Kurs polskiej waluty był uzależniony w czwartek przede wszystkim od oczekiwań dotyczących obniżki stóp procentowych. Wspólna waluta odrobiła nieco strat. Na więcej nie pozwalają informacje o aktywności gospodarczej w strefie euro.

Przez większą część dnia nic ciekawego się nie działo. Otwarcie to poziomy 3,99 zł za dolara i 3,418 za euro. Odpowiadało to 14,45% powyżej starego parytetu. Potem aż do wczesnego popołudnia było praktycznie tak samo. Kilkanaście minut przed 14.00 dotarliśmy do 14,6% (3,986 zł i 3,41 zł), a pół godziny później do 14,65% (3,989 zł, 3,407 zł). Stabilizacja, i znowu w górę. Kończyliśmy na 14,8%, dolar kosztował 3,98 zł, euro 3,398 zł.Rano złoty stracił i wydaje się, że na decyzję o sprzedaży wpłynęły przede wszystkim wczorajsze informacje o produkcji przemysłowej i PPI. Inwestorzy znowu zaczęli odważniej mówić o możliwości obniżki stóp procentowych właśnie dlatego, że wszystko wskazuje na silne ograniczenie tempa wzrostu popytu wewnętrznego. Po południu polska waluta się umocniła. Związane to było po pierwsze z informacją o tym, że Europejski Bank Centralny pozostawił stopy na nie zmienionych poziomach (część uczestników rynku doszła do wniosku, że taka decyzja EBC zmniejsza szanse na redukcje stóp w Polsce) i po drugie, z wypowiedzią Wiesławy Ziółkowskiej, członka RPP, która wyraziła pogląd, że wzrost inflacji jest silnym argumentem przeciwko obniżce stóp. Wydaje się, że decydujące znaczenie w kwestii stóp procentowych będą miały informacje o inflacji bazowej, które NBP opublikuje najprawdopodobniej dopiero w przyszłym tygodniu. Rano trochę niepokoju wprowadziły także informacje z Turcji. W środę bank centralny tego kraju próbował interweniować na rynku pieniężnym, by wzmocnić rodzimą walutę lirę. Niestety, bez specjalnych rezultatów. Inwestorzy bacznie obserwowali więc rozwój sytuacji w tym kraju. Wiadomo: to też emerging market i zaburzenia mogą wpłynąć na poziomy w Polsce.Na otwarciu rynku za wspólną walutę płacono 0,8548 dolara, jednak prawie od razu przeważył popyt i szybko dotarliśmy w okolice 0,857. Mniej więcej taki poziom (maksymalnie 0,8579, minimalnie 0,8555) utrzymywał się aż do wczesnego popołudnia. Potem doszło do korekty. Kończyliśmy na 0,8538. Po raz kolejny zobaczyliśmy złe dane o gospodarce niemieckiej. Zamówienia przedsiębiorstw ponownie spadły. Tym razem o 1,9% w skali miesiąca. To wprawdzie lepiej niż miesiąc wcześniej, ale z drugiej strony wyraźnie pogorszył się wskaźnik rok do roku. Pokazał on spadek aż o 2,6% (miesiąc wcześniej mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 0,3%). Po raz pierwszy od połowy 1999 roku zobaczyliśmy wartość ujemną. EBC nie zmienił stóp procentowych (i to pomimo złych danych o aktywności gospodarczej w całej Unii), stąd wniosek, że obawy o wzrost inflacji (która na razie rzeczywiście rośnie w szybkim tempie) są silniejsze niż obawy o wystąpienie recesji. Informacje z USA nie były najgorsze. Spadła liczba bezrobotnych i wzrósł deficyt handlowy, co może świadczyć o wzroście popytu wewnętrznego. N