Raport InstytutuFinansów Międzynarodowych
Największe światowe banki zdecydowały się na obniżenie prognozy dotyczącej wartości zagranicznych inwestycji na światowych emerging markets w 2001 r. Powinny one łącznie wynieść ok. 150 mld USD, a więc mniej więcej tyle samo, co w 2000 r., choć ? jak pisze Bloomberg ? w styczniu banki spodziewały się o 10% więcej, czyli 166 mld USD.Przedmiotem ankiety, przeprowadzonej wśród przedstawicieli 320 instytucji finansowych na całym świecie przez Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF), były wszystkie zagraniczne inwestycje na emerging markets, począwszy od kupna obligacji, kończąc na inwestycjach bezpośrednich, takich jak np. budowa fabryki. Dyrektor IIF Charles Dallara tłumaczy pogorszenie nastrojów wśród finansistów coraz gorszą koniunkturą panującą w globalnej gospodarce.? Niepokojące są trudności z wychodzeniem z recesji czołowej światowej gospodarki, jaką jest gospodarka japońska. Jeśli dodać do tego niepewną przyszłość gospodarki USA, która boryka się z wyraźnym zwolnieniem tempa wzrostu oraz podobne oznaki pojawiające się w Europie Zachodniej, to naprawdę nie ma powodów do optymizmu ? uważa C. Dallara.Według ostatnich danych opublikowanych przez MFW, w 2001 r. amerykański PKB może wzrosnąć zaledwie o ok. 1,5%. Optymistyczny scenariusz zakłada też, że gospodarka japońska może wzrosnąć zaledwie o 1%, stosunkowo najlepiej wygląda zaś sytuacja w Unii Europejskiej, gdzie PKB powinien zwiększyć się o 2,5?3%. Wynika z tego, że wzrost gospodarki światowej może, co najwyżej, nieznacznie przekroczyć 3%, wobec 5% w 2000 r.Zdaniem Charlesa Dallary, słabsza koniunktura w gospodarkach najbogatszych krajów spowoduje znaczny spadek eksportu na te rynki ze światowych emerging markets. Szef IIF wskazuje tu na przykład takich emerging markets, jak Indonezja, Brazylia i kraje Dalekiego Wschodu oraz Ameryki Łacińskiej, które w 2000 r. zanotowały wzrost eksportu średnio o ponad 20%, w tym roku zaś powinny być zadowolone, jeśli zwiększy się on o 5?7%. Wśród najbardziej zagrożonych wymienia on też Węgry i Czechy. Według Dallary, obecnie jedyne, co mogą uczynić rynki wschodzące, to położenie nacisku na stworzenie dobrych warunków dla inwestorów (np. lepsze relacje z potencjalnymi inwestorami w akcje czy obligacje), wzmocnienie systemów bankowych oraz zwiększenie przejrzystości informacji dotyczących wskaźników makroekonomicznych.
Ł.K., Bloomberg