Mimo udanejkońcówki główne rynki akcji na świecie zniżkowaływ ostatnich dwóch tygodniach.Do słabnącegood początku maja Nikkei dołączył indeks segmentu technologicznego Nasdaq Composite (spadki powyżej 2%). Giełdy amerykańskieznajdują sięna rozdrożu.Niezłym wynikom wielu sektorów tzw. starej gospodarki towarzyszą rewizjew dół wyników firm technologicznych.
Stany ZjednoczoneGiełdy amerykańskie zniżkowały, czego potwierdzeniem jest spadek najważniejszych indeksów opisujących koniunkturę na rynku akcji. Najdotkliwsze straty ponieśli inwestorzy lokujący kapitał na NASDAQ. Za oceanem rozpoczął się festiwal prezentacji wyników finansowych uzyskanych w II kwartale.Inwestorzy wciąż mają przed oczami fatalne wyniki z poprzedniego kwartału. Analitycy Morgan Stanley Dean Witter (MSDW) dokonali pomiaru wyników z I kwartału dla najważniejszych spółek technologicznych (w próbie wzięło udział przeszło 400 korporacji). Okazało się, że przychody ze sprzedaży wzrosły wprawdzie o 6% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, jednak był to najniższy wzrost od 1995 roku. Z tego powodu obawy o kondycję spółek technologicznych w II kwartale są wciąż żywe, choć dotychczas ogłoszone lub zapowiedziane wyniki są całkiem interesujące. Widać to po rezultatach liderów w najistotniejszych sektorach high-tech. Mniejszy brat Cisco Systems ? Juniper Networks ? ogłosił, że zyski w II kwartale przekroczyły oczekiwania analityków i na jedną akcję przypadło 9 centów zysku (12,5% powyżej oczekiwań). AMD, poważny konkurent Intela, poinformował, że mimo 92-proc. spadku zysku w minionym kwartale w porównaniu z poprzednim rokiem zysk na jedną akcję był również wyższy od oczekiwanego o 1/4. Zmagający się z gremiami sądowymi Microsoft złagodził swoje stanowisko dotyczące przeglądarki internetowej. Jednocześnie gigant w zakresie oprogramowania zapowiedział, że wyniki finansowe w okresie kwiecień?czerwiec będą lepsze od zakładanych przez Wall Street. Ta informacja była podstawą przeszło 5-proc. zwyżki w czwartek. Raporty Juniper, AMD i Microsoftu dowodzą, że oczekiwania inwestorów zostały zbyt mocno obniżone. Jest to niewątpliwie dobry sygnał, jeżeli bowiem wyniki spółek przewyższające oczekiwania staną się regułą, rynek nie przegapi okazji, by uwzględnić to w cenach.Rzeczywiście, z dotychczas przedstawionych danych wynika, że I kwartał był koniunkturalnym dołkiem dla amerykańskich korporacji. Agencja First Call zauważyła, że w opublikowanych do tej pory raportach jest o 11% mniej negatywnych rewizji wyników finansowych niż kwartał wcześniej. Równocześnie agencja nie omieszkała zaprezentować swoich prognoz dotyczących atrakcyjności wyceny przez rynek przyszłych zysków. Indeksem odniesienia jest w tym przypadku S&P 500. Analitycy First Call sądzą, że rynek jest przewartościowany o 17% (szacunki zostały dokonane przy wykorzystaniu relacji pomiędzy szacowanym na rok naprzód wskaźnikiem P/E a odwrotnością stopy procentowej 10-letnich obligacji skarbowych). Innymi słowy, wciąż czeka nas gruntowna przecena. Zakładając, że rynek będzie spadał do momentu osiągnięcia równowagi pomiędzy dynamiką zysków a stopą zwrotu z wspomnianych obligacji, oznacza to osiągnięcie poziomu 990 pkt., gdzie znajduje się lokalne dno ukształtowane na przestrzeni sierpnia i października 1998 roku. Z tego poziomu zaczęła się spektakularna hossa lat 1999?2000.Z punktu widzenia analizy technicznej ostatnie spadki coraz wyraźniej świadczą o aktywności strony podażowej. Kilkudziesięciomiesięczny horyzont na Średniej Przemysłowej jest z pewnością męczący dla inwestorów. Fiasko testu szczytu na wysokości 11 350 pkt. w maju zapoczątkowało krótkoterminową falę zniżkową. Minimalny zasięg spadków po utworzeniu formacji głowy i ramion z przełomu maja i czerwca został osiągnięty. Z drugiej strony, indeks obronił we wtorek wznoszące się wsparcie na wysokości 10 175 pkt. (minima z 22 marca i 3 kwietnia). Tym samym niebezpieczeństwo kontynuacji spadków zostało odsunięte. Sytuacja indeksu, skupiającego spółki tzw. starej ekonomii jest wciąż daleka od rozstrzygnięcia. Przełamanie oporu na wysokości 10 650 pkt. (długoterminowa i średnioterminowa średnia krocząca) przyczyni się do uaktywnienia byków.Brak zdecydowanej tendencji w krótkim terminie charakteryzuje NASDAQ. Od połowy kwietnia giełda technologiczna trwa w trendzie horyzontalnym. Słabe wyniki finansowe, informacje o redukcjach zatrudnienia, spadek nakładów inwestycyjnych na zaawansowane technologie nie zachęcają inwestorów do akumulowania firm high-tech. Impulsem do wzrostów mogą być dobre wyniki finansowe za II kwartał. Będą one prawdopodobnie lepsze niż w I kwartale, jednak dla inwestorów najważniejsze jest, czy będą lepsze od oczekiwanych przez nich. Na razie są niezłe, choć niewiele firm opublikowało wyniki i