Walory, które trafiły do ciągłych, cieszyły się na wczorajszej sesji znacznie większym zainteresowaniem inwestorów, w porównaniu z tymi, które notowane są w systemie podwójnego fixingu.Mirosław Szczepański, zastępca dyrektora działu notowań GPW, przestrzega jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków. ? Pamiętajmy, że to dopiero pierwsza sesja, na której dodatkowo obserwowaliśmy większe obroty niż przeciętnie. Jej dane mogą być zatem mylące, więc na dokładniejsze oceny poczekajmy przynajmniej tydzień ? mówi PARKIETOWI M. Szczepański. Nie zmienia to jednak faktu, iż papiery wszystkich 29 spółek, które awansowały do notowań ciągłych, zanotowały obrót. Tylko w przypadku Baumy zawarto zaledwie jedną transakcję, a w kilku następnych: po dwie do pięciu transakcji, lecz były to raczej wyjątki od reguły. ? Tylko 5 spółek nie miało ceny na otwarciu notowań. W czasie sesji zmiany kursu były jednak widoczne, a na wielu spółkach handlowano przez cały dzień ? przyznaje M. Szczepański. Ocenia on jednocześnie (chociaż nie przeprowadzano dokładnej analizy), że animatorzy nie mieli decydującego wpływu na wielkość obrotów.Na niekorzyść dla tych emitentów, którzy pozostali na podwójnym fixingu, przemawia fakt, iż już od samego początku zaznaczyła się dalsza marginalizacja tego segmentu rynku. Aż czternaście papierów nie zanotowało bowiem żadnego obrotu, podczas gdy dotychczas ? przy znacznie szerszej reprezentacji ? w ciągu dnia nie zawierano transakcji na maksimum kilku walorach. ? Wygląda na to, że wraz ze spadającą ?widocznością? tych akcji, znacznie maleje zainteresowanie nimi wśród inwestorów ? podsumowuje M. Szczepański.
Adam Mielczarek