Złoty powrócił w czwartek w okolice 9% powyżej starego parytetu. Wspólna waluta osłabła w odpowiedzi na nie najlepsze dane o podaży pieniądza w strefie euro.
Rano za USD płacono 4,186 zł, za euro 3,687 zł, odpowiadało to poziomowi 8,95% powyżej starego parytetu. Potem dolar zaczął się umacniać, wspólna waluta słabnąć, przy czym zmiany były bardzo powolne. Około 14.00 kursy wynosiły 4,197 zł i 3,675 zł. Realna wartość złotego zmieniła się nieznacznie, byliśmy na 9%. Godzinę później dotarliśmy do 9,1%, dolara ceniono na 4,19 zł, euro na 3,67 zł. Kończyliśmy dzień na 8,95%, przy poziomach 4,195 zł i 3,678 zł.Na rynku polskiej waluty obowiązywał w czwartek dokładnie taki sam scenariusz, jak w ostatnich dniach: niewielkie obroty, mała aktywność inwestorów, podążanie za rynkiem eurodolara. Wciąż czekamy na decyzje Sejmu. Nie obserwujemy nawet spekulacji związanych z danymi o rachunku obrotów bieżących, które będą opublikowane już w przyszły wtorek.Przedstawiciele rządu Argentyny próbują uspokajać inwestorów. Minister gospodarki tego kraju oświadczył, że nie dojdzie do dewaluacji waluty krajowej (peso) i że nie będzie opóźnienia w płatności zobowiązań, mimo poważnego kryzysu finansowego, z jakim rząd musi się borykać.W pierwszych transakcjach za wspólną walutę płacono 0,8814 USD. Mniej więcej taki poziom utrzymywał się przez godzinę. Potem euro zaczęło tracić i około 15.00 osiągnęliśmy 0,8751 USD. Kończyliśmy na 0,8768 USD.Wspólna waluta osłabiła się w ciągu dnia. W znacznej mierze przyczyniły się do tego opublikowane przed południem (o 10.00) dane o czerwcowej podaży pieniądza w krajach strefy euro, które odbiegały od oczekiwanych. Podaż wzrosła bowiem aż o 6,1%, wobec 5,1% miesiąc wcześniej. Spodziewano się najwyżej 5,7%. Co prawda, Europejski Bank Centralny prawie do razu poinformował, że dane mogą być zawyżone (i to nawet o 1,5%), ale i tak rynek zareagował nerwowo. Po ostatnich danych inflacyjnych (szczególnie z Niemiec) inwestorzy coraz odważniej myśleli o obniżce stóp procentowych w Eurolandzie, tymczasem wyraźny wzrost podaży pieniądza może być tutaj przeszkodą.Po południu okazało się, że zamówienia na dobra trwałego użytku w USA spadły w czerwcu o 2%. To znacznie gorzej, niż prognozowano (średnia oczekiwań to zmniejszenie o 1%, w maju obserwowaliśmy wzrost o 2,7%). Rynek eurodolara nie zareagował bezpośrednio na tę informację. Dopiero po nie najlepszym otwarciu giełd inwestorzy zaczęli kupować wspólną walutę.W piątek dowiemy się, jak zmienił się amerykański PKB w II kwartale. To właśnie głównie złe informacje dotyczące największej gospodarki świata spowodowały ostatnie spadki wartości USD. Jeśli okaże się, że wzrost będzie mniejszy, niż 1% (takiego spodziewają się analitycy, to i tak oznacza spadek w stosunku do 1,2% w I kwartale), wspólna waluta może zyskać jeszcze bardziej.