Presja strony podażowej nie ustaje. W miniony czwartek wydawało się, że rynek wyznaczył lokalne dno (13 355 pkt.). Tym samym wciąż pozostawała nadzieja, że zostanie obronione wsparcie sprzed przeszło dwóch lat, znajdujące się na wysokości 13 235 pkt. Niestety, w trakcie wczorajszych notowań doszło do naruszenia wspomnianego wsparcia. Oznacza to, że następną linię obrony strony popytowej można wykreślić dopiero na poziomie 12 600 pkt. (dołek ze stycznia 1999 r.). Czerwcowe spadki, drastycznie przeceniające wartość portfeli inwestorów, nie zostały wyhamowane. Korekta z ostatnich czterech sesji nie wyglądała zresztą przekonująco. W podobny sposób reagował rynek w czerwcu, po czym bykom starczało animuszu jedynie na kilka sesji. Oscylatory szybkie wygenerowały w ubiegłym tygodniu sygnały akumulowania akcji, jednak do tej pory nie zostały one potwierdzone przez wskaźniki spowolnione w czasie. We wtorek oscylatory szybkie ponownie powróciły do stref wyprzedania. Trend spadkowy jest zbyt silny, aby rozsądnym było angażowanie się w akcje. Na rynku amerykańskim zwykło się mówić w takich momentach: ?don't touch? (nie dotykaj). Aktywność niedźwiedzi jest tak zdecydowana, że próby łapania dołka przez inwestorów zorientowanych krótkoterminowo mogą doprowadzić do poważnych strat. A sygnałów ubijania dna przez byki wciąż nie widać...