Polska waluta odreagowała w ciągu dnia część poniedziałkowego spadku, nie udało jej się jednak osiągnąć poziomu 15% powyżej starego parytetu. Po południu dotarliśmy ponownie na 14,75%. Wyraźnie spadły ceny obligacji. Na rynku wspólnej waluty nieznaczna korekta.
Rano dolara ceniono na 3,973 zł, euro na 3,41 zł i było to 14,75% powyżej starego parytetu. Potem przeważył popyt i około 11.00 osiągnęliśmy 14,95%, przy kursach 3,967 i 3,398. Przez następnych kilka godzin nic ciekawego się nie działo. Pod koniec dnia doszło do korekty. W ostatnich transakcjach za dolara płacono 3,975 zł, za walutę europejską ? 3,408 zł i odpowiadało to 14,75%.Złoty dość szybko odreagował poranny spadek, ale nie mógł się przebić przez poziom 15%. Wprawdzie szanse na obniżkę stóp są teraz mniejsze, ale z drugiej strony rośnie ryzyko inwestycyjne (problemy z budżetem). Nie obserwujemy wzmożonej aktywności, którą moglibyśmy kojarzyć np. z zamianą środków na rekompensaty dla pracowników przymusowych czy też na płatności związane z licencjami UMTS. Nie ma więc elementu działającego wzmacniająco. Zresztą w ogóle wtorkowy rynek był bardzo ospały. Po południu wróciliśmy mniej więcej na poziom otwarcia.Wspólna waluta wystartowała z poziomu 0,859 dolara za euro. Potem przez kilka godzin obserwowaliśmy lekką przewagę podaży i zaprowadziło nas to wczesnym popołudniem na 0,8555. Lekkie odreagowanie i kończyliśmy na 0,8568.Przedwczorajsze informacje o inflacji spowodowały wyprzedaż papierów już w poniedziałek po południu. Wczoraj proces ten był kontynuowany, przy czym dodatkowe pogorszenie klimatu inwestycyjnego wywołała wypowiedź wicepremiera J. Steinhoffa (opublikowano ją jeszcze w poniedziałek). Dał on do zrozumienia, że prawdopodobnie nie uda się dokonać cięć w budżecie na wystarczającym poziomie i trzeba będzie przeprowadzić nowelizację. Nowelizacja budżetu oznacza w tym konkretnym przypadku zwiększenie deficytu budżetowego, a to z kolei kojarzy się inwestorom jednoznaczne ? będą większe emisje obligacji. Taki scenariusz nie zachęca do kupowania papierów skarbowych, większa podaż to przecież niższe ceny. W dodatku coraz mniej osób wierzy w szybką obniżkę stóp procentowych (to głównie efekt danych o inflacji, w zeszłym tygodniu obserwowaliśmy dokładnie odwrotny proces: z dnia na dzień rosła liczba przekonanych o tym, że RPP dokona w czerwcu redukcji stóp). No i wreszcie nie wiadomo, jakie będą losy minister skarbu. Być może w tym tygodniu odbędzie się głosowanie nad votum nieufności. Jego przyjęcie może w praktyce oznaczać opóźnienie w prywatyzacji i w konsekwencji jeszcze większą podaż papierów pod koniec roku.W środę poznamy informacje o produkcji przemysłowej i o PPI. Dla złotego nie powinny mieć one dużego znaczenia. W przypadku obligacji możemy zaobserwować reakcję na dane o cenach produkcji. Ich dalszy spadek (jest szansa na zejście poniżej 3% rok/rok) mógłby trochę pomóc rynkowi.