Pierwsza reakcja na dane o rachunku obrotów bieżących była negatywna. Kiedy jednak okazało się, że gorsze od oczekiwań informacje wynikają z jednorazowego czynnika, zaczęliśmy odrabiać straty. Rynek wspólnej waluty kończył się mniej więcej na poziomie z otwarcia.

Rano za dolara trzeba było zapłacić 4,235 zł, za euro 3,705 zł, odpowiadało to poziomowi 8,2% powyżej starego parytetu. Potem było dość stabilnie, dopiero około południa zarówno USD, jak i wspólna waluta zyskały o grosz w stosunku do złotego i dotarliśmy do 8,0%. Po południu straty zostały odrobione i na dane o rachunku obrotów bieżących czekaliśmy na poziomie 8,15%, przy kursach niewiele różniących się od tych z otwarcia, czyli 4,235 i 3,709. W pierwszej chwili po publikacji informacji dotarliśmy odpowiednio do 4,26 i 3,73, co odpowiadało 7,5%, ale potem złoty odrobił część strat. Kończyliśmy na 7,8%, USD ceniono na 4,253 zł, euro na 3,72 zł.Przedpołudniowe osłabienie polskiej waluty było związane przede wszystkim z opublikowaniem wiadomości (jeszcze nieoficjalnej) o tym, że France Telecom rezygnuje z wykonania opcji na kolejne 10% akcji TP SA. To, oczywiście, oznacza po pierwsze jeszcze większe kłopoty budżetu, a po drugie może oznaczać przepływ mniejszej kwoty walut przez rynek pieniężny.Deficyt obrotów bieżących okazał się gorszy od oczekiwań. 952 mln USD to więcej niż rok temu, nie mówiąc już o poprzednim miesiącu. Kiedy jednak przyjrzymy się danym, okaże się, że eksport wciąż jest niezły (mało tego ? wzrósł w stosunku do maja), import znowu spadł poniżej 3,5 mld USD, czyli deficyt handlowy wyraźnie się poprawił, a pogorszenie jest głównie związane z wyraźnym deficytem na rachunku dochodów (ponad 400 mln USD). Jest to jednorazowy efekt związany z wypłatą zysków i wytransferowaniem ich za granicę.Rano za wspólną walutę płacono 0,8755 USD. Potem aż do późnego popołudnia niewiele się działo, obserwowaliśmy niewielkie oscylacje. Większą reakcję zaobserwowaliśmy dopiero na opublikowany o 16.00 wskaźnik Chicago Purchasing Managers Index. Szybko dotarliśmy do 0,8779, ale równie szybko doszło do korekty i kończyliśmy na 0,875.Dane z USA znowu są niejednoznaczne. Z jednej strony, dochody osobiste wzrosły bardziej niż poprzednio i bardziej niż oczekiwano (0,3%, wobec 0,2% w maju i 0,2% średniej prognoz), wzrosła także sprzedaż detaliczna w ostatnim tygodniu lipca (1,6% wobec 1,3% w poprzednim okresie), z drugiej, pogorszył się wskaźnik optymizmu Consumer Confidence (spadek z 118,9 na 116,5, prognozy mówiły o 118) i wskaźnik aktywności gospodarczej Chicago Purchasing Managers Index (38, wobec 44,4 poprzednio i 43,5 oczekiwań). n