kolejkami drobnych inwestorów czekających, by złożyć zlecenie? Czy kiedykolwiek powrócą czasy ogromnego zainteresowania giełdą z lat 1993?1994?Kolejki stały już po kupno akcji prywatyzowanych pierwszych pięciu przedsiębiorstw w 1991 r. Ówcześni inwestorzy podejmowali decyzje kierując się zupełnie innymi przesłankami niż dzisiaj. Ludzie nie przywiązywali większej wagi do prospektów. Kupowano np. akcje Krosna, bo ta spółka produkowała ładne szkło. Być może inwestorom brakuje obecnie tej energii, tego zapału i witalności, którą mieli przed laty. Wiele osób chciało w ciągu tych 10 lat sprawdzić swe umiejętności w inwestowaniu. Część z nich sparzyła się, ale to nie byli statyści. To byli aktorzy. I to im zawdzięczamy, że spółki od początku notowań były płynne. W okresie wielkiej hossy mieliśmy do czynienia z młodzieńczą miłością społeczeństwa do giełdy. Ta więź była bardzo silna i trudno będzie ją odbudować. Wierzę jednak, że teraz motorem napędzającym giełdę staną się fundusze emerytalne. Zawsze narzekaliśmy na brak na GPW polskich inwestorów instytucjonalnych. Fundusze właśnie się pojawiły i stają się coraz silniejsze, gdyż cały czas napływają do nich pieniądze. OFE są dziś ?maklerem? lokującym aktywa tej wielkiej rzeszy drobnych, pasywnych inwestorów.Czy GPW potrzebna jest prywatyzacja? Który alians byłby dla niej najlepszy?Jest potrzebna. Uważam, że dzięki temu będzie mogła prężniej działać. Obecnie o większości spraw decyduje Skarb Państwa. Gdy akcje znajdą się w prywatnych rękach, giełda w większym stopniu będzie mogła sprostać zagranicznej konkurencji. Trudno powiedzieć, który alians jest lepszy. GPW potrzebuje jednak partnera, nawet jeśli utraci w pewnym stopniu swą tożsamość. Proszę zwrócić uwagę, że Komisja Europejska podjęła prace nad stworzeniem wspólnej Europejskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Jeśli będą wspólne regulacje, to i giełdy zaczną tworzyć wspólną płaszczyznę obrotu. Musimy na niej zaistnieć.Dziękuję za rozmowę.

Oprac. Dariusz Jarosz