Zamykanie pozycji na rynku obligacji oraz wyczerpanie porannegozlecenia zamiany walut doprowadziły po południu do korekty na rynkuzłotego. Euro z opóźnieniem zareagowało na wtorkowe nie najlepsze daneo gospodarce amerykańskiej i powróciło powyżej 0,85.
Rano za dolara płacono 3,967 zł, za euro 3,393 zł i było to 15% powyżej starego parytetu. Od razu nieznacznie przeważył popyt i po dwóch godzinach dotarliśmy do 15,1%. Dolar podrożał wprawdzie o 0,3 grosza, ale za to wspólna waluta potaniała o grosz. Potem doszło do wyraźnej korekty. Około 14.00 kursy wynosiły odpowiednio 3,992 i 3,41, byliśmy na 14,55%. Odreagowanie i na zamknięciu dolar kosztował 4,002 zł, euro 3,389 zł i odpowiadało to 14,7%.Rano kurs polskiej waluty był dość wyraźnie podtrzymywany. Znowu dużą aktywnością wykazywały się banki niemieckie, jest więc możliwe, że wymieniały środki na rekompensaty dla pracowników przymusowych. Ich działalność wystarczyła, aby utrzymywać złotego w okolicach 15% powyżej starego parytetu. Kiedy jednak zlecenia zostały wyczerpane, zabrakło elementu wspierającego. Mało tego, wystąpiła podaż związana zapewne z zamykaniem pozycji na rynku obligacji (głównie banki amerykańskie). W efekcie złoty spadł prawie na 14,5%.Wydaje się, że w cenie polskiej waluty są już uwzględnione dobre dane makroekonomiczne, wysokie stopy procentowe oraz spekulacje związane z oczekiwaniem na ewentualne przepływy środków. Nowych pozycji w tej chwili nikt raczej nie otwiera. Aby więc w ogóle mogło dojść do dalszego wzmocnienia, musielibyśmy zobaczyć kolejne dobre informacje o gospodarce (głównie chodziłoby tu o rachunek obrotów bieżących, ale o takie informacje będzie coraz trudniej, w dodatku komplikuje się sytuacja finansów państwa) lub na rynek musiałyby rzeczywiście trafiać środki, których spodziewano się wcześniej i ?pod które? spekulowano. Jednocześnie jednak można się spodziewać, że część inwestorów zechce zamknąć pozycje (otwierane często wiele miesięcy temu) i w ten sposób zrealizować niemałe zyski. Wniosek z tego taki, że złoty może już bardziej nie wzrastać. Może dojść do stabilizacji lub spadku wartości w najbliższych tygodniach, przy czym spadek taki byłby raczej powolny.Przedwczoraj przez kilka godzin po opublikowaniu informacji o spadku zamówień przedsiębiorstw w USA i pogorszeniu wskaźnika NAPM w nieprzemysłowych działach produkcji inwestorzy nie mogli się zdecydować, co zrobić. Jeszcze o 19.00 byliśmy (na rynku amerykańskim oczywiście) wciąż poniżej 0,85. W końcu jednak przeważył popyt na wspólną walutę, dodatkowo wzmocniony kolejnymi obawami o interwencję. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że rano na początku handlu w Europie cena euro dotarła do poziomu 0,8555 (najwyższy poziom od końca maja). Potem doszło jednak korekty i około 10.00 dotarliśmy na 0,8518. Odreagowanie na około 0,8535 i stabilnie aż do wczesnego popołudnia. Około 13.00 znowu przeważył popyt i dotarliśmy do 0,8555. Kończyliśmy na 0,8468. N