Zmiana strukturalnych czynników wzrostu gospodarki strefy euro leży po stronie rządów, a nie gestorów polityki pieniężnej. Tego rodzaju przesłanie skierował podczas środowej konferencji prezes EBC Wim Duissenberg do analityków i dziennikarzy, informując ich jednocześnie o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian. Czyż nie brzmi ono znajomo? Niższe niż w zeszłym roku (oraz znacznie poniżej średniej dla strefy euro) tempo wzrostu gospodarczego Niemiec i dużo niższe od zakładanych przez polski rząd wskaźniki wzrostu PKB w br. opublikowane przez analityków OECD nikogo nie napawają optymizmem. Jednak ani wspomniane wskaźniki, ani zagrożenia wynikające z rekordowego umocnienia złotego (powyżej 11% odchylenia od starego parytetu) nie są ostatnio w stanie powstrzymać warszawskiego rynku akcji od wzrostów. Jest kilka możliwych przyczyn takiej sytuacji. Albo ostatnie wzrosty są jedynie solidną korektą poważnego trendu spadkowego. Albo, na co wskazuje determinacja indeksu w kształtowaniu kolejnych białych świec (mamy ich już sześć), możemy liczyć na potwierdzony powrót do długoterminowego kanału wzrostowego i w dalszej perspektywie na wybicie z kanału spadkowego zapoczątkowanego w marcu zeszłego roku. Za drugim scenariuszem niewątpliwie przemawia długo przez wszystkich oczekiwany wzrost obrotów i potwierdzenie ostatnich wzrostów na wskaźnikach RSI i MACD. Jednak nie dzielmy jeszcze skóry na... niedźwiedziu. Mimo dobrych początków przydałoby się jeszcze potwierdzenie w postaci kilku dobrych informacji okołorynkowych.