trudno określić na ile tendencja będzie trwała dla całości firm amerykańskich. Czwartkowa luka hossy po serii wielosesyjnych spadków jest dowodem, że strona popytowa nie chce spasować. Poprawę koniunktury wzmocni przełamanie średnioterminowej średniej kroczącej na wysokości 2100 pkt. W sferze marzeń strony popytowej pozostaje natomiast przełamanie kluczowej strefy oporu (2550?2650 pkt.).Trudno stwierdzić, czy fala przeceny po wybiciu się z formacji głowy i ramion (kwiecień?czerwiec) na S&P 500 została zakończona, gdyż do tej pory nie doszło do przełamania linii sygnalnej (1260 pkt.). Pojawienie się długiej białej świecy po doji podczas ostatnich dwóch sesji wydaje się oznaką poprawy koniunktury. Niezbędne do ataku na linię sygnalną formacji głowy i ramion jest pokonanie strefy 1230?1235 pkt. (średnioterminowa średnia krocząca oraz lokalne maksima z 21 czerwca i 1 lipca br.).Zdania dotyczące koniunktury na amerykańskich rynkach akcji w co najmniej średnim terminie są podzielone. Giełdy są rozchwiane, stoją na rozstaju dróg. Wypowiedzi czołowych analityków rażą niekonsekwencją i brakiem zdecydowania. Jako ciekawostkę warto podać, że na początku lipca nastąpił rozłam wśród najbardziej pesymistycznie nastawionych analityków amerykańskich banków inwestycyjnych ? z MSDW. Barton Biggs wciąż pozostaje ?niedźwiedzio? nastawiony do przyszłości rynków akcji. Powątpiewa w skuteczność łagodzenia polityki monetarnej przez Fed, wskazując ponadto ogniska zapalne dla koniunktury (Japonia, Niemcy). Takie otoczenie sprawia, że tegoroczny rynek niedźwiedzia jeszcze nie skończył się. Byron Wien zmienił natomiast podejście do perspektyw rynków akcji, choć może właściwsze byłoby stwierdzenie, że złagodził on podejście. Wien zaznaczył, że: ?giełda wygląda, mówiąc obrazowo, tak jakby na końcu tunelu było światełko. (...) Nie jestem już niedźwiedziem i wierzę, że marcowe dno jest już tegorocznym minimum, jednak wciąż widać wiele problemów w zakresie gospodarki, zysków korporacji, wyceny rynkowej i konsumentów?.W minionych dwóch tygodniach na rynek napłynęły kolejne informacje makroekonomiczne. W przeważającej części były one korzystne dla gospodarki. Skromny wzrost gospodarczy w IV kwartale 2000 roku i I kwartale tego roku Ameryka zawdzięcza przede wszystkim aktywności gospodarstw domowych. Korporacje największej gospodarki na świecie wykazywały do tej pory oznaki słabości. Najnowsze dane mogą świadczyć o poprawie kondycji przedsiębiorstw. NAPM zwiększył wartość w czerwcu do 44,7 pkt. z 42,1 pkt. miesiąc wcześniej. Korzystnym objawem jest również wzrost zamówień w fabrykach, który wyniósł 2,5% w maju (w kwietniu zamówienia spadły o 3,4%). Mogą to być pierwsze sygnały ożywienia gospodarczego, zainicjowanego ostrą obniżką o 275 pkt. bazowych stóp procentowych od stycznia tego roku. Dane w następnym miesiącu pokażą, czy tendencja ta zostanie zachowana i czy na posiedzeniu FOMC 21 sierpnia zajdzie potrzeba kolejnej redukcji stóp procentowych. Z pewnością władze monetarne o wiele ostrożniej będą korzystać z instrumentu polityki pieniężnej jakim jest obniżka stóp. Niewykluczone, że trwała poprawa sytuacji firm spowoduje, że stopy pozostaną nie zmienione.W dalszym ciągu pozostaję zwolennikiem poglądu, że dotychczasowe spowolnienie gospodarcze nie oznacza wejścia gospodarki amerykańskiej w fazę recesji. Zabiegi Fedu i administracji republikańskiej stanowią potężny zastrzyk kapitału dla społeczeństwa i korporacji za oceanem. Rodzące się problemy gospodarcze w Japonii i Eurolandzie będą jednak istotnie ograniczać dynamikę wzrostu PKB. Większość spodziewa się przyspieszenia wzrostu w IV kwartale tego roku. O takim nastawieniu przekonuje również zmniejszający się spread pomiędzy oprocentowaniem 2-letnich i 10-letnich obligacji skarbowych. Wynosi on obecnie około 100 pkt. bazowych i jest zbliżony do poziomu obserwowanego na początku 1991 roku, kiedy gasły zarzewia ostatniej recesji. Dodatkowo krzywa spreadu obligacji przecięła ostatnio stopę oprocentowania funduszy federalnych, do czego także doszło w 1991 roku. Dało to początek wieloletniej zwyżce na rynku akcji.JaponiaNie widać końca słabości giełdy tokijskiej. Wsparcie na wysokości 12 800?13 200 pkt. jest już tylko wspomnieniem, a Nikkei systematycznie zbliża się do tegorocznego minimum z 13 marca (11 820 pkt.). Ostatnie kilkusesyjne ożywienie na parkiecie japońskim trudno zakwalifikować jako trwałe. Prawdopodobnie zostanie ono zakończone najpóźniej na wysokości 12 800 pkt., po czym indeks ponownie powróci do trendu spadkowego. Oznak wyjścia recesji nie widać, większość banków inwestycyjnych rekomenduje niedoważanie walorów korporacji z Kraju Kwitnącej Wiśni w portfelach globalnych, toteż trudno przypuszczać, by inwestorzy przystąpili do zdecydowanego akumulowania akcji. N