Święto londyńskich banków się skończyło, ale aktywność na rynku wcale nie była o wiele większa niż w poniedziałek. Wszyscy czekają na decyzje Rady i dane o rachunku obrotów bieżących. Wspólna waluta dotarła po południu do 0,853. To efekt niezłych danych o gospodarce amerykańskiej.
W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,032 zł, za euro 3,453 zł i było to 13,6% powyżej starego parytetu. Szybko doszło do niewielkiej korekty i na poziomie mniej więcej 13,55% pozostawaliśmy przez kilka godzin. USD właściwie przez cały czas kosztował 4,035 zł, kurs wspólnej waluty wahał się między 3,45 a 3,452. Po południu przeważył popyt i o 15.00 dotarliśmy do 13,7%. Dolara wciąż ceniono na 4,035 zł, ale euro potaniało do 3,442 zł. Taka sytuacja nie trwała długo. Korekta sprowadziła nas na 13,5%, kursy wynosiły 4,038 i 3,453. Do końca dnia nie doszło już do żadnych zmian.Mimo zakończenia święta londyńskich banków, wtorkowy rynek złotego niewiele się różnił od poniedziałkowego. Obroty były nieznaczne, inwestorzy nie kwapili się z zawieraniem transakcji. Wszyscy czekają na to, co zrobi RPP i co pokażą dane o kwietniowym rachunku obrotów bieżących (które zostaną opublikowane w czwartek, a nie w piątek, o czym poinformował NBP). Kolejny spadek wartości polskiej waluty (dodajmy, że niezbyt silny) zawdzięczamy gównie zleceniom klientowskim (być może było to dokończenie transakcji z piątku, przedwczoraj nie dało się tego uczynić, nie było bowiem aktywności w Londynie). Poza tym ktoś mógł uwierzyć, że Rada zdecyduje się jednak na obniżkę stóp.Na rynku wspólnej waluty aż do popołudnia nie działo się nic ciekawego. Po rozpoczęciu z 0,8543 oscylowaliśmy wokół 0,855 (maksymalny poziom to 0,856, minimalny 0,854). Dopiero po publikacji danych o gospodarce amerykańskiej inwestorzy zaczęli się pozbywać wspólnej waluty. Dlaczego? Bo po pierwsze okazało się, że na razie nie widać silnej presji inflacyjnej ze strony dochodów osobistych (wzrosły one w kwietniu o 0,3%, a więc nawet mniej, niż miesiąc wcześniej, kiedy zanotowaliśmy 0,5%), a po drugie majowy wskaźnik optymizmu Consumer Confidence osiągnął poziom 115,5, co jest dość wyraźną poprawą w stosunku do kwietniowych 109,9. Dotarliśmy więc do 0,8530. Jest to ważny poziom techniczny, jego przebicie oznaczałoby dalsze znaczne straty. Doszło więc do jego obrony. Była ona skuteczna i pod koniec dnia wróciliśmy na 0,8542.Do końca tygodnia sporo może się zmienić, głównie za sprawą danych z USA. Poznamy między innymi liczbę nowo zarejestrowanych bezrobotnych, stopę bezrobocia, zmianę poziomu przeciętnego godzinnego wynagrodzenia, wydatki na roboty budowlano-montażowe i wskaźnik NAPM. Analitycy oczekują raczej niezłych informacji, co potwierdzałoby tezę, że perspektywy euro w najbliższej przyszłości nie są zbyt optymistyczne. N