Ostatni dzień kwietnia przyniósł nam niewielkie obroty i kolejne rekordowe notowania złotego. Wspólna waluta ponownie straciła, wciąż nie możemy się doczekać utrzymania poziomu powyżej 0,90.
Rano za dolara płacono 3,98 zł, za euro zaś 3,545 zł i było to 12,9% powyżej starego parytetu. Praktycznie od razu przeważył popyt i złoty powoli, ale systematycznie zaczął się umacniać. Wczesnym popołudniem dotarliśmy do 13,5%. USD potaniał o 1,7 grosza, wspólna waluta o 3 grosze (marka niemiecka znowu kosztowała mniej niż 1,80 zł). Potem nieznaczne odreagowanie i 13,35% obserwowaliśmy aż do późnego popołudnia (najczęściej spotykane poziomy kursów w tym czasie to 3,963 zł i 3,515 zł). Kończyliśmy na 13,45%. Dolar kosztował 3,963 zł, euro 3,516 zł.Cudów nie ma, wszyscy spodziewali się, że poniedziałkowy rynek będzie kulał i tak też rzeczywiście się stało. Połowa (jeśli nie więcej) inwestorów w ogóle nie była aktywna, zawarte transakcje opiewały w większości na sumy niewielkie, najwyżej na kilka milionów złotych. Na tym mało płynnym rynku przeważał popyt i to za jego sprawą dotarliśmy do 13,5% powyżej poziomu starego parytetu. To kolejny już rekord siły polskiej waluty. Ile ich jeszcze zobaczymy? Wiele zależy od środowych danych o rachunku obrotów bieżących. Wśród analityków panuje dość duża rozbieżność, prognozy zawierają się bowiem w przedziale między 400 mln USD a 950 mln USD. Nawet gdyby pesymistyczna wersja okazała się prawdziwa (950 mln USD), wskaźnik deficyt/PKB spadłby do około 5,4% (z 5,7%) i nie doszłoby raczej do spadku wartości polskiej waluty. Jeśli dane okażą się lepsze, możemy przekroczyć nawet 14%. Gdzie znajduje się poziom oporu? Trudno to określić. Tak czy inaczej, wciąż nie widać szans na silniejszą korektę, która, jak już wielokrotnie pisałem, byłaby pożądana z punktu widzenia funkcjonowania gospodarki.Wspólna waluta właściwie przez cały dzień traciła. Rano trzeba było zapłacić za nią jeszcze 0,8910 USD, około południa 0,8890 USD, późnym popołudniem już 0,886 USD. Kończyliśmy na 0,8865 USD.Dane o gospodarce amerykańskiej nie wprowadziły zamieszania. Dochody osobiste wzrosły o 0,5% (tyle, ile oczekiwano), zaś wskaźnik optymizmu Chicago Purchasing Managers osiągnął poziom 38,9, a więc nieco mniej niż prognozy (40), ale to i tak wyżej niż miesiąc temu (35).Wspólnej walucie na pewno nie pomogły natomiast informacje o zamówieniach przedsiębiorstw w Niemczech (plant and machinery orders). Spadły one co prawda mniej niż miesiąc temu (-2% wobec -5%), ale i tak nie ma na razie powodów do radości. Tym bardziej że już pod koniec zeszłego tygodnia rząd niemiecki (ustami ministra finansów) zweryfikował prognozę wzrostu PKB w 2001 roku. Teraz oczekuje się, że będzie to niewiele więcej niż 2%. Nie pomoże to polskiej gospodarce: mniejszy popyt u naszych zachodnich sąsiadów to mniejsze szanse na dobre wyniki eksportu.