Złoty zakończył tydzień na 15% powyżej starego parytetu (znowu uaktywniły się banki niemieckie), wspólna waluta natomiast poniżej 0,85 (efekt kolejnych słabych danych o gospodarce w kraju naszych zachodnich sąsiadów).

W piątek rano za dolara płacono 4,0 zł, za euro 3,39 zł i było to 14,7% powyżej parytetu. Ten poziom utrzymywał się przez kilkadziesiąt minut (nie było reakcji na zamieszanie wokół poprawki dotyczącej wynagrodzenia szefów NBP i członków RPP). Potem rozpoczął się wzrost i o 11.30 osiągnęliśmy 15%, przy kursach 3,978 i 3,382. Dwie i pół godziny później było 14,85% (3,995 i 3,385). I właśnie wtedy znowu przeważył popyt, który zaprowadził nas na 15,2%. Dolara ceniono na 3,375 zł, walutę europejską na 3,37 zł. Pod koniec dnia za USD trzeba było zapłacić 3,983 zł, za euro 3,378 zł, odpowiadało to 15,05%.Piątkowe przedpołudnie było okresem bardzo gorącym. Sejmowe głosowania nad nowelizacją ustawy o Narodowym Banku Polskim rozgrzały inwestorów. Najpierw przyjęto poprawkę o obniżeniu uposażeń szefów banku centralnego i członków RPP. Wywołało to prawdziwą wyprzedaż papierów skarbowych, których ceny gwałtownie spadły. Kiedy okazało się, że cała ustawa została odrzucona, co oznaczało, że nie będzie wcześniej wprowadzonych zmian, sytuacja trochę się poprawiła. Niestety, tylko trochę i w dodatku szybko znowu przeważyła podaż.Na rynku obligacji trudno będzie o poprawę sytuacji. W perspektywie jest głosowanie nad wotum nieufności dla minister skarbu. Odwołanie Aldony Kameli-Sowińskiej może oznaczać większą emisję papierów pod koniec roku (opóźnienie prywatyzacji). Poza tym wszyscy przewidują, że już wcześniej zaczną się problemy z budżetem.Jeśli chodzi o rynek złotego, to wypada powtórzyć to, o czym już pisałem: trend wzrostowy chyba już się skończył. Teraz może dojść do stabilizacji lub zacznia się spadek, którego tempo może być hamowane ewentualnymi przepływami środków (UMTS, rekompensaty dla pracowników przymusowych, prywatyzacje itp.). Polska waluta nie zareagowała na przyjęcie poprawki o obniżeniu uposażeń, wzmocniła się za to po odrzuceniu całego projektu nowelizacji. Ale prawdziwy wzrost wartości (wtedy dotarliśmy do 15,2%) zawdzięczamy ponownie działalności banków niemieckich (zapewne znowu chodzi o środki na rekompensaty).W pierwszej części dnia wspólnej walucie udało się pokonać poziom 0,85. Znaczna w tym zasługa sytuacji na rynku funta. Najpierw brytyjska waluta wyraźnie straciła w odpowiedzi na rezygnację szefa Partii Konserwatywnej po przegranej tego ugrupowania w wyborach do parlamentu (ową rezygnację odbiera się, jako zwiększenie szans na przystąpienie Wielkiej Brytanii do unii walutowej). Potem funt zaczął się umacniać w stosunku do USD i niejako ?pociągnął? za sobą euro. Dotarliśmy więc do 0,8515 (początek dnia to 0,8473). W południe pojawiły się jednak kolejne złe informacje o gospodarce niemieckiej (produkcja przemysłowa spadła o 0,9% m/m, wskaźnik rok/rok obniżył się do 0,6%, z 2,3% miesiąc wcześniej) i doszło do korekty. Około 13.30 byliśmy na 0,8466). Kończyliśmy piątek na 0,8485. N