Inwestorzy z powściągliwością reagują na pierwsze oznaki kształtowania dna koniunkturalnego w gospodarce amerykańskiej (indykatory wyprzedzające? NAPM, wskaźnik nastroju Uniwersytetu Michigan). Spadek zamówień na technologie, niepokojące wydarzenia na rynkachAmeryki Południowej i pogorszanie się koniunktury w Eurolandzie i Japonii powodują, że inwestorzy chętniej poszukują bezpiecznych przystani na rynku instrumentów dłużnych. Przekłada się to na trend horyzontalny na rynkach akcji za oceanem. O wiele gorzej dzieje się w Japonii. W ostatnim tygodniu giełda tokijska zniżkowała o 4%.
Stany ZjednoczoneW sennej atmosferze upłynął ostatni tydzień na rynkach akcji za oceanem. Indeksy niemal się nie zmieniły. Średnia Przemysłowa (DJIA) wzrosła o 1,3%, podobnie indeks rynku szerokiego S&P 500 (o 0,6%). Gorzej wiodło się lokującym nadwyżki na rynku technologicznym, ponieważ Nasdaq Composite spadł o 1,4%. Giełdy znajdują się pod presją z jednej strony wyników finansowych korporacji, a z drugiej ? oczekiwań na efekty obniżek podstawowych stóp procentowych i napływu nowych danych makroekonomicznych.Festiwal prezentacji wyników finansowych za II kwartał tego roku rozpoczął się na dobre. Zasadniczo wyniki odpowiadają oczekiwaniom. Rekordową w historii koncernu stratę netto ogłosił kanadyjski producent sprzętu telekomunikacyjnego Nortel. Wyniosła ona w okresie marzec-czerwiec 19,4 mld USD (6,08 USD na akcję) i była głównym powodem obniżenia ratingu przez agencję Standard and Poor's z pojedynczego A do potrójnego B. Inwestorzy jednak spodziewali się takich wyników i kurs Nortela niemal się nie zmienił. Skoro jesteśmy przy sektorze firm czerpiących zyski z rynku telekomunikacyjnego, warto również ocenić wyniki fińskiej Nokii. Ten największy producent zestawów dla telefonii komórkowej po raz pierwszy od pięciu lat zanotował spadek zysku netto ? o 16% (do 830 mln euro). Paradoksalnie ten rezultat zaowocował 14--proc. wzrostem ceny akcji spółki. Powód: inwestorzy oczekiwali jeszcze gorszej dynamiki zysku. Dodatkowo na pozytywną reakcję Wall Street wpłynęły wyniki finansowe dwóch najgroźniejszych konkurentów Nokii: Motoroli i Ericssona. W obu przypadkach II kwartał zakończył się pod kreską, co potwierdza przywództwo Finów w telefonii komórkowej i świadczy o wysokich zdolnościach zarządu do funkcjonowania w obliczu nasycania się rynku. O wiele lepsze wyniki finansowe przedstawił inny gigant technologiczny ? Microsoft (wzrost przychodów ze sprzedaży o 13% do 6,6 mld USD i zysku operacyjnego o 8% do 2,75 mld USD). Rynek się tego spodziewał, ponieważ przed kilkoma dniami przedstawiciele koncernu zarządzanego przez Billa Gatesa oznajmili, że rezultaty za II kwartał będą wysokie. Na podkreślenie zasługuje fakt, że Microsoft systematycznie zwiększa sprzedaż, mimo pogorszenia koniunktury na rynku pecetów. Według danych Dataquest, w II kwartale 2001 r. nastąpił spadek dostaw komputerów osobistych o skromne, ale jakże wymowne 2%. Doszło do tego po raz pierwszy od 1986 roku, co dowodzi tylko, jak bardzo zmniejszyły się zamówienia na technologie teleinformatyczne.W minionym tygodniu zabrali głos na temat przyszłej koniunktury szef Fed Alan Greenspan i sekretarz skarbu Paul O'Neill. Ich wypowiedzi nieco zdezorientowały inwestorów. Paul O'Neill zabrał głos z okazji wysłania pierwszych czeków dla amerykańskiego społeczeństwa (40 mld USD), wystawionych z tytułu redukcji obciążeń podatkowych. Przed audytorium Stowarzyszenia Rynku Obligacji (BMA) stwierdził: ?Jestem optymistycznie nastawiony do tego, że w następnym roku zanotujemy wyższy wzrost gospodarczy i że podobnie do 1998 roku gospodarka amerykańska ponownie wróci na ścieżkę prosperity?. Ani słowa o tegorocznych kłopotach gospodarczych czy też groźbie recesji. No właśnie. Alan Greenspan z kolei dość powściągliwie określił perspektywy amerykańskiej gospodarki w trakcie przesłuchania przed Komitetem Usług Finansowych Kongresu. Zaznaczył mianowicie, że mimo objawów kształtowania dna koniunkturalnego (NAPM, wskaźnik nastroju Uniwersytetu z Michigan) wciąż widać zagrożenia dla przyszłości największej na świecie gospodarki. Jednocześnie ujawnił szacunki Fed, dotyczące wzrostu PKB w tym roku. Członkowie Fed oczekują, że wzrost ten wyniesie od 1,25% do 2%, co oznacza wyraźny spadek w stosunku do lutowych szacunków (2?2,5%). Rynki odebrały oświadczenie Greenspana z niepokojem, mimo że otwiera ono w zasadzie drogę do kolejnej 25-pkt. obniżki stopy oprocentowania funduszy federalnych na sierpniowym posiedzeniu FOMC.Z punktu widzenia analizy technicznej ostatnie sesje nie wniosły w sumie wyraźnych zmian w obrazie amerykańskich rynków akcji. DJIA zmaga się od pięciu sesji z długoterminową i średnioterminową średnią kroczącą, bez których przełamania nie może być mowy o kontynuacji aktywności strony popytowej i marszu ku 11 000 pkt., gdzie znajduje się linia szyi majowej formacji głowy i ramion. Oznacza to, że wciąż aktualne pozostaje zagrożenie dalszymi spadkami. Pocieszające dla posiadaczy akcji jest to, że indeks nawet nie zbliżył się do wznoszącego się średnioterminowego wsparcia na wysokości 10 300 pkt. To dobry prognostyk, świadczący o pewnym potencjale, drzemiącym w bykach.Mniej przekonująco wygląda sytuacja na indeksie S&P 500. S&P 500 nawet nie próbował testować średnioterminowej średniej kroczącej (1230 pkt.), nie mówiąc nawet o SK-200 (1280 pkt.). Podobnie jak w przypadku Średniej Przemysłowej, nie wygasły obawy o kontynuację zniżki po zakończeniu formacji głowy i ramion w czerwcu br. Linia szyi jest dość odległa (1260 pkt.), toteż ryzyko spadku do 1100 pkt. jest wciąż dość znaczne. Dojdzie do tego, jeżeli zostanie przełamane wsparcie w okolicach 1180 pkt. w postaci świecy doji z 11 lipca.Na giełdzie technologicznej od wielu tygodni trwa trend horyzontalny i wciąż brak sygnałów, żeby sytuacja miała ulec zmianie. Luki hossy z kwietnia i lipca tego roku wydają się dość solidnymi barierami dla Nasdaq Composite, powstrzymującymi aktywność niedźwiedzi (1940?2010 pkt.). Niestety, aktywność strony popytowej także pozostawia wiele do życzenia, co przekłada się na pozostawanie Nasdaq w równowadze od dłuższego czasu. Marzenia byków o rally do strefy oporu na poziomie 2450?2550 pkt. nie mogą zostać w takim otoczeniu zmaterializowane.JaponiaW piątek zaczął się w Genui szczyt grupy przedstawicieli najbardziej uprzemysłowionych państw, znanej szerzej jako G-8. Recesja, w jaką wchodzi druga największa gospodarka na świecie, powoduje, że premier Japonii Junichiro Koizumi znajdzie się podczas włoskiego szczytu pod silną presją przedstawicieli pozostałych potęg ekonomicznych. Jednym z ważniejszych tematów będzie z pewnością bagaż nieściągalnych kredytów, jaki dźwigają banki z Kraju Kwitnącej Wiśni. Wedle najnowszych obliczeń, sektor bankowy boryka się ze ?złymi długami? o wartości 90 mld USD. Dekoniunktura w sektorze technologicznym silnie uderza w zdolności eksportowe japońskich przedsiębiorstw. O tym, że sprawa jest poważna, informuje nieubłaganie kurcząca się nadwyżka na rachunku bieżącym, która na koniec maja zmniejszyła się o 46% (do 3,54 mld USD). Najnowsze doniesienia tradycyjnie sporządzanego przez BoJ raportu Tankan potwierdzają obawy inwestorów. W maju zbankrutowało przeszło 1700 japońskich firm. W konsekwencji Japonia zamiast znajdować się na ścieżce szybkiego wzrostu gospodarczego znajduje się na ścieżce szybkiego wzrostu bezrobocia (4,8%).Kolejnym czynnikiem rodzącym obawy o przyszłość gospodarki japońskiej są zbliżające się wybory parlamentarne (29 lipca). Nie sposób przy tym wykluczyć, że uznawany przez inwestorów za gwaranta trudnych reform premier Koizumi nie zdobędzie poparcia wystarczającego do kontynuowania procesu przemian.Zresztą wiosenny entuzjazm dla rządu Koizumiego znacznie stopniał. Skomplikowane reformy gospodarcze wymagają wielu wyrzeczeń, na co wielu politykom trudno przystać. Niełatwo o porozumienie także w łonie japońskiego rządu. Sposób uzdrowienia systemu bankowego jest w tym przypadku osią kłopotów z osiągnięciem konsensusu. Pomoc państwa dla stojących na skraju utraty płynności banków zadeklarowali minister finansów Masajuro Shiokawa i polityki gospodarczej Heizo Takenaka. W opozycji do ich stanowiska stoi jednak opinia na ten temat ministra spraw zagranicznych Hakuo Yanagisawy, który stwierdził, że banki powinny wypełniać wymogi bezpieczeństwa akumulując zyski, ewentualnie sięgając po kapitał na rynkach finansowych. Banki, którym się to nie powiedzie, powinny zniknąć z pejzażu biznesowego Japonii. Publiczna pomoc państwa powinna być podejmowana jedynie w przypadku kryzysu finansowego, podobnego do tego, który wydarzył się w 1997 roku.W rezultacie indeks Nikkei 225 systematycznie pikuje w dół. Po czwartkowej sesji zbliżył się do poziomu marcowego dna (11 800 pkt.). Pokonanie tego wsparcia będzie oznaczać kontynuację wielomiesięcznej dotkliwej bessy. Prawdopodobny będzie również spadek Nikkei do poziomu wsparcia na wysokości 10 000 pkt., który wyznacza minimum lokalne z lipca 1984 roku. Brak oznak odwracania trendu nakazuje zakładać dalszą przecenę walorów japońskich spółek. Silne wyprzedanie podstawowych oscylatorów nie zapowiada jeszcze poprawy koniunktury. Szansą na zmianę tego stanu rzeczy mogłyby być ważne ustalenia ze szczytu genueńskiego w sprawie rozwiązania kłopotów systemu bankowego lub zwycięstwo ekipy Koizumiego pod koniec lipca. Technicznie korzystne dla giełdy tokijskiej byłoby również obronienie marcowego dna. N