BERLIN (Reuters) - Niemcy oświadczyły w środę, że nie oszukiwały byłych polskich robotników przymusowych z okresu II wojny światowej ustalając kurs wymiany przy wypłatach odszkodowań. Strona niemiecka wskazuje natomiast, że na całym procesie sporo mogą zarobić niemieckie banki.
Bartosz Jałowiecki, prezes Polsko-Niemieckiej Fundacji Pojednanie powiedział we wtorek, że strona niemiecka sztucznie zaniżyła kurs euro przy wymianie walut na odszkodowania dla polskich ofiar, których łączną sumę ocenia się na 920 milionów euro (788 milionów dolarów).
Ten incydent wywołał przykrą atmosferę wokół całego procesu i to w w chwili, gdy powinniśmy być dumni z tego, co udało nam się zrobić dla ofiar - powiedział Jałowiecki.
W odpowiedzi fundacja utworzona przez państwo niemieckie i najbardziej znane koncerny z tego kraju podała, że przy transferze pierwszych 29 milionów euro do Polski posłużyła się średnim kursem z trzech dni, ustalanym przez Europejski Bank Centralny.
Fundacja podkreśla, że procedura była zgodna z ustaleniami zawartymi z władzami polskimi i dodaje, że wiele krajów zdecydowało się na płatności bezpośrednio w markach niemieckich.