W Europie spadek popytu na wołowinę będzie się pogłębiał. Nie będzie to zjawisko przejściowe lecz mające trwały charakter - uważa prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. "Oznacza to kilkuletni okres niskich cen żywca i mięsa wołowego, malejącą opłacalność produkcji" - powiedział Urban podczas piątkowego seminarium "Zrozumieć negocjacje" przygotowanego przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Jego zdaniem trzeba będzie dostosować produkcję wołowiny do obniżonego popytu, a w związku z tym niezbędne będzie zmniejszenie intensyfikacji chowu bydła w tych krajach i gospodarstwach rolnych, które osiągnęły nadmiernie wysoki jej poziom. "Dopiero po zakończeniu tych procesów dostosowawczych możliwy będzie stopniowy wzrost cen żywca i mięsa wołowego" - stwierdził Urban. Poinformował, że w procesach dostosowawczych polskiego sektora mięsa wołowego do UE, trzeba będzie zwiększyć wydatki na rozwijanie systemów zabezpieczenia zdrowotnej jakości mięsa. Niezbędne będzie zaostrzenie wymagań weterynaryjnych i sanitarnych producentom i przetwórcom mięsa. Konieczne także będą wydatki na wyłączenie z łańcucha pokarmowego zwierząt tych składników, które są ryzykowne w żywieniu człowieka oraz na ich utylizację i niszczenie. W cenie prof. Urbana, spadek popytu na wołowinę jest spowodowany przez chorobę BSE oraz przez pryszczycę, która dotyka zwierzęta parzystokopytne. W Polsce dotychczas nie stwierdzono zachorowania bydła na BSE, tzw. chorobę szalonych krów, ani parzystokopytnych na pryszczycę.
(PAP)