Z Jackiem Sochą, przewodniczącym Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, rozmawia Dariusz Jarosz

KPWiG ma już 10 lat. Co uważa Pan za największy sukces tej instytucji, a czego nie udało się dokonać w ciągu minionej dekady?Sukcesem Komisji jest to, że znalazła ona swoje trwałe miejsce na polskim rynku kapitałowym. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów, w których Komisja została powołana do życia w momencie rozpoczęcia przemian ustrojowych. Gdzie indziej (z wyjątkiem Węgier) programy prywatyzacyjne i tworzenie rynków papierów wartościowych rozpoczynano bez tego typu instytucji.Największym osiągnięciem KPWiG jest to, że wraz z innymi uczestnikami rynku zbudowała silny i solidny rynek papierów wartościowych. Jestem przekonany, że działania Komisji nadały temu rynkowi zupełnie nowy wymiar. Ta instytucja dobrze spełniła swoją rolę, polegającą na porządkowaniu rynku papierów wartościowych. Bez niej byłoby znacznie więcej niejasności i nadużyć, a regulacje byłyby nieprecyzyjne. To KPWiG przygotowała najważniejsze dla rynku regulacje i nadzorowała ich przestrzeganie oraz dbała o doskonalenie aktów prawnych. To ona prowadziła i prowadzi politykę licencyjną, dbając o jakość świadczonych usług.Przyjęliśmy właściwy model funkcjonowania rynku. Z jednej strony, KPWiG była arbitrem, a z drugiej ? kreatorem nowych rozwiązań. Nigdy jednak bezwzględnie nie narzucaliśmy innym naszego sposobu myślenia. Oczywiście, że dochodziło do spięć, dyskusji, burzy mózgów i szukania najlepszych rozwiązań. Naszym sukcesem jest to, że Komisja jest postrzegana zarówno jako organ zdecydowany, potrafiący podejmować trudne decyzje, jak i partner do dyskusji.A porażki?Rynek papierów wartościowych budowano w Polsce w wyniku procesu transformacji, polegającego na zmianie struktury własnościowej. Nie udało się wprowadzić takiego modelu, który wymuszałby zmiany, np. pod kątem przygotowania do reformy emerytalnej. Zabrakło w Polsce takiej siły, by na początku zbudować jasny, czytelny program budowy rynku kapitałowego w całym układzie transformacji ustrojowej, a dopiero potem prywatyzować zgodnie z tym modelem. Stało się odwrotnie. To rynek musiał dostosować się do procesów prywatyzacyjnych.Komisja tylko w ciągu ostatnich pięciu lat przekazała do prokuratury ponad 200 doniesień związanych z podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Tylko kilka z nich zakończyło się wydaniem wyroków, i to w dodatku bardzo łagodnych.Jest to nadal nie rozwiązany problem. Dyskusja dotycząca ścigania przestępców na rynku kapitałowym trwa od dawna. Obecnie powoływana jest specjalna komórka w prokuraturze okręgowej w Warszawie, która będzie się specjalizować w tego rodzaju sprawach. W moim przekonaniu, nie jest to jednak jeszcze rozwiązanie, pozwalające na stwierdzenie, że przyjęty model nadzoru nad rynkiem i wykrywania przestępstw jest idealny.Zaczął Pan szefować Komisji w 1994 r. i jest Pan drugim ? po Lesławie Padze ? przewodniczącym KPWiG. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan swój styl pracy w porównaniu ze swoim poprzednikiem? Czy rola przewodniczącego Komisji jest trudna?Lesław Paga był jedną z niewielu osób w Polsce, która w latach 1989?90 widziała potrzebę powołania Komisji. Utworzenie giełdy było wówczas czymś naturalnym. Powołanie Komisji było decyzją znacznie bardziej kontrowersyjną, gdyż w wielu krajach ministerstwa finansów nie chciały oddawać pola, jakim był nadzór nad rodzącym się rynkiem papierów wartościowych, wyspecjalizowanej agendzie. Pierwszemu przewodniczącemu udało się jednak przeforsować koncepcję powołania Komisji.Podejmowano wówczas pionierskie decyzje. Wydaje się, że nadanie tej instytucji takiego charakteru, jaki ma ona obecnie, w dużym stopniu jest zasługą pierwszych lat jej działania. Potem nastał okres bardziej wyrafinowanego rozwoju rynku, nowych instrumentów i nowych regulacji. Już nie poświęcano uwagi na tworzenie podstawowych zasad, ale skupiono się w większym stopniu na szczegółach.Jeśli zaś chodzi o funkcję przewodniczącego to jestem zadowolony, że miałem szanse współuczestniczyć w budowie rynku i wziąłem na siebie odpowiedzialność od strony jego nadzorcy i regulatora. Komisja jest organem, który ma bardzo szeroki zakres obowiązków, a wynika to z faktu, że budowana była w okresie, kiedy jeszcze nie było rozwiniętego rynku kapitałowego. Pomimo tak szerokiego zakresu działań, staram się o wielu rzeczach dowiadywać osobiście. Nie wyobrażam sobie, by było można kierować urzędem w oderwaniu od bieżących wydarzeń i problemów. A jest to bardzo czasochłonne i absorbujące.Zarówno stanowisko prezesa GPW, jak i przewodniczącego KPWiG należą do ?długowiecznych?. Czemu należy to zawdzięczać? Czy temu, że funkcje te są apolityczne.Być może temu, a być może faktowi, że jesteśmy osobami, które przez ostatnie 10 lat nie popełniły błędów, mogących skutkować poważnymi konsekwencjami. Wydaje się, że jednak to drugie. W ciągu 10 lat Komisja podjęła ok. 6000 różnych uchwał. W tym czasie w NSA praktycznie nie przegraliśmy żadnej sprawy o istotnym znaczeniu. Praca w Komisji to także ciągła nauka i poszerzanie wiedzy. Napisałem w tym czasie dwie książki i przyjemnie jest dowiadywać się, że wykorzystywane są one w specjalistycznych uczelniach. Powracając do apolityczności, to bardzo dobrze, że polscy politycy w ciągu 10 lat to docenili. Zatrudniamy fachową kadrę, która w żaden sposób nie angażuje się w politykę. Nie wiem, na kogo głosują moi koledzy i nigdy ich o to nie pytam.Prezes GPW Wiesław Rozłucki przyznał, że miał taką chwilę w swojej karierze, gdy swoją decyzją zaryzykował utratę stanowiska. Było to w 1994 r., gdy podczas gwałtownej bessy zdecydował się na zniesienie widełek. Okazało się, że było to trafne rozwiązanie. Czy Pan jako szef KPWiG znalazł się kiedyś w takiej sytuacji?Tak, miałem nawet kilka takich sytuacji, i to chyba nawet o większym kalibrze niż zdjęcie widełek w 1994 r.Jakie to były sytuacje?Niestety, nie mogę zdradzić. Faktem jest, że w tych sprawach kontaktowałem się również z osobami nadzorującymi Komisję, by wiedziały, że podejmowane decyzje będą np. szeroko komentowane w świecie finansów.Ile obecnie KPWiG zatrudnia osób? Czy nadal macie problemy z dużą fluktuacją kadry?Na koniec roku w Komisji będzie pracować 175 osób. Obecnie zagospodarowywanych jest 30 nowych etatów związanych z budową nowego, dość skomplikowanego i nieuporządkowanego segmentu, jakim jest rynek giełd towarowych. Przy tak szerokim zakresie obowiązków, jakie ma Komisja, liczebność tej instytucji nie jest zbyt duża. Zmniejsza się fluktuacja kadr, choć nadal jest spora. Wynika to m.in. z faktu, że sami prowadzimy weryfikacje zatrudnionych osób. Urząd zatrudnia młodych ludzi. Dlatego też sporo z nich decyduje się po zdobyciu tutaj doświadczenia na przejście do biznesu, gdzie szukają szansy na zrobienie kariery i osiągniecie wyższych zarobków.Praca w KPWiG to dostęp do tajnych informacji. Czy ktoś w ciągu 10 lat został zwolniony za to, że mógł je wykorzystać?Tak. Zwolniliśmy jedną osobę. Było to przed trzema laty. Miała poufny dokument, którego mieć nie powinna. Każdy musi mieć świadomość, że przestrzeganie tajemnicy zawodowej i procedur związanych z obiegiem poufnych dokumentów to jedne z najważniejszych zasad, jakie bezwzględnie należy w Komisji przestrzegać.10. rocznica powstania KPWiG to dobry moment do podsumowań, ale także do próby spojrzenia w przyszłość, a ta chyba nie jawi się w jednoznacznie różowym kolorze. Na rynku wyraźnie wyczuwalny jest niepokój. Niepewni jutra są zarówno zwalniani pracownicy biur maklerskich, jak i inwestorzy, których liczba pozostaje na tym samym poziomie od kilku lat. Czy nadchodzą naprawdę chude lata dla polskiego rynku kapitałowego?Osoba, która nie widzi zagrożeń, nie powinna zajmować się kreacją przyszłości. Moim obowiązkiem jest śledzenie i analizowanie tego, co się dzieje na rynku, by zagrożenia takie znaleźć i im przeciwdziałać. Stagnacja w liczbie rachunków inwestycyjnych i malejąca liczba spółek wchodzących do publicznego obrotu mogą być świadectwem osłabienia tempa rozwoju rynku kapitałowego. Z kryzysem mamy wówczas do czynienia, gdy ktoś zachowuje się nieracjonalnie.Moim zdaniem, rynek kapitałowy zachowuje się jednak racjonalnie, biorąc pod uwagę sytuację polskiej gospodarki. Jeśli bowiem mamy instrumenty pozbawione ryzyka w postaci wysoko oprocentowanych obligacji czy bonów, to kierunek lokowania oszczędności jest przesądzony. W związku z tym mniej pieniędzy lokowanych jest w akcje. Dodajmy do tego ochłodzenie na zagranicznych giełdach po internetowej gorączce oraz ciągłe ostrzeżenia o grożącym Polsce kryzysie finansowym.W świetle tych negatywnych informacji napływających na rynek papierów wartościowych można powiedzieć, że zachowuje się on racjonalnie. Co należy zrobić? Rynek budują inwestorzy. Niestety, w Polsce nie ma żadnych zachęt, by inwestowali oni w akcje.Czy szansą dla warszawskiej giełdy jest prywatyzacja i szybkie wejście do aliansu z zagranicznym partnerem?Uważam, że jesteśmy już spóźnieni, jeśli chodzi o poszukiwanie inwestora strategicznego dla GPW i wejście dzięki temu w strukturę giełd europejskich. Powinien on być wybrany już w tym roku, a najpóźniej w roku 2002. Jeśli tak się nie stanie, to miejsce lidera giełdy w Europie Środkowowschodniej może zająć ktoś inny.Dziękuję za rozmowę.