Coraz gorsze wyniki japońskich spółek

Największy japoński dom maklerski Nomura Securities odnotował w II kw. spadek zysku o 70%. Przyczyną była zapaść tokijskiej giełdy, której indeks Nikkei 225 jest na poziomie najniższym od 16 lat, co zmniejsza wpływy z prowizji i przychody z gwarantowania emisji.

Zysk netto Nomury spadł do 18,9 mld jenów (153 mln USD) lub 9,65 jena za akcję z 64 mld jenów przed rokiem i bardziej niż prognozowali analitycy. Zysk drugiego co do wielkości japońskiego brokera Daiwa Securities Group spadł o 83%, do 5 mld jenów lub 3,79 jena na akcję.W ciągu minionych 12 miesięcy indeks Nikkei stracił 28%, co spowodowało masowy odpływ z rynku indywidualnych inwestorów. A to z kolei niweczy możliwości ożywienia handlu na tokijskiej giełdzie. W II kw. obroty na niej spadły o 7% w stosunku rocznym, do 818 mld jenów, gdyż inwestorzy stracili wiarę w możliwości japońskiego rządu poradzenia sobie z recesją ogarniająca całą gospodarkę i coraz poważniejszym zagrożeniem ze strony gigantycznych złych długów tamtejszych banków.Recesja na dobre dopadła japońską elektronikę. Kurs akcji Sony spadł aż o 11%, najbardziej od ponad 10 lat, po tym, gdy ten drugi co do wielkości producent konsumpcyjnych wyrobów elektronicznych zmniejszył o 40% prognozę zysku na ten rok. W II kw. strata Sony wyniosła 30,1 mld jenów, podczas gdy analitycy prognozowali 15,2 mld jenów zysku. Fujitsu ? trzeci co do wielkości producent mikroprocesorów pamięci do telefonów komórkowych ? stracił w II kw. 55,4 mld jenów, a na cały bieżący rok finansowy przewiduje powiększenie straty do 220 mld jenów.O 4,5% spadł kurs akcji DoCoMo ? największego japońskiego operatora telefonii komórkowej, po tym jak zapowiedział utworzenie rezerw, związane ze spadkiem wartości niektórych jego zagranicznych inwestycji, w tym AT&T Wireless Group.Złe kredyty japońskich banków, których wielkość szokuje świat, biją wszelkie rekordy. Z opublikowanej w ubiegłym tygodniu analizy Goldman Sachs wynika, że wartość złych kredytów może sięgnąć 237 bilionów jenów (167 mld USD), co stanowi prawie połowę japońskiego produktu krajowego brutto. Ta liczba jest drastycznie większa od danych publikowanych przez rząd.Wprawdzie nie wszyscy zgadzają się z metodologią przyjętą przez amerykański bank, ale jego raport wstrząsnął rynkami. Zwłaszcza że jeszcze przed jego opublikowaniem kursy akcji banków spadały w wyniku ponownych obaw inwestorów, że Japonia nie docenia problemu złych długów. A to podważa wiarygodność tamtejszych instytucji nadzorujących rynek i wreszcie premiera Junichiro Koizumi, którego program naprawy gospodarki sprzed zaledwie kilku miesięcy dawał pewne nadzieje na wyjście z recesji.Agencja Usług Finansowych (FSA), główna instytucja nadzorująca rynek, zaprzecza jakoby ukrywała rozmiary złych kredytów. Szacuje ona ryzykowne i złe kredyty w całym systemie finansowym na 151 bln jenów. A szef FSA Hakuo Yanagisawa podkreślił, że wyraźnie złe kredyty zaciągnięte w bankach mają wartość 18 bln jenów, a więc 3% PKB. ? Nasze wyliczenia dotyczące złych kredytów są sporządzane zgodnie ze standardami dokładnej kontroli. A ich podstawą jest tryb postępowania amerykańskiej rezerwy federalnej ? powiedział H. Yanagisawa.Goldman Sachs ma jednak wątpliwości co do tego, czy amerykańskie standardy można stosować w Japonii. Analityk tego banku David Atkinson przede wszystkim uważa, że FSA nie bierze pod uwagę deflacji. Agencja dzieli kredyty na dobre, ryzykowne i złe, w zależności od tego, czy spółka jest w stanie spłacać odsetki, czy nie. Taki podział stosowany jest też w USA i w większości krajów zachodnich. Zdaniem D. Atkinsona, podział ten jest przydatny w środowisku inflacyjnym, gdzie nominalne stopy procentowe są odpowiednio wysokie, natomiast jest bezużyteczny w warunkach japońskiej deflacji. Stopy procentowe w Japonii są bowiem tak niskie, że większość spółek może spłacać odsetki, mimo że nigdy nie będzie w stanie spłacić kredytu.W tej sytuacji proponuje on ocenianie ryzykownośredytu w zależności od tego, czy zysk operacyjny spółki jest wystarczający, by oddać pożyczkę. Analizując wyniki spółek notowanych na giełdzie doszedł on do wniosku, że ponad 1/3 bankowych kredytów jest ryzykowna, mimo że rząd większości z nich nie zakwalifikował do tej kategorii.

J.B., Bloomberg, ?Financial Times?