W obliczu groźby recesji w amerykańskiej gospodarce Fed podjął nieoczekiwaną decyzję o obniżcestóp procentowych o kolejne 50 pkt. bazowych. Zostało to owacyjnie przyjęte przez główne rynki akcji na świecie. Najwięcej profitów dostarczył inwestorom DJIA (+5,6%).
Stany ZjednoczonePo raz drugi w tym roku Fed zdecydował się zredukować podstawowe stopy procentowe pomiędzy regularnymi posiedzeniami FOMC. Większość obserwatorów oczekiwała tego ruchu na posiedzeniu 15 maja. Tak się nie stało i amerykańskie władze monetarne dokonały cięć stóp 18 kwietnia. Bez wątpienia po raz kolejny Fed udowodnił, że jest nieprzewidywalny, a inwestorzy muszą się jeszcze wiele nauczyć, aby właściwie odczytywać jego intencje. Jednocześnie obniżka o 200 pkt. bazowych w niespełna cztery miesiące była najagresywniejszą operacją Fed od dwudziestu lat. Pokazuje to najlepiej determinację, z jaką organ ten walczy o przedłużenie amerykańskiej prosperity od początku lat dziewięćdziesiątych.Od początku stycznia Fed zmniejszył oprocentowanie funduszy federalnych o 2 pkt. proc. (do 4,5%), czyli o 30% w stosunku do wartości najwyższej (6,5%). W ostatnich pięćdziesięciu latach efektem takiego działania był wzrost indeksów giełdowych. Od 1958 roku 10 razy zdarzyło się, aby stopy procentowe były redukowane o 30% i za każdym razem w rok po decyzji S&P 500 było wyżej niż w dniu obniżki. Średnio indeks zwiększał swoją wartość o 1/4 w ciągu dwunastu miesięcy od redukcji (patrz tabela).Czy będzie tak tym razem? Metody statystyczne pozwalają uprawdopodobnić wystąpienie zdarzenia. Na podstawie danych z przeszłości widać, że najbardziej możliwym zachowaniem się rynków akcji są wzrosty. Nie sposób jednak wykluczyć, że do jedenastu razy sztuka i tym razem giełda spłata figla.Wiele zależy od stanu, w jakim znajduje się gospodarka. Dyskusja pomiędzy zwolennikami recesji a spowolnienia gospodarczego zdaje się przybierać na sile za oceanem. Stan spowolnienia zaczyna się przedłużać, co prowokuje do rozważania scenariuszy recesyjnych. W dalszym ciągu pozostaję zwolennikiem spowolnienia, a nie recesji. Sporo wyjaśnią w tej mierze dane makroekonomiczne, które pojawią się w najbliższych dniach. Piątkowy PKB był dużo lepszy niż oczekiwany przez analityków. W opinii ogółu wzrost PKB w pierwszym kwartale 2001 roku miał wynieść 1% (niektóre ośrodki analityczne były większymi optymistami i szacowały wzrost na 1,3-1,5%). W rzeczywistości 2-proc. wzrost PKB przekonuje, że z gospodarką amerykańską nie jest tak źle, jak przypuszczali najwięksi pesymiści. Poprawie PKB sprzyjały dobre wyniki w handlu zagranicznym. Gospodarstwa domowe i firmy elastycznie reagują na wzrost bezrobocia i spadek nakładów inwestycyjnych, zwłaszcza na nowoczesne technologie. W lutym import zmniejszył się o 4,4%, co w połączeniu z rosnącą aktywnością korporacji amerykańskich na rynkach zagranicznych przełożyło się na zmniejszenie deficytu w obrotach handlowych, który był najniższy od roku.Tuż po informacjach o PKB od początku maja nadejdą wieści o NAPM (1 maja), stopie bezrobocia (4 maja) i PPI (11 maja). Wiele one wyjaśnią. Przypuszczam, że wzmocnią oczekiwania poprawy koniunktury w Stanach Zjednoczonych.Najbardziej przecenionym segmentem notowań jest Nasdaq. Od 4 kwietnia tego roku Nasdaq Composite zyskał już przeszło 1/5. Znaczyłoby to, że zgodnie z metodologią amerykańską jesteśmy w hossie. Na wykresie nie widać formacji odwrócenia trendu, wielomiesięczne dywergencje na niektórych oscylatorach zdają się pozostawać nie zauważone przez rynek. Indeks poza wniknięciem powyżej długoterminowej linii spadkowej trendu, zapoczątkowanego w styczniu 2000 roku, nie przełamał żadnej innej poważnej linii oporu. Kwietniowe rally w niczym nie przypomina rodzącego się rynku byka. Jest zbyt intensywne, co jest charakterystyczne dla ostatniej fazy hossy (zgodnie z teorią Bump and Reversal Thomasa Bulkowskiego). Odpowiedniejszym objawem zahamowania trendu spadkowego byłoby stopniowe wygaszanie fali spadkowej i formowanie trendu horyzontalnego (w żargonie Wall Street mówi się często: ?byk musi ubić klepisko do natarcia?).O potencjale strony popytowej przekonamy się na najbliższych sesjach. Wówczas dojdzie do testu istotnej strefy oporu na wysokości 2200?2250 pkt., którą tworzą opadająca kilkumiesięczna linia oporu (od września 2000) i kurs otwarcia rekordowej sesji z 3 stycznia br. Udany test wspomnianej strefy umożliwi kontynuację aktywności strony popytowej do następnego oporu na poziomie 2850 pkt. (długoterminowa średnia krocząca).Rynek technologiczny, choć znajduje się w fazie spadkowej, zdradza objawy typowe dla osłabienia aktywności niedźwiedzi. Znaczącej zmianie uległy kontrariańskie wskaźniki nastrojów (większość inwestorów opowiada się za rynkiem niedźwiedzia), a ponadto mimo ciągłego napływu negatywnych informacji o osiągniętych zyskach, ich prognozach czy podejmowanych redukcjach zatrudnienia kursy spółek TMT nie spadają.Prawdziwym zwycięzcą ostatnich dni był DJIA. Nie dość, że spośród analizowanych indeksów najwięcej zyskał, to ponownie wniknął wewnątrz dwuletniego kanału trendu bocznego. Co ważniejsze, zwiększone zakupy tradycyjnych ulubieńców amerykańskich inwestorów doprowadziły do pokonania długoterminowej średniej kroczącej (10 500 pkt.) i otworzyły ponownie drogę do zmagania się z nie pokonanym od września ubiegłego roku poziomem 11 000 pkt. Tym samym został zrealizowany minimalny zakres wzrostów po przełamaniu linii sygnalnej formacji podwójnego dna, ukształtowanej na przestrzeni marca i kwietnia. Bliskość poziomu 11 000 pkt. nakazuje ostrożnie oceniać możliwości wzrostów DJIA w najbliższych tygodniach, zwłaszcza w porównaniu z Nasdaq Composite.Interesująco prezentuje się sytuacja na indeksie rynku szerokiego. S&P 500 po odbiciu od średnioterminowej średniej kroczącej zmierza ku poziomowi 1275 pkt., gdzie znajduje się minimalny zasięg wzrostów, wieńczący formację podwójnego dna. Najpoważniejszym poziomem oporu, wystawiającym na próbę potencjał strony popytowej, wydaje się obecnie 1300 pkt. (długoterminowa opadająca linia trendu spadkowego i SK-200).W dłuższej perspektywie nad rynkami wisi wiele niewiadomych. Oprócz zaznaczonych niepokojów, związanych z recesją, wymienić można różnice w podejściu do polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych i Europie. EBC nie przyłącza się do polityki obniżki, prowadzonej przez największe światowe banki centralne. Ma to korzystny wpływ na atrakcyjność inwestycji na nieuropejskich rynkach akcji. Coraz niższe stopy procentowe za oceanem i utrzymywanie dość wysokich w Eurolandzie sprawia, że kłopoty z plasowaniem emisji obligacji będą mieć przedsiębiorstwa amerykańskie. To z kolei będzie ograniczać poważnie ich rozwój w najbliższych kwartałach.Kolejnym czynnikiem ryzyka, także dla emerging markets, jest konflikt dyplomatyczny pomiędzy rządami amerykańskim i chińskim. Do znanej od dłuższego czasu sprawy samolotu zwiadowczego dołączyła przed kilkoma dniami kwestia roztoczenia parasola obronnego nad Tajwanem (będącym notabene liderem światowym w dziedzinie niektórych komponentów IT). Napięcia pomiędzy oboma mocarstwami mogą zniechęcać do bardziej zdecydowanego angażowania się inwestorów na giełdach.JaponiaGiełda tokijska jest już prawie 20% powyżej tegorocznego lokalnego minimum (13 marca). Nikkei zbliża się systematycznie do długoterminowej średniej kroczącej na wysokości 14 500 pkt. Jej pokonanie otworzy szeroką przestrzeń do wzrostów. Poprawie koniunktury sprzyjają rekonstrukcja rządu i nowy premier. Inwestorzy liczą, że pod nowymi rządami zostanie przyspieszona rewitalizacja gospodarki japońskiej. W marcu eksport wzrósł o 1,3%. Jednocześnie spółki ograniczają finansowanie działalności za pomocą kredytu. Marzec był trzydziestym dziewiątym miesiącem, kiedy akcja kredytowa banków malała. Korzystny wpływ na gospodarkę japońską mają cięcia stóp w USA, które zwiększają popyt konsumpcyjny i przyczyniają się do poprawy zdolności eksportowych Kraju Kwitnącej Wiśni